Ponownie otwierają się bramy CIE (Centrum Identyfikacji i Wydalania) z Lampedusa. Mała, włoska wyspa pośrodku Morza Śródziemnego (tylko 20 km²) powraca na pierwsze strony dzienników jako centrum humanitarnej sytuacji kryzysowej, która nie ma końca. Po podpisaniu traktatu w Bengazi (sierpień 2008) między Włochami i Libią, pozornie rozpoczęto skuteczną walka z napływem migrantów z Afryki Północnej: obrazy i doniesienia z wyspy sycylijskiej zniknęły z mediów, CIE zostało zamknięte.

Polemiki Włochy- UE

Tunezyjski przewrót polityczny spowodował ponowny napływ na brzegi sycylijskie tysięcy kobiet i mężczyzn z Tunezji, kraju w zapaści ekonomicznej, o niepewnej przyszłości politycznej i pozbawionego skutecznego systemu obrony. Zaskoczony włoski Minister Spraw Wewnętrznych, Roberto Maroni, i jego europejski odpowiednik, Cecilia Malmstrom, zrzucali na siebie wzajemnie odpowiedzialność za niedoszłą pomoc dla wygnańców tunezyjskich i dla pierwszych ofiar tej masowej emigracji: ludzie pochłonięci przez morze z powodu zgubnej nadziei osiągnięcia Europy.

Barka porzucona na wyspie LampedusaBarka porzucona na wyspie LampedusaZ pewnością upadek reżimu nie był możliwy do przewidzenia, ani tego tunezyjskiego ani egipskiego, aż do niedawna ciągle osądzanego i prowadzonego żelazną ręką przez swoich liderów. Ta sytuacja kryzysowa zmienia całkowicie dotychczasowy scenariusz: pochodzi od krajów, które aż do tej pory nie doświadczyły dużej fali emigrantów, a wręcz wyróżniały się współpracą nad zwalczaniem fenomenu nielegalnej imigracji, zawierając także umowę z Włochami nt. ponownego przyjęcia (pozwalającą na wykonanie nakazu ekspulsji lub odmowy wjazdu, red.). Alarm wszczęty przez Maroniego: „Ryzykujemy 80 tys. przybyszów”, okazuje się więc więcej niż to uzasadniony.

Fenomen migracyjny z Afryki do Europy jest skomplikowany, ponieważ ma związek z desperatami poszukującymi nie tyle fortuny, co proszącymi o azyl. Zwłaszcza teraz przypuszcza się, że z Tunezji i z Egiptu przybędzie wielu proszących o azyl, którzy będą mieli do niego pełne prawo, przynajmniej dopóki sytuacja polityczna w ich krajach się nie wyjaśni.

Frontex nie wystarczy

W Europie od dawna dyskutuje się nad wspólnym kierowaniem zagadnieniami w zakresie prawa azylu i podziału kosztów zarządzania migracją i przyjmowania uchodźców. Dotychczas zwlekano z konkretnymi decyzjami, odsyłając adaptację aktów ustawodawczych bardziej rygorystycznych i wiążących dla poszczególnych państw, z powodu niezgody na ten czy tamten punkt i kosztów, które pewne zobowiązania przewidują.Odwlekając bardziej trwałe rozwiązania, ale usiłując stawić czoła problemom imigracji, UE zajęła się tym nagłym przypadkiem, stwarzając specjalną agencję do kontroli granic (Frontex). Ta działała niedawno w Grecji, aby ograniczyć napływ masowy, poprzez Turcję, obywateli irańskich i afgańskich uciekających przed wojną. Także teraz Minister Maroni powołał do odpowiedzialności tą europejską agencję, w nadziei, że przyjmie na siebie bardziej operatywną rolę.

Ryzyko masowej emigracji z dwóch kierunków: Tunezji i Egiptu

Obecny przypadek wyeksponował całą nietrwałość strategii europejskiej przeciw imigracji (regularnej i nieregularnej) od strony Morza Śródziemnego. Ta bowiem nie polega na niczym więcej, jak na przenoszeniu na kraje tranzytowe (jak właśnie Egipt, Libia, Tunezja i Maroko) odpowiedzialności i ciężaru walki z ruchami migracyjnymi z Afryki. Teraz, gdy w systemie powstały dwie ważne luki, istnieje obawa, że w Afryce narodzi się masowy exodus ku Egiptowi i Tunezji, w nadziei na skorzystanie z sytuacji. Nic dziwnego, że Unia Europejska i pojedyncze kraje członkowskie wyraziły natychmiast gotowość do współpracy, aby stawić czoło problemowi.Prawdziwym wyzwaniem będzie więc pogodzić obronę praw migrantów i proszących o azyl ze skuteczną kontrolą granic zewnętrznych Unii. To ważny test dla instytucji UE, które w listopadzie ubiegłego roku (kiedy współpraca Egiptu i Tunezji nie była jeszcze poddana dyskusji), doznały szantażu ze strony Kadafiego: „Europa stanie się czarna” – groził dyktator – jeśli nie zostanie dostarczona ważna pomoc ekonomiczna.

Autor, Gabriele Di Bella, pisze dla magazynu internetowego Glocus i pracuje dla Czerwonego Krzyża w obozie niedaleko Rzymu dla proszących o azyl

Fot. główne (cc) noborder/flickr; barcone (cc) piervincenzocanale/flickr