Adorfo Arrieta: " 'Hiszpański cud'? To iluzja"

Artykuł opublikowany 14 maja 2009
Artykuł opublikowany 14 maja 2009
Spotkanie sam na sam z hiszpańskim reżyserem, homoseksualistą i Francuzem z wyboru podczas festiwalu homoseksualistów i lesbijek w Turynie [Gay Lesbo Bisex Trans Festival di Torino].

W oczekiwaniu na Paradę Homoseksualistów w sabaudzkiej stolicy rozmawiamy o sztuce, o homoseksualizmie oraz rewolucji, która miała miejsce we Francji oraz Hiszpanii.

Napisy początkowe, subtelny szmer oraz delikatne światła w małej sali kinowej Ambrosio, niedaleko stacji w Turynie noszącej nazwę Porta Nuova. Z mroku wyłaniają się postaci, przytulają się mimo że są jednej płci. Jest czwarty dzień GLBT Festiwalu, którego akronim (odsłaniamy teraz tajemnicę: Gay Lesbo Bisex Trans) jest trudny do zrozumienia dopóki czytamy go bezpośrednio bez szukania drugiego znaczenia, tytuł ten można również zrozumieć jako: od Sosomy do Hollywood. Na parkingu należącym do kina, który stanowi tajemną część Turynu czeka na nas Adolfo Arrieta – reżyser, któremu uczestnicy manifestacji oddają hołd. Mimo swoich 67 lat jego głos oraz ręce zachowały chłopięcy wygląd i brzmienie. Eskortowani przez pracowników biura prasowego, siadamy w holu hotelu Majestic. Piwo dla gościa, który udziela wywiadu, Spitz (typowy wenecki drink) dla prowadzącego wywiad, język się rozwiązuje – język, którym się posługujemy przypomina nieco hiszpańską wersję francuskiego.

(www.torinopride2006.it)„Wielkim hiszpańskim blefem” jest Paryż, gdzie wszystko jest możliwe „Widziałeś te straszne rzeczy! Straszne!” lamentuje Adorfo nawiązując w żargonie technicznym do problemów z przekształceniem analogiczno- cyfrowym jego, chyba największego dzieła Tam-Tam dla telewizji włoskiej RAI. Reżyser wyraża bardzo jasno swoje opinie – mówi o tym, co jest właściwe i charakterystyczne dla kanonu włoskiego, inaczej jest w Hiszpanii „W Madrycie sytuacja jest znacznie gorsza, nie zrobiłem filmu w Madrycie, wróciłem do Paryża oraz do Lucchi, które uwielbiam ”. „Lucca to moje rodzinne miasto, ale naprawdę bardzo trudna jest ta miłość” – znowu zaczyna narzekać… „Nie mógłbym jednak spędzić życia w tym miejscu” podsumowuje. Mając 25 lat postanowiłem sam, z własnej woli udać się na wygnanie do Paryża, „wtedy wszystko było możliwe”. Był koniec lat sześćdziesiątych, z tamtych lat Adorfo zapamiętał najbardziej cudowną atmosferę, od tamtej pory jednak wszystko się zmieniło: „W maju 68 roku byłem w Hôtel des Pyrenées. Z przyjaciółmi z tamtego okresu, z przyjaciółmi, którzy mogliby stać się towarzyszami na całe życie, obserwowaliśmy zamieszki na ulicach: kule, policję, bomby. Sądziliśmy, że wszystko zmieni się w ciągu najwyżej 10 dni, ale tak naprawdę w ciągu ostatnich 40 lat nic się nie zmieniło, świat idzie w tym samym kierunku…” - śmieje się gorzko Adorfo. Wspomnienia Adorfo wiążą się z Hiszpanią frankistowską : „Hiszpania dla mnie jest jak złudzenie i to złudzenie kłamliwe. Wynalezienie i upowszechnienie mediów nie spowodowało ani żadnego przyśpieszenia, ani żadnego cudu. Przypomina to gówno – niewidoczne dla tych, którzy chcą z niego zrobić sztukę”. Dziwne wyznanie w ustach homoseksualnego reżysera, który żył „pod Sarkozym”: „czuję się jak Zapatero – odnajduję w sobie wiele z niego” - śmieje się Arrieta, wyznacza podziały na mapie nowego Tysiąclecia.

Front Wyzwolenia Homoseksualistów – stąd reżyser czerpie całymi garściami aktorów do swoich filmów. Ale, gdzie jest miejsce Frontu dzisiaj? „Nie ma w dzisiejszym świecie miasta, które byłoby tak wspaniałe jak Paryż – który moim zdaniem jest ostatnią, prawdziwą metropolią, mimo, że obecnie przechodzi przez spokojny i cichy okres”. Nie wypowiada się na temat, tego co może zdarzyć się w związku z kryzysem, śmieje się : „na postawie tego, co już wiemy i tego co mówi się w moim Tam-Tam oczekiwane jest wielki załamanie, wydaje mi się, że zadaniem artystów jest otwarcie oczy i ostrzeganie. Oczywiście ważne są chwile wielkiego natchnienia oraz świadomość dla kogo tworzymy”. Gdzie można jeszcze tworzyć sztukę w Europie? „Ja potrzebuję ciszy, ale nie mogę jej znaleźć, chyba jedynie tutaj w Turynie, w ciszy tego wielkiego miasta, w jego wielkich alejach – to jest jedynie miasto, w którym słyszę ciszę”. Czy będziemy mieć takie uczucie, gdy 16 maja na ulicach tego cichego miasta pojawią się platformy Gay Pride? „Nie wiem czy będę mógł w tym uczestniczyć, ale doświadczenie z pewnością będzie niewiarygodne”. W oczekiwaniu na to wydarzenie chroń nas Panie przed niepotrzebnym objawieniem : „ Mogę moje zdjęcia pokazać gdziekolwiek, byle tylko nie w Cannes”.

Autor i fotograf są członkamizespołucafebabel.com w Turynie.