Aborcja po polsku

Artykuł opublikowany 12 kwietnia 2016
Artykuł opublikowany 12 kwietnia 2016

Jak w skrócie wyglądało prawo do aborcji w Polsce przez ostatnich 15 lat? Dlaczego najnowszy projekt zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej wzbudza takie kontrowersje? Co spowodowało, że tysiące niezaangażowanych politycznie kobiet oraz mężczyzn w całej Polsce zdecydowało się wyjść na ulice? Dlaczego Polki masowo trollują premier Beatę Szydło na jej facebookowym profilu pod hasztagiem #TrudnyOkres?

Odpowiedź jest prosta: wkurzyłyśmy się. Łączy nas jedno – mamy dość tego, iż Kościół oraz politycy już od wielu lat decydują za nas o naszych ciałach. Jak wygląda historia dostępu do aborcji we współczesnej Polsce?

Wolność w czasach opresji

Po roku 1945 obowiązywały w Polsce te same przepisy co przed II wojną światową. Aborcję uznawano za przestępstwo, a karze mogła wtedy podlegać także kobieta. Wyjątek przewidziano w dwóch przypadkach: gdy komisja lekarska potwierdzała, że przerwanie ciąży jest konieczne ze względu na zdrowie kobiety oraz gdy zachodziło uzasadnione podejrzenie, że  ciąża była skutkiem  gwałtu, kazirodztwa albo współżycia z osobą poniżej 15. roku życia.

W 1956 roku przepisy znacznie złagodzono. Najważniejszymi zmianami było dopuszczenie aborcji kobietom żyjącym w trudnych warunkach oraz zniesienie karalności aborcji. Takie prawo obowiązywało do 1993 r. W praktyce oznaczało to, że przez blisko cztery dekady kobiety mogły w miarę swobodnie przerwać niechciane ciąże. Robiły to z różnych i zazwyczaj tylko sobie znanych powodów. W polskim społeczeństwie dużo jest opowieści babć, ciotek lub matek o tym, że koleżanka koleżanki miała skrobankę i w okresie PRL-u nie było to nic nadzwyczajnego.

Kompromis czy zdrada?

W obliczu 40 lat względnej wolności trudno się dziwić, że uchwaleniu w 1993 r. tzw. „kompromisu aborcyjnego” towarzyszyły fale protestów. Ustawa o planowaniu rodziny dopuszczała aborcję tylko w trzech przypadkach: zagrożenia życia lub zdrowia kobiety; dużego prawdopodobieństwa ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu oraz podejrzenia, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego. W styczniu 1997 r. przepisy ponownie złagodzono i aborcja stała się dopuszczalna także jeśli płód był dotknięty chorobą zagrażającą jego życiu. Przywrócono też pozwolenie na przerwanie ciąży, jeśli kobieta złożyła pisemne oświadczenie o ciężkich warunkach życiowych lub trudnej sytuacji osobistej.

Jednak już w maju tego samego roku Trybunał Konstytucyjny wydał wyrok, w którym uchylił tę ostatnią możliwość. Środowiska feministyczne uznają to do dziś za zdradę całej społeczności kobiet. Zakaz ten poprawił co prawda oficjalne statystyki na temat rozrodczości, ale jednocześnie wykreował prężnie działające podziemie aborcyjne. Jeszcze długo po nastaniu ery pozornej internetowej anonimowości w wielu polskich gazetach można było przeczytać ogłoszenia o „farmakologicznym przywracaniu miesiączki”.

Jednak nawet dziś, gdy polskie przepisy należą do najostrzejszych w Europie, za aborcję nie jest karana kobieta, która przerwała ciążę w sytuacji nieprzewidzianej w przepisach. A takie właśnie propozycje znalazły się w nowym projekcie obywatelskim ustawy o całkowitym zakazie aborcji.

Projekt obywatelski kontra obywatelki

Ostatnio przez środowiska prawicowe został przygotowany najnowszy obywatelski projekt ustawy całkowicie zakazującej aborcji, wprowadzający przepisy surowsze nawet od tych, które obowiązywały przed wojną.. Reprezentują je organizacje takie jak Fundacja „Instytut na rzecz kultury prawnej Ordo Iuris”, Fundacja „Centrum Wspierania Inicjatyw dla Życia i Rodziny” oraz Fundacja Pro-Prawo do Życia, a także Stowarzyszenie i Fundacja im. Piotra Skargi. O wyżej wspomnianych grupach można przeczytać w tekście „Miliony przeciw kobietom”, w którym analizuje się ich konsekwentną pracę na rzecz zaostrzenia prawa i wprowadzenia całkowitego zakazu aborcji. Dzięki takim działaniom udało się zebrać podpisy pod obywatelskim projektem, który wywołał wzburzenie tysięcy Polek oraz Polaków. Oczywiście zebranie podpisów nie oznacza automatycznie, że ustawa zostanie uchwalona. Jednak projekt został poparty zarówno przez premier Beatę Szydło, jak i prezesa rządzącej partii Jarosława Kaczyńskiego.

Walka na wielu frontach

Warto wspomnieć, jak ważną rolę w tej walce odgrywa język oraz wyrażane w nim emocje. Środowiska feministyczne od lat walczą o przywrócenie słowom właściwego znaczenia i używanie w dyskursie publicznym sformułowań takich jak „zarodek”, „płód” oraz „dziecko” stosownie do stanu najnowszej wiedzy medycznej. Niestety, konsekwentna działalność środowisk pro-life spowodowała, iż do języka potocznego zostały wprowadzone takie sformułowania jak „życie poczęte” oraz „dziecko nienarodzone”, które utrudniają merytoryczną dyskusję nad zabiegiem medycznym, jakim jest przerwanie ciąży.

Polki od lat korzystają z turystyki aborcyjnej lub przerywają ciąże farmakologicznie w domu. Często są osamotnione w swoim bolesnym doświadczeniu. Nawet jeśli mają wskazania do takiego zabiegu, nie mogą być pewne, iż zostanie on przeprowadzony. Również możliwość skorzystania z antykoncepcji awaryjnej w postaci pigułek EllaOne jest zagrożona – minister zdrowia Konstanty Radziwiłł jest przeciwnikiem tego rozwiązania, co wyraził w kilku udzielonych wywiadach. Warto wspomnieć, iż w Polsce nie prowadzi się „Edukacji seksualnej” – w jej miejsce w szkołach naucza się „Wychowania do życia w rodzinie”, często manipulując faktami lub zamiast nich omawiając wartości chrześcijańskie.

Trudno wymienić tutaj wszystkie czynniki, które spowodowały, że Polki chwyciły za wieszaki i wyszły na ulicę. Uśpiona od lat dyskusja, w którą angażowały się przede wszystkim feministki, nagle przestała być tylko ich sprawą. Większość kobiet w Polsce dość alergicznie reaguje na samo słowo „feminizm”, a aborcja była do tej pory tematem tabu. Okazuje się jednak, że kiedy pojawia się projekt, który tak mocno ingeruje w sprawy dotyczące ciała kobiet i ich życia intymnego oraz który odbiera im wybór i godność – wtedy Polki są gotowe wyjść na ulice i bronić swoich praw czym tylko się da, w tym wypadku wieszakiem, najbardziej jaskrawym symbolem aborcyjnego podziemia.

Aby przeczytać więcej tekstów autorki artykułu, zajrzyj na bloga Lady Pasztet.