"Adoracja" Markiewicza, czyli o sztuce i religii 

Artykuł opublikowany 8 listopada 2013
Artykuł opublikowany 8 listopada 2013

Film Jacka Markiewicza „Adoracja Chrystusa”, na którym nagi artysta pieści średniowieczny krzyż z Chrystusem i dotyka genitaliów centralnej postaci religii chrześcijańskiej, rozpętał burzę w polskich mediach. Doszło nawet do tego, że przeciwko artyście złożono pozew. Czym tak naprawdę jest "Adoracja" - przeterminowaną prowokacją, czy trochę trudniejszą metaforą? I co na to młodzi Polacy?

Film Markiewicza stanowi część wystawy „BRITISH BRITISH POLISH POLISH: Sztuka krańców Europy, długie lata 90. i dziś” prezentowanej do 15 listopada w warszawskim Centrum Sztuki Współczesnej. Praca, która jest filmem dyplomowym artysty, powstała w 1992 roku, w epoce raczkującego polskiego kapitalizmu. Po uzyskaniu dyplomu artysta zaniechał dalszej pracy twórczej i zajął się pracą w hurtowni opakowań jednorazowych. Gdy tej jesieni „Adorację” pokazano w CSW, natychmiast wywołała ona ogromne oburzenie w środowiskach katolickich. Pod adresem Jazdów 2 nagle zaroiło się od protestujących. Żywo zareagowała również polska prawica. Poseł Andrzej Jaworski i posłanka Anna Sobecka (oboje z PiS-u) złożyli zawiadomienie do prokuratury, zaś ich partyjny kolega Stanisław Pięta złożył interpelację do ministra kultury Bogdana Zdrojewskiego ws. obrażania uczuć religijnych i publicznego znieważania przedmiotu czci religijnej w CSW. Wśród dyskutujących na temat "Adoracji" pojawiają się również głosy, że afera o obrazę uczuć religijnych jest o dobre kilka lat spóźniona.

Zapytaliśmy dwóch młodych Polaków co myślą o całej sytuacji.

Taka prowokacja to dzisiaj żadna prowokacja?

Rafał, rocznik '89, absolwent Edukacji Artystycznej na UWM w Olsztynie zwraca uwagę na to, że sztuka współczesna często odwołuje się do metafory, zagadki która należy rozwiązać, aby zrozumieć poruszany problem. „Niestety tak wrażliwy temat jak wiara, łączony z realistyczną nagością, budzi kontrowersje pomimo tego, że nagość w malarstwie religijnym była naturalną rzeczą”. Jego zdaniem powinno się mówić o tym, jaki jest sens filmu Markiewicza, a nie o tym, co na nim widać. „Uważam, że ta praca nie jest sama w sobie jedynie prowokacją: oczywiscie prowokuje, ale to nie jest jej jedyna funkcja. Stawia ona pytanie o granice adoracji, inspiruje się jej przedstawieniami z historii sztuki” - mówi Rafał. „Nie ma co sie oszukiwać, dla wielu ludzi bedzie to jedynie szydzenie z kościoła, a na takie prace należy patrzeć transparentnie, uniwersalnie, niedosłownie i szukać pytania stawianego przez artystę” - dodaje.

Zgoła inne zdanie na ten temat ma absolwent warszawskiej Akademii Artes Liberales, Tymek (rocznik '86), dla którego film Markiewicza jest słabym dziełem sztuki. „W mainstreamowej sztuce już dawno nie chodzi o piękno, ani nawet o to, żeby ta sztuka podobała się odbiorcom. Tyle, że ten film odstaje nawet od współczesnych, niezbyt wyśrubowanych standardów” - zauważa, dodając, że założenie „zaistnieć przez skandal” jest w tym przypadku realizowane na tyle prymitywnie, żeby obrazoburczy charakter pracy był jasny dla każdego potencjalnego odbiorcy. „Taka metoda może się sprawdzić, kiedy szokuje się po raz pierwszy. Niestety, podobne «happeningi» robiono wcześniej dziesiątki razy i nawet w tym wymiarze „skandalu" film się nie sprawdza” - mówi Tymek. Zwraca on też uwagę na podwójne standardy, które przyjmuje duża część lewicowych komentatorów tego wydarzenia. Według niego: „gdyby w podobny sposób wykorzystano święte symbole islamu czy judaizmu, znaczna część mediów biłaby na alarm, że mamy do czynienia z aktem, który przekracza dopuszczalne granice ekspresji artystycznej i staje się raczej zniewagą obcej autorowi kultury. Tutaj mamy do czynienia z filmem, w którym w mało wyrafinowany sposób znieważany jest święty symbol chrześcijaństwa i to samo działanie staje się «odważną próbą, by poruszyć społeczeństwo», a jego krytycy widzący jakąś niestosowność są porównywani do Władimira Putina. Łatwo jest dzisiaj obrażać chrześcijaństwo, bo mainstream się tym nie przejmuje, a wielka część mediów nawet kibicuje takim happeningom. Taka prowokacja to dzisiaj żadna prowokacja”.

sztuka? nie wiem, nie znam się.

Nie sposób się nie zgodzić, że film Jacka Markiewicza nie jest pierwszą w historii kreacją artystyczną, która godzi w uczucia religijne niektórych odbiorców. Mozna nawet zaryzykować stwierdzenie, że tak wielu artystów dało już upust swojej ekspresji na tym tle, że stało się to nudne. Seria zdjęć "In God we TrustDavida LaChapelle, żaba Martina Kippenbergera, genitalia na krzyżu Doroty Nieznalskiej, Jan Paweł II przygnieciony meteorytem Maurizio Cattelana, czy ukrzyżowany Jezus pływający w moczu Andresa Serrano to tylko nieliczne z przykładów.

Ale być może Markiewicz pokazuje coś nowego, dotąd nie przedstawianego przez innych artystów? Jeśli tak, to co to jest? I skoro już jesteśmy przy pytaniach do publiczności, to czy urażeni chrześcijanie nie zamanifestowaliby więcej zwykłym ignorowaniem tematu? Czy artystom wolno więcej

I

... czym jest sztuka?