69. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Wenecji - kobiecy punkt widzenia

Artykuł opublikowany 24 września 2012
Artykuł opublikowany 24 września 2012
Reżyserskie projekty kobiet tegorocznej edycji weneckiego festiwalu kryją w sobie jakiś niewytłumaczalny czar, (pozwolę sobie pominąć te, które wyraźnie trącą banałem), mają niezwykłą zdolność zwracania uwagi na szczegóły, na formę wizualną, kolory, zbliżenia, co sprawia, że płyniemy razem z bohaterami, przeżywając opowieść od wewnątrz.
Przestajemy być jedynie obserwatorami, historia oddziałuje na nas i emocjonalnie się w nią angażujemy.

Historia Sary

Sarah Polley z wyjątkową wrażliwością opowiada historię swojej rodziny. Wraca do przeszłości, żeby poznać swoje korzenie, żeby nadać sens swojemu istnieniu, uporządkować przeszłość i zrozumieć ją. Każda rodzina ma swoją tajemnicę i każda z pewnością ma w sobie coś, co czyni ją wyjątkową, coś, co przyciągnęłoby uwagę niejednego widza. Paradokument, przedstawiający wywiady z najbliższymi, przeplatany nakręconymi przez reżyserkę scenami z życia rodzinnego i fragmentami książki ojca Polley, czytanej przez niego samego. Pomysł może wydawać się dość banalny i mało ciekawy. „Każda historia jest trudna do opowiedzenia i wydaje się nudna, kiedy znajdujemy się w jej wnętrzu. Interesująca staje się dopiero, kiedy zaczynasz opowiadać ją innym, kiedy patrzysz na nią z perspektywy czasu”. Cała magia zależy od tego, w jaki sposób sprawisz, że twoja historia będzie wyjątkowa. Dokument „Stories we tell” jest delikatny i pełen wrażliwości - to cechy, które widać we wszystkich filmach reżyserki. Obserwujemy życie zwyczajnej rodziny, słuchamy opowieści o radościach, problemach, rodzinnych tajemnicach i asystujemy w stawianiu czoła wszystkim przeciwnościom, jakie się pojawiają na ich drodze. Niektórzy piszą, że reżyserka zdradza rodzinną tajemnicę. To prawda, ale wydaje mi się, że przede wszystkim jest to jej sposób psychoterapii, pogodzenia się z przeszłością.

Gdzie jest moje miejsce? Liu Shu, Xiao He (Lotus) 

Kobiety dotykają zazwyczaj tematów i problemów, które są częścią ich świata: poszukiwanie siebie i swojego miejsca, relacje z bliskimi. Zachwycają przede wszystkim sposobem, w jaki ten świat przedstawiają. Liczą się emocje, uczucia, wrażliwość spojrzenia.Niezwykle prosta historia, malowniczo i lirycznie sfotografowana. Film koncentrujący się na poszukiwaniu własnej ścieżki zawodowej i osobistej. Problem wszechobecny, dotyczący wielu młodych ludzi został tu potraktowany w sposób niezwykle sugestywny. Lotus, główna bohaterka, nie godząc się na kompromisy i ślepe podążanie za tłumem, opuszcza dom rodziny w poszukiwaniu siebie i swojego miejsca. To niełatwe zadanie, zwłaszcza, jeśli nieustannie musisz iść pod prąd. „Stajemy się wrażliwsi, kiedy oczekiwania i przykrości spotykają się i stają codziennością”. Trudne doświadczenia, walka z rzeczywistością wzmacniają nas wewnętrznie, sprawiając, że nie poddajemy się wobec drobnych przeciwności. Jednak najpierw musimy upaść, potknąć się na jakimś etapie, żeby potem móc z jeszcze większym uporem dążyć do upragnionego celu.

Między nami kobietami… - „No quiero dormir sola”Natalii Beristain 

Amanda – młoda dziewczyna, która zawsze miała wszystko i wszystko przychodziło jej z łatwością, było wręcz podane na tacy. Dolores„upadła aktorka”, borykająca się z problemem alkoholowym i chorobą Alzhaimera. Babcia i wnuczka, których losy splatają się w momencie, kiedy Dolores potrzebuje pomocy i bliskości. Wówczas cała uwaga koncentruje się na relacji między bohaterkami. Wydaje się, że dopiero przy tej okazji zaczynają się poznawać, zostają niejako zmuszone do stopniowego odkrywania swoich światów i zbliżenia się do siebie. Obie są zagubione i zatopione w marazmie codzienności, młodsza ze względu na brak perspektyw, starsza, z powodu tęsknoty za czymś, co niezaprzeczalnie przeminęło. Amanda nie wie tak naprawdę, czego chce i to sprawia, że tkwi w martwym punkcie. Dolores zdaje sobie sprawę, że gloria przeszłości już nie powróci, próbuje ukryć prawdziwe uczucia pod maską ironii, smutek zagłusza alkoholem, ale jej wnętrze zżera nostalgia i ból. Tylko jej wnuczka jest w stanie dotrzeć do tych ciemnych zakamarków i zrozumieć je.

Rama Burshtein Lemale et Ha’Chalal

Poświęcenie dla dobra rodziny, rezygnacja z siebie na rzecz innych. W dzisiejszym świecie to mało prawdopodobne, ale w hebrajskiej tradycji, gdzie liczy się rytuał i dobro wspólnoty, są to cechy dominujące. Debiutancki film izraelskiej reżyserki Ramy Burshtein podkreśla wagę i wierność tradycji. Shira (Hadas Yaron) staje przed niełatwym dylematem: pozostać wierną swoim marzeniom, czy podporządkować się woli rodziny? Burshtein doskonale przedstawia walkę wewnętrzną swojej bohaterki. Zbliżenia, wymiana spojrzeń, wymowna cisza sprawiają, że aż do momentu podjęcia decyzji napięcie stopniowo rośnie. Reżyserka pokazuje nam migawki z życia bohaterów, nie odkrywa wszystkiego, pozostawiając sporo miejsca dla widza i jego przemyśleń. Nie jest to film doskonały technicznie, ale doskonale ilustruje świat, który dla większości z nas jest zupełnie obcy, a poruszająca interpretacja Hadas Yaron (Coppa Volpi za najlepszą rolę żeńską) tym lepiej pozwala wczuć się w sytuację i zrozumieć rozterki Shiry.Różne kraje, odmienne realia i warunki życiowe, ale problemy, wątpliwości, obawy zupełnie podobne. Pomimo różnic kulturowych, religijnych, politycznych wszyscy stoimy przed tą samą zagadką zwaną życiem, a ona zastawia na nas te same pułapki, bez względu na szerokość geograficzną, w jakiej się znajdujemy.

Fot.: główna: kadr z filmu "Stories we tell" nfb/YouTube; film: trailer filmu "Stories we tell" nfb/YouTube; trailer filmu "No quiero dormir sola" IMCINEChannel/YouTube