Wystarczy spojrzeć na mapę świata, aby przekonać się, że stabilne systemy polityczne nie mogą istnieć bez dostatecznego finansowania: najbardziej rozwinięte kraje to te z najwyższymi progami podatkowymi, podczas gdy kraje w których podatki są niskie, pogrążone są stale w kryzysie. Na przykład wysokość podatków w Argentynie osiąga ledwie 21% produktu krajowego brutto (PKB), podczas gdy w krajach takich jak Szwecja czy Belgia podatki przekraczają 50% PKB.

Europa- klub podatkowej arystokracji

Patrząc w szerszej perspektywie, można powiedzieć, że Europa należy do elitarnego klubu “super- państw starego kontynentu”. Wziąwszy pod uwagę, że projekt budżetu europejskiego ma zasięg globalny a znaczenie polityki Wspólnoty wciąż wzrasta, budżet UE można porównać do budżetu USA, Chin, Rosji czy Indii. Potęga ekonomiczna Chin jest powszechnie komentowana, jednak „cud gospodarczy” tego kraju w dużej mierze wynika z polityki strategicznego zarządzania niewiarygodnie wysokimi podatkami. Również model amerykański może być przykładem. Kongres Stanów Zjednoczonych zatwierdził ostatnio budżet w wysokości 3 trylionów euro, z PKB na rok 2005 w wysokości 15 trylionów euro, więc budżet USA stanowi 20% krajowego PKB. Jeśli chcemy konkurować z tymi modelami gospodarki, nie możemy utrzymywać naszego PKB na dotychczas przynoszącym dobre wyniki, jednak mizernym poziomie 1%.

Liczy się każdy

Stawianie czoła nowym wyzwaniom Unii Europejskiej bez wzięcia pod uwagę obecnej sytuacji wszystkich państw członkowskich byłoby nieodpowiedzialne. Nie można oczekiwać od dziesięciu nowych członków oraz Portugalii i Grecji, że pozwolą reszcie Wspólnoty (dosłownie) najeżdżać ich rynki i wymagać od nich dostosowania się do systemu bardzo wysokich podatków, strzeżenia granic i przygotowań do przystąpienia do wspólnego rynku ze wspólną walutą, jeśli w zamian nie stworzy im się możliwości uczciwej konkurencji w środowisku równych szans. Kraje te stanowią 50% państw członkowskich i potrzebują dużej, sprawnie funkcjonującej infrastruktury, która umożliwi im szybki przepływ towarów i kapitału, oraz rozpowszechnianie wiedzy, jak również wzrost aktywności gospodarczej. Podstawowym warunkiem efektywnego kapitalizmu, o którym nie można zapomnieć jest rozwój infrastruktury. Dziś wydajemy się przyjmować, że „wszyscy jesteśmy berlińczykami” zapominając, iż w rzeczywistości wielu z nas jest Polakami, Węgrami czy Maltańczykami.

Jeśli udało nam się kiedyś, uda się teraz

Lokalna solidarność i redystrybucja dochodów zawsze przynosiły dobre rezultaty. Najlepsze tego dowody można znaleźć w historii UE. W 1985r. po decyzji o otwarciu wspólnego rynku podjętej przez ówczesnego przewodniczącego Komisji Europejskiej Jacquesa Delorsa i jego europejskich współpracowników oraz podpisaniu Umowy z Schengen o zniesieniu kontroli granicznej, zawarto pakt na mocy którego reformy te nie mogły zostać przeprowadzone bez wsparcia trzeciego z krajów EWG. Ponieważ Hiszpania, Irlandia, Portugalia i Grecja nie były gotowe do uczestnictwa we wspólnym rynku i do przyjęcia obowiązków wynikających z Umowy z Schengen, podjęto kroki aby przyspieszyć ich rozwój. Podatki zostały podniesione do obecnego poziomu, obniżono o połowę wydatki na wspólną politykę rolną i wprowadzono korzystny Fundusz Spójności. Sukces tych posunięć można najwyraźniej zaobserwować w Hiszpanii, Irlandii czy Grecji.

Obecne wyzwania są równie trudne: przybliżanie Europy jej mieszkańcom, szerzenie demokracji w instytucjach unijnych, problem masowej imigracji, wspólna polityka obronna, oraz zwrot w kierunku modernizacji przemysłu. Jednak niewzruszeni europejscy przywódcy, szczególnie krajów takich jak Niemcy, Francja i Wielka Brytania nie potrafią sprostać takim wyzwaniom. Nie wierzą, że Unia Europejska może im sprostać, wolą więc wybierać strategie które są korzystne tylko dla ich własnych interesów.