Absurdów z kraju Łukaszenki ciąg dalszy: Dwulicowa polityka względem UE

Artykuł opublikowany 10 grudnia 2010
Artykuł opublikowany 10 grudnia 2010
To jest dyktatura, i to nasza dyktatura, tu w Europie, tuż pod nosem UE. 19-tego grudnia 2010 Białorusini zostaną po raz kolejny wezwani, by wybrać swojego prezydenta. Do tego momentu zamieszkała w Berlinie Francuzka prowadzi na cafebabel.com kolumnę „Absurdy dyktatury”. Czwarty cios Claudine Delacroix dotyczy obłudnej retoryki białoruskiej odnośnie UE.

4 – Mińsk i Bruksela – Łukaszenko tłumaczy swój stosunek do UE

Jeszcze nie tak dawno temu odbyło się drugie Forum Społeczeństwa Obywatelskiego UE w ramach Partnerstwa Wschodniego. Ta skierowana do Białorusi, Ukrainy, Gruzji i trzech innych postsowieckich krajów inicjatywa może rzeczywiście pochwalić się już półtoraroczną historią.

Było to zatem wystarczająco dużo czasu, by wyrobić sobie opinię na dany temat. Czy też i dwie opinie, na co może sobie pozwolić Aleksander Łukaszenko jako bezkonkurencyjny opiniodawca w białoruskiej prasie. Z jednej strony można wyczytać jego negatywne uwagi o „Partnerstwie Wschodnim”, które jakoby jest raczej nieprzemyślaną historią i jak dotąd nie pociągnęło za sobą żadnych odczuwalnych rezultatów.

W innym miejscu natomiast białoruski prezydent wspomina, iż cieszy się, że ten projekt nie stracił swojego znaczenia. Wprawdzie z początku Łukaszenko miał odczucie, że więcej się przy tym mówi niż robi, ale teraz jest przekonany, że w ramach tego projektu, należałoby się aktywniej zaangażować.

Co prawda do dziwacznych wypowiedzi ze strony Łukaszenki można było się już przyzwyczaić – wystarczy tylko przypomnieć sobie ukraińskie talkshow Svaboda Slova (Wolność słowa), w którym z najgłębszym przekonaniem oświadczył, że dorastał czytając wersy znanego (i krytycznego wobec reżimu) białoruskiego pisarza Wasila Bykau, ten jednak w całym swoim życiu pisał jedynie prozę – ślad logiki tych diametralnie sprzecznych wypowiedzi, które można było usłyszeć niemal w tym samym czasie, można odnaleźć i tym razem przez odpowiednie uwzględnienie kontekstu.

„Partnerstwo Wschodnie” wypada źle wtedy, gdy UE domaga się zmian w kierunku pluralizmu i demokracji – w przypadku, o którym mowa, Łukaszenko oburzył się na wieść, że Białoruś z powodu braku jakichkolwiek przedstawicieli opozycji w białoruskim parlamencie, nie powinna zostać przyjęta do zgromadzenia parlamentarnego EURO-NEST, czyli parlamentarnego gremium reprezentującego Partnerstwo Wschodnie.

Natomiast przyjaznymi słowami zostaje obdarowane Partnerstwo Wschodnie wtedy, gdy jest możliwość robienia interesów. I takie właśnie, przytoczone tu, miłe słowa wyraził Łukaszenko z okazji wizyty prezydenta Litwy Dali'i Grybauskaite, kiedy mówił o potrzebie rozwoju projektów infrastrukturalnych, z których zysk czerpałyby nie tylko Litwa i Białoruś, ale też UE. W związku z tym byłby on gotów z wielką przyjemnością współpracować w ramach tego Partnerstwa. Innymi słowy, Łukaszenko próbuje robić dziś z Unią to, co przedtem robił z Rosją – składanie obietnic, gdy to nic nie kosztuje i nadużywanie kredytu zaufania w celu czerpania możliwie największych zysków. W związku z powyższym, retoryka zostaje indywidualnie dopasowywana do danego przypadku.

Czy ta arytmetyka była jednak wystarczająco jasna dla niemieckiego ministra spraw zagranicznych Guido Westerwelle, gdy podczas jego wizyty w Mińsku 2. listopada białoruski prezydent zapewnił, że nadchodzące wybory będą tak uczciwe, że sam Westerwelle może przyjść i osobiście przeliczyć głosy?

Przeczytaj również: Absurdy z kraju Łukaszenki

Ilustracja: ©Adrian Maganza/adrianmaganza.blogspot.com