Alice Phoebe Lou: Najlepiej strzeżona tajemnica Berlina 

Artykuł opublikowany 17 czerwca 2015
Artykuł opublikowany 17 czerwca 2015

Alice Phoebe Lou to pochodząca z Kapsztadu 21-letnia wokalistka i autorka tekstów piosenek. W 2013 roku zaczęła występować na ulicach Berlina oraz uczestniczyła w konferencji TEDx, która przyniosła jej rozgłos w Internecie i poza Berlinem, wiodąc w stronę światowej sławy i fortuny. Spotkaliśmy się z Alice, by porozmawiać o protestach muzycznych, występach w Europie i wyniesionych z nich lekcjach.

„Od zawsze chciałam występować z ogniem, wykonywać taniec ognia" – przyznaje Alice. Nie takiego opisu dążenia do kariery można się spodziewać od wokalistki folkowej. Trzeba przyzwyczaić się jednak, że wszystko, co jest związane z Alice Phoebe Lou, odstaje od normy.

21-letnia piosenkarka z Kommetjie (Republika Południowej Afryki) tworzy wraz z włoskim multiinstrumentalistą Matteo Pavesim brzmienie, które jest połączeniem muzyki folkowej z elektroniczną. Inspiruje ich dorobek takich artystów jak Patti Smith czy Portishead.

Alice zgodziła się na rozmowę pewnego pięknego wieczoru u schyłku wiosny, popijając kawę po krótkim występie przy wejściu do stacji kolejowej WarschauerStrasse.

Płomienne serce, ogniste myśli

Mimo że obecnie wokalistka zamieszkała na stałe w Berlinie, jej pierwsza styczność z Europą była nieco bardziej pogmatwana. Podczas Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej odbywających się w RPA, żądna podróży oraz wyposażona w belgijski paszport, 16-letnia Alice zdecydowała się wyjechać do Paryża, gdzie pomieszkiwała jej ciotka.

„Wyjechałam do Paryża, gdzie spędziłam dwa dni mieszkając z ciotką. Jak to zwykle w Paryżu, mieszkanie było cholernie małe, a ciotka wypalała około 40 papierosów dziennie nie racząc wyjść na zewnątrz. Była też straszną paranoiczką, nie chciała, bym wychodziła z domu po 23:00. Mimo że byłam bardzo młoda, bo miałam tylko 16 lat, uwielbiałam dużo wychodzić, nie chciałam więc być ograniczona jakimikolwiek zakazami. Nie mogłam tego znieść” – wyjaśnia.

Alice przypomniała sobie o przyjaciółce, która mieszkała w okolicy Châtelet w centrum Paryża. Wprowadziła się do niej, gdzie spała na sofie, a na życie zarabiała z występów ulicznych.

„Tańczyłam przez dosyć długi okres w moim życiu, zdecydowałam się więc kupić parę Fire Poi, rekwizytów używanych do tańca z ogniem. Przechodziłam akurat obok katedry Notre-Dame podczas zachodu słońca, gdy zauważyłam grupę ludzi rozkładających sprzęt do wystąpień z ogniem. Nie mówili zbyt dobrze po angielsku, a mój francuski był dosyć gówniany, zamieniliśmy więc tylko kilka słów. Mimo wszystko od tamtej pory przychodziłam tam każdej nocy i uczyłam się tańca z ogniem”.

„Uderzyło mnie to, jak niesamowitym sposobem na życie mogą być występy uliczne. Paryż jest miastem o wielu obliczach — czasem jego energia jest bardzo intensywna, czasem spotyka się tu taborowy styl życia, ludzi, którzy mają odwagę żyć na przekór innym. Jednak w występach ulicznych było coś specjalnego, coś, co lubiłam i co mnie fascynowało”.

„Prowadziłam podwójny styl życia. Z jednej strony były wieczorne występy uliczne, z drugiej domówki mojej współlokatorki, na których pojawiali się nakręceni kokainą imprezowicze w wieku od 18 do 25 lat. Bez skrupułów pluli na podłogę, zużyte kondomy rzucali gdzie popadło, a następnego dnia to ja sprzątałam cały ten syf ” – wspomina Alice.

Od Amsterdamu po Berlin

Zahartowana tą „życiową lekcją” tuż po zakończeniu szkoły Alice zdecydowała się na rok przerwy przed studiami. Tym razem ruszyła na podbój Amsterdamu.

„To był przecudowny czas, spotkałam wspaniałych ludzi, cieszyłam się życiem 18-latki, a wieczorami występowałam z ogniem. Nie zawsze było pięknie, czasami przyczepiali się do mnie ohydnie pijani goście, którzy patrzyli na występy przez pryzmat seksualny i nie szczędzili sprośnych komentarzy pod moim adresem. To też jedna z lekcji, która w rzeczywistości nas hartuje” – mówi.

„Artyści występujący na ulicach Amsterdamu bardzo bronią swego terytorium i potrafią być trudni. Miałam do czynienia z ludźmi około trzydziestki, którzy występowali przez dobre 15 lat. Niektórzy z nich mieli dziwne uzależnienia, bądź uważali, że to żaden problem zaciągnąć kogoś do łóżka. Musiałam postępować bardzo stanowczo, co właściwie było interesujące. Czy to na południu Francji, w Hiszpanii czy we Włoszech, wszędzie ludzie doradzali: «Jedź do Berlina, pokochasz to miejsce»”.

Jednak gdy dotarłam do Berlina, nie było wcale tak pięknie, jak niektórzy zapewniali.

„Czułam się przytłoczona. Gdziekolwiek nie spojrzałam, wszędzie roiło się od przeróżnych wykonawców ulicznych z przeróżnymi zdolnościami. Mój pierwszy występ tańca z ogniem odbył się w pobliżu WarshauerStrasse, za co otrzymałam jedno euro. Pamiętam, że usiadłam na ziemi i pomyślałam; «Cholera, co ja teraz zrobię? Jestem głodna, a na dodatek nie mam gdzie spać». Byłam zbyt dumna by prosić rodziców o kasę”.

Zmiany były niezmiernie konieczne

„«Mam jeszcze gitarę» – powiedziałam sama do siebie. Podróżowałam z bardzo dobrą gitarą firmy Taylor, postanowiłam więc ją wypróbować. To było coś okropnego, coś nieopisanie okropnego. Nienawidziłam tego całą sobą, ale nikogo tam nie znałam, więc musiałam jakoś sobie radzić. Do grona występujących dołączył pewien gość, który miał swój własny wzmacniacz. Odważyłam się zapytać go, czy mogłabym zagrać jedną piosenkę mając na myśli „Knocking on Heaven’s Door”. Po chwili wokół chłopaka zgromadził się tłum, który sypnął kilka euro. Pamiętam, że wtedy pomyślałam «Hej, ja też bym tak mogła»”.

Jakie były kolejne kroki w karierze Alice? Wokalistka komponowała nowe utwory oraz założyła zespół uliczny w składzie z pięcioma izraelskimi chłopakami, którzy uciekli z kraju, by uniknąć wojska.

Inne wartości

Kiedy rok przerwy od nauki dobiegał końca, Alice olśniło, że wcale nie musi „studiować, otrzymać dyplomu, dostać pracy, założyć rodziny i umrzeć”. W 2013 roku kompletnie wyzwolona wokalistka wróciła do Berlina, tym razem ze swoim własnym wzmacniaczem muzycznym z najdłużej działającą baterią na świecie. Był to nowy zakup, na który zarobiła w ciągu dwóch tygodni występów ulicznych. Była gotowa do ataku. 

YouTube: Alice Phoebe Lou & Matteo - Red

„Nie potrzebuję żadnego ubezpieczenia, żadnej konwencjonalnej formy sukcesu, jestem po prostu szczęśliwa z tym, co mam. Z jednej strony to trudna droga, ale z drugiej — bardzo wyzwalająca. Po występie na konferencji muzycznej TEDx nagle stajesz się towarem. Nie mam nic do ludzi biznesu, nie mówię, że są źli. Jednak takim, którzy raz dostrzegą interes finansowy w młodej, utalentowanej 21-letniej blondynce, tylko dolary błyszczą w oczach” – tłumaczy Alice.

„Trafiam na wiele możliwości zrobienia kariery muzycznej, jednak niezupełnie postrzegam je jako szanse życiowe. Celem takich działań jest zamiana muzyki w biznes, jednak nie tym chciałabym się zajmować. Otrzymałam kiedyś propozycję od Coldplay’a, żeby wystąpić jako suport podczas ich tournée po Europie. To była cudowna propozycja, czułam się bardzo zaszczycona, ale czy to jest to, co chcę robić?”

Zamiast tego, z pieniędzy uzbieranych podczas ulicznych wystąpień oraz udziału w większych wydarzeniach muzycznych, Alice zasponsorowała sobie album, który jesienią ukaże się w sprzedaży. Podobnie jak dotychczasowy repertuar artystki, nowy album pełen będzie odniesień do polityki.

„Urodziłam się w roku 1993, rok po zakończeniu apartheidu w RPA. Moi rodzice walczyli o tę wolność, więc doceniam to, że pochodzę z rodziny wolnej od uprzedzeń i świadomej sytuacji na świecie. To wszystko głęboko się we mnie zakorzeniło. Dorastałam za czasów muzyki artystów, którzy także walczyli o równouprawnienie ras społecznych. Rodriguez czy Miriam Makeba to wokaliści, którzy za pomocą sztuki sprzeciwiali się dyskryminacji na tle rasowym. To jest coś, o czym świat muzyki popowej nie wie nic” – mówi młoda artystka.

Droga obrana przez Alice Phoebe Lou różni się od typowej ścieżki kariery przeciętnego muzyka. Do tej pory wokalistka miała szansę wystąpić na Zachodnim Brzegu w Palestynie oraz, dosyć niedawno, na koncercie w berlińskim kościele wśród gimnastyków oraz duetów tanecznych.

Któż to wie, jak dalej potoczy się kariera Alice?