Satyrycy europejscy karmią się do syta pożywką, jakiej dostarczają im działania „Merkozy’ego”, czyli przywódców Niemiec i Francji – Angeli Merkel oraz Nicolasa Sarkozy’ego – przodujących w wysiłkach mających na celu stłamszenie eurokryzysu. Europejskie media ochoczo mieszają tę dwójkę z błotem, zapominając jednakże, że satyra wymaga głębszego przesłania. Rozmaite skupiska prawicowe w całej Europie zdają się być uparcie pogrążone w przekonaniu, jakoby każdy plan ekonomiczny był jedynie nieudolnie skrywanym spiskiem eurofederalistów przeciwko narodowej suwerenności. Ze swej niechęci do Unii i liderów politycznych z kontynentu znana jest zwłaszcza prasa irlandzka oraz brytyjska.

Wielka Brytania narzeka

Na Wyspach Brytyjskich postawy wobec naszych sąsiadów z kontynentu są bardzo zróżnicowane. Wielka Brytania przoduje w eurosceptycyzmie, który propaguje zdominowana przez tabloidy prasa. Brytyjczycy chętnie korzystają z przywilejów przynależności do UE, takich jak swoboda przemieszczania się pomiędzy krajami członkowskimi - wedle szacunków około milion wyspiarzy żyje w Hiszpanii. Nie podobają im się natomiast te regulacje, które postrzegają jako podkopujące suwerenność ich państwa. A ponieważ prasa często przekręca informacje dotyczące unijnych praw i dyrektyw, większość z nich jest właśnie jako takie odbierana. Unia Europejska ze swoimi biurokratami, instytucjami i liderami stała się wygodnym kozłem ofiarnym dla brytyjskich polityków, obwiniana o najróżniejsze problemy. Wielu komentatorów społecznych zauważa, że rząd brytyjski sprawia wrażenie, jakby próbował przekonać opinię publiczną, że wszystko byłoby w porządku – z punktu widzenia ekonomii – gdyby nie eurokryzys. Brytyjczycy kierują swą niechęć przeciwko nieodpowiedzialnym Grekom oraz protekcjonalnym Niemcom; konserwatywny rząd triumfuje, tabloidy skrupulatnie rozpowszechniają półprawdy „dowodzące” win Europy.

Irlandia – nie chcemy was tu, ale jakim prawem odchodzicie?

Irlandzkie media nie są co prawda aż tak zdecydowanie antyeuropejskie, jednak pośród narodu da się odczuć niechęć w stosunku do naszych europejskich sąsiadów - tak jakby to Europa była winna utracenia przez Irlandię statusu Zielonej Wyspy o prężnej ekonomii, a nie nasze lekkomyślne pożyczki i wydawanie ponad możliwości. Jako naród niegdyś skolonizowany wciąż niechętni jesteśmy wszystkiemu, co narzucane jest nam „z zewnątrz”. Dofinansowanie z UE i IMF podpada pod tę kategorię. Irlandia znana była z niechęci do niektórych ze swych europejskich sąsiadów jeszcze przed kryzysem finansowym. Przyzwyczajeni do roli emigrantów, mieszkańcy tej wyspy przeżyli niemały szok gdy role się odwróciły – i nagle miejsce, z którego przez stulecia Irlandczycy emigrowali, samo stało się celem emigracji. Brak multikulturowych doświadczeń w zderzeniu z gwałtownym napływem imigrantów z Europy Wschodniej po 2004 roku doprowadził do powstania nowych problemów społecznych; rasizm był powszechny i choć wielu imigrantów znalazło pracę i zintegrowało się z lokalną społecznością, niewątpliwie wielu innych było wykorzystywanych. Wraz z zahamowaniem irlandzkiej gospodarki większość przybyszów z Europy Wschodniej wróciła w swe rodzinne strony. Odezwała się klasyczna irlandzka zgryźliwość. W barach narzekano, że „zarabiali u nas, póki było dobrze, a gdy statek zaczął tonąć, zwinęli manatki”. I odwrotnie - ci imigranci, którzy pozostali w kraju, zostali z kolei oskarżeni o zajmowanie miejsc pracy „należnych” Irlandczykom.

To powiedziawszy…

Oczywiście nie można obarczać mediów całą winą za stan rzeczy. Jest wielu, według których brytyjska i irlandzka prasa tak naprawdę nie oddają w pełni negatywnego nastawienia opinii publicznej do Unii Europejskiej (raczej nie są to czytelnicy The Daily Mailoto przykład artykułu nt. UE). „Brytyjczycy są o wiele bardziej eurosceptyczni niż prasa” - twierdzi Robert Oulds, prezes think-tanku The Bruges Group. W gruncie rzeczy Wielkiej Brytanii i Irlandii podoba się bycie częścią Europy. Lubimy spędzać weekendy w Wiedniu czy Budapeszcie, wakacje w Prowansji czy Alicante. Lubimy kupować tani alkohol i papierosy w Polsce, zaś męskiej części populacji podoba się desant pięknych Słowianek na nasze ziemie. Zdajemy sobie sprawę, że różnice pomiędzy obywatelami Europy są w najgorszym wypadku powierzchowne. Lubimy być częścią Europy i choć nie mamy pojęcia, dlaczego dajecie sobie całusy, zamiast przywitać się uściskiem dłoni jak normalni ludzie, lubimy was, Europejczycy.

Fot.:  główna i Katalonia:  (cc) Birdyphage/ Nicolas Loiseau/ flickr