59-letni Gert Solberg przelicza swoją pensję: zarabia 1.400 euro. Gert boi się starości w Grecji. W ciągu kilku lat wróci do Danii, gdzie państwo jest bardziej opiekuńcze. „Ale jestem zadowolony, że w Grecji ciągle można przyrządzić jagnię na rożnie i puszczać latawce” – mówi. 58-letni włoski kucharz Fabrizio Bugliani pracował w restauracjach we Francji i w Niemczech. „Odkąd powstała Unia, wydaje się, że nie wydarzyło się nic istotnego oprócz pięciu rozszerzeń” – stwierdza. Bugliani uważa, że decyzje są ciągle podejmowane z dala od obywateli. Czy Unia jest sukcesem, czy też raczej porażką? „Idea europejska jest raczej gospodarcza niż społeczna” – mówi francuska ekonomistka Brigitte Elié-Nikolopoulou. „Obecnie nie możemy mówić o Europie narodów, a o Europie wielonarodowościowej”. Brigitte żyła w Grecji przez 23 lata. „Populacja kontynentu starzeje się, a wejście do Unii nowych państw oznacza również zwiększenie taniej siły roboczej – wszystko to na dłuższą metę będzie mieć fatalne skutki dla krajów członkowskich” – ostrzega. Grecja może się znaleźć wśród krajów, które jako pierwsze dotknie ten problem.

(zdj.: sml!/flickr)(zdj.: sml!/flickr)

Korzyści płynące z Europy

Dla trzydziestoparoletnich profesjonalistów, drugą stroną rozszerzenia jest „profesjonalna elastyczność”. Architekt Stephan Mirger dojeżdża z Austrii żeby wykładać na uniwersytecie w Patras” „za żelazną kurtyną Wiedeń był zawsze marginalizowany. Dzisiaj granice są otwarte. Możesz w godzinę dojechać na Węgry, do Czech albo do Chorwacji żeby tam pracować albo bawić się. Nikt cię nie zatrzyma po drodze”.

(zdj.: RobW/flickr)(zdj.: RobW/flickr)„Czy to nie wspaniałe, że nasze pokolenie nie może sobie nawet wyobrazić Europy w stanie wojny?” – pyta 53-letnia Daniela Stai, która wyjechała z mężem z Berlina do Grecji w 1976 roku. „Rozszerzenie Unii to wielki sukces” – mówi. „Nigdy nie kazałam córkom kochać bardziej Irlandii albo Grecji” – mówi 50-letnia Emer Rona-Asimakopoulou. „17 marca świętują dzień Świętego Patryka, a 25 marca – rocznicę greckiej rewolucji. Ich pokolenie ma zupełnie inny punkt widzenia na Europę.” Marita Asounma i Laura Minano , dwie trzydziestolatki, mają mężów-Greków. Należą do „pokolenia Erasmusów”, które około 20 lat wcześniej odkryło z plecakiem na plecach czym jest Europa. „czerpię pełnymi garściami z Europy” – stwierdza Marita Asounma, 35-letnia Finka. „Obroniłam moją pracę magisterską za granicą. Przenosiłam moje dane podatkowe trzy razy”. Hiszpanka Laura Minano pracowała przez 4 lata w Atenach jako konsultantka do spraw marketingu: „nie czuję się tutaj obco. Gdy zadają mi pytania, czy bardziej się czuję Hiszpanką, czy Greczynką, odpowiadam, że jestem Europejką”. „Nie wiem jak podjęłam decyzję o tym, żeby tu przyjechać” – mówi Susana Zukarova ze Słowacji, która studiuje stosunki międzynarodowe i europeistykę na Uniwersytecie Panteion i zamierza wykorzystać świetną znajomość greckiego do znalezienia pracy w swoim kraju. „Cool” to jedno z pierwszych słów, jakich musiała się nauczyć gdy przyjechała. Jej dwudziestoparoletni koledzy bez kompleksów dyskutują o otwartej Europie.

Coś się popsuło

„W Belgii współistnienie wielu narodów i języków zepsuło narodową spójność” – mówi 60-letnia Yvette Schroeder-Stathopoulou. Badania Komisji Europejskiej pokazały, że 4 na 10 obywateli Unii uważa, że „kulturowy tygiel” doprowadzi do zaniknięcia zwyczajów narodowych. „Rumunia i Bułgaria zmieniły się w ogromne fabryki” – stwierdzają 20-letni Ivo Dimitrovi 27-letni Robert Krokerou i martwią się o zbliżające się problemy ze środowiskiem naturalnym. Twierdzą, że ich przyczyną będzie nagłe uprzemysłowienie ich krajów, a dokładniej budowa nowej fabryki Nokii.
„Rozszerzenie Unii zwiększyło ilość imigrantów przyjeżdżających do Grecji. Jesteśmy w trakcie największego napływu imigrantów z Azji i nie możemy przyjąć już więcej osób” – mówi dyrektor greckiego oddziału Amnesty International Dimitris Botsos. „Nielegalni imigranci to w zasadzie podróżni bez dokumentów. Gdy się ich obawiamy, wykluczamy ich ze zjednoczonej, wolnej i pełnej idei Europy. Pozwalamy im na pół-legalne życie, pokazujemy obojętność wobec ich przyszłości”. Pedro Adrante z Portugalii zgadza się z tym stwierdzeniem: „to nie do przyjęcia, że imigranci umierają w drodze z Albanii do Włoch czy gdy próbują się dostać do Portugalii i Hiszpanii z Afryki. To, w jaki sposób ci ludzie przyjeżdżają do naszych krajów jest bardzo ważny: to sposób, w jaki wchodzą do Europy”.

„Nie wiem, czym jest Europa, jakie są jej granice” – wyznaje Robert Krokerou. Marko Bock, 48-letni hutnik z Luksemburga pracował w Ankarze przez 7 lat. „Turcja jest zupełnie inna niż Europa w kwestiach kulturowych i religijnych.” – stwierdza. „Turecka diaspora w Niemczech zmusiła państwo do założenia szkół, w których ich dzieci będą uczyły się tylko tureckiego i gdzie nie ma integracji. W Turcji nie ma klasy średniej. Jeśli kraj miałby przystąpić do Unii, jego populacja zostałaby podzielona, ponieważ miliony ludzi wyemigrowałoby i rozjechałoby się po całej Europie.” Leo de Vos z Danii, 60-letni radca prawny w towarzystwie żeglugowym również jest przeciwko dalszym rozszerzeniom: „nikt nie może o nic prosić będąc imigrantem. Należy dostosowywać się do prawodawstwa kraju.” Tomasz Iwański, 24-letni Erasmus z Polski, który studiuje nauki polityczne na Uniwersytecie w Atenach jest bardziej tolerancyjny: „należy dać Turcji nadzieję na przystąpienie do Unii. Oskarżamy Turków o fundamentalizm, ale zobacz, ilu gorszych fundamentalistów jest obecnie w Europie.”. Skończyło mi się miejsce na dyktafonie. Wszystko to, co zostało powiedziane oficjalnie i nieoficjalnie to tylko garść pomysłów. Podobnie jest z Unią, która nie jest określana poprzez jej granice czy instytucje. Europa to jej mieszkańcy – czyli, innymi słowy, my.

W 2008 roku ten artykuł zdobył Europejską Nagrodę  dla Młodych Dziennikarzy.