Alina Orlova – wschodząca gwiazda litwińskiej sceny artystycznej

Artykuł opublikowany 19 stycznia 2012
Artykuł opublikowany 19 stycznia 2012
W Wilnie, w cieniu elektrowni atomowej pojawiło się nowe zjawisko kulturowe. To bynajmniej nie mutant. Mowa o Alinie Orlovej. Choć na zaledwie 23 lata, to prawdziwa „bomba” litwińskiej sceny muzycznej.

Dorastanie w cieniu elektrowni atomowej musi mieć poważne konsekwencje. Tak przynajmniej powiedziliby zarówno francuscy, jak i niemieccy „Zieloni”. Jednak dla Aliny Orlovej, elektrownia atomowa to integralna część życia. To dzięki niej mogła spać spokojnie, a jej ojciec – wieloletni pracownik elektrowni Ignalinas - miał czym nakarmić rodzinę. Po tym jak Litwa zechciała dołączyć do klubu państw Unii Europejskiej, elektrownię zamknięto. To była jedna z kart przetargowych negocjacji. Alina jest jedną z wielu młodych osób, które wychowały się w Wisaginii, miasteczku zbudowanych w okolicach elektrowni.

„Musisz sobie coś wykombinować”

„Tam wcale nie jest ładnie. Raczej dziwnie. Mimo, że miasteczko pozostaje w jakimś stopniu pociągające. Wciąż można w nim dostrzec pozostałości Związku Radzieckiego – resztki utopii, która nigdy nie miała szansy w pełni się zrealizować”. Alina cierpiała na tym „nuklearnym” pustkowiu z powodu samotności, ale w jakże kreatywny sposób. „Dużo czytałam i rysowałam. Potem zaczęłam śpiewać i pisać wiersze... W tak małych miasteczkach nie ma za bardzo co robić. Tak naprawdę pozostaje ci picie i wałęsanie się ze znajomymi. Jeśli ich nie masz, musisz sobie sam znaleźć jakieś zajęcie”.

Do detonacji bomby wcale nie doszło w wyniku kontaktu z cenionym lokalnym piwem Svyturus. Alina wolała zwrócić się w stronę szeroko pojętej sztuki. Do pierwszej „reakcji atomowej doszło podczas jednej z lekcji gry na pianinie. Do kolejnej – kiedy jej rodzice pojawili się w domu z odtwarzaczem płyt winylowych.

Z czasem, potencjał artystyczny, który tkwił pod złotą czupryną Aliny, musiał wreszcie wyjść na jaw. Być może stało się to dzięki ciągłemu kontaktowi jaki Alina miała ze swoim ojcem i jego kolegami. „W miarę upływu czasu... zrozumiałam, że muszę dać upływ swoim emocjom, a w tamtym okresie kumulowało się ich we mnie naprawdę sporo. Śpiewałam dla znajomych, publikowałam wiersze i piosenki na litewskich stronach internetowych takich jak: „dpoezija”. Dzięki internetowi zaczęłam poznawać ludzi z Wilna. Jednak w dalszym ciągu nie miałam pojęcia jak nagrać piosenkę w Wisaginii. Po tym jak moje piosenki można już było usłyszeć w eterze, skontaktowano się ze mną w sprawie nagrania. Zgodziłam się. W ten sposób zaczęłam występować w małych salach koncertowych”.

Już jest za późno. Reakcja nuklearna właśnie zachodzi i nie zapowiada się by szybko się zakończyła. W wyniku współpracy z Laurasem Luciunasem, menadżerem wileńskich artystów, powstała oryginalna kompilacja, która ukazała się w kwietniu 2010 roku pod tytułem „Laukinis Suo”. Siedząc skulona na kanapie w zimnych kuluarach sali koncertowej w Kaunas (które jest drugim co do wielkości miastem na Litwie), w której Alina wraz ze swoimi muzykami wystąpi za pół godziny, wschodząca gwiazda bałtyckiej niezależnej sceny muzycznej wciąż dziwi się jak szybko potoczyła się jej kariera: „Wszystkie te koncerny muzyczne, które nagle zapragnęły rozpowszechniać moją muzykę, zwróciły się do mnie z ofertą nagrania płyty. Obawiałam się tego, że sobie nie poradzę, że nie stanę na wysokości zadania. Mimo tego zgodziłam się. Rozpoczęliśmy nagrywanie. Muszę przyznać, że poszło całkiem dobrze”.

Reakcja nuklearna?To nic dziwnego, że na jej widok nagle zabraknie wam słów. Ta słodka, wiecznie uśmiechnięta dziewczyna o rozmarzonym spojrzeniu i rudych lokach, nie mogąca się na dodatek powstrzymać od nerwowego łapania swojej tureckiej koszuli, jest niczym innym jak epicentrum pewnego fenomenu artystycznego – jest ładunkiem wybuchowym z opóźnionym zapłonem. Wokół niej bezustannie krążą inne elektrony. Alina bacznie je obserwuje, raz z przejęciem, raz z uśmiechem. Mowa o miłości do rysunku, o pasji jaką żywi do słów, do dźwięku fortepianu...

„W Rosji, jeden z jej koncertów wywołuje tyle emocji, co 10 występów we Francji” - twierdzi menedżer Aliny. 

Tej reakcji atomowej nie jesteśmy już w stanie zatrzymać. Określona jako „bomba mroźnej sceny muzycznej przez francuski magazyn „Les Inrockuptibles, Alina osiągnęła już sukces zarówno w Wielkiej Brytanii jak i w Rosji. W maju 2011 roku opublikowała drugi album – dwujęzyczny „Mutabor”. Lauras Luciunas jest jednym ze świadków jej nieposkromionej energii. „W Rosji, jeden z jej koncertów wywołuje tyle emocji, co 10 występów we Francji” - twierdzi menedżer Aliny.

Historia o ostatnim mamucie

Czyżby Rosjanie nie zazdrościli swoim zachodnim sąsiadom tak interesującego atomu, który w tak krótkim czasie był w stanie dotrzeć do serc tak szerokiej publiczności? Tak jak w każdej reakcji chemicznej, najważniejsze jest wymieszanie odpowiednich składników. W Gargaras, dawnej fabryce skór, obecnie przekształconej w salę koncertową, pojawiła się nawet spora reprezentacja rosyjskich szpiegów, gorączkowo poszukujących wytłumaczenia jej sukcesu. Nie wyszli z koncertu zawiedzeni. Alina już na początku koncertu zaczęła delikatnie poruszać całym swoim ciałem w rytm muzyki. Stojący obok niej wiolonczelista zaczął szarpać struny w takt jednego z hitów zespołu. W chwilę po tym do akcji weszła fotograf. Wystarczyła chwila, by cała sala wykazała oznaki poruszenia. Razem odśpiewali piosenkę o ostatnim mamucie, który widząc szkielety swoich kuzynów - dziś zachowane w muzeum - najchętniej by umarł. Po tym przychodzi czas na historię o społeczeństwie braterskim, wolnym od wojny...  Alina przekształciła swoje teksty liryczne w niesamowicie przyjemne dla ludzkiego ucha. Jej styl można by przyrównać do stylu Björk, jej sąsiadki z północy, czy też Reginy Spektor – sąsiadki ze wschodu (która wyemigrowała jednak we wczesnym dzieciństwie do Stanów Zjednoczonych). Nawet świadkowie z Księżyca potwierdzili sukces Aliny, która na scenę wkroczyła jako nieśmiały, nierozwinięty jeszcze kwiat. Dziś, mając zaledwie 23 lata, stała się już doświadczoną artystką, którą krytycy muzyczni określają mianem „zjawiska”.

Fot.: główna, jak i w tekście (cc): dzięki uprzejmości oficjalnej strony Aliny Orlovej na myspace.com; film: (cc) youtube