Rumunia się waha między obecnym prezydentem Traianem Basescu (centroprawicowa Partia Demokratyczna) oraz kandydatem z ramienia sojuszu lewicy Mirceą Geoana (Partia Socjaldemokratyczna), który jest byłym ministrem spraw zagranicznych. W ciągu dwóch ostatnich tygodni dzielących pierwszą i drugą turę wyborów kampanię wyborczą zaostrzyły liczne skandale. Kandydaci prowadzą zażarte dyskusje w telewizji. W polityce, jak na wojnie, walka idzie na noże, co pociąga za sobą pewne konsekwencje.

Nagle Rumuni muszą zadać sobie ważne pytanie: „Kto mówi prawdę?”. Już kiedyś ich „poderwano” a następnie pozostawiono samym sobie. Nic więc dziwnego, że nigdy nie byli aż tak sceptyczni. Muszą wybrać między kandydatem, który ma zapędy komunistyczne, a kandydatem oskarżanym o skłonności do tyranii. Biorąc pod uwagę sytuację w kraju wyborcy będą musieli wybrać „mniejsze zło”. A nowy prezydent? Stoją przed nim wyzwania: wyprowadzić kraj z recesji i wprowadzić stan równowagi politycznej po upadku rządu w połowie października.