Apokalipsa dnia codziennego

Artykuł opublikowany 31 stycznia 2013
Artykuł opublikowany 31 stycznia 2013
Koniec świata jest blisko. Wszyscy obawiają się jego konsekwencji, przewidując różne scenariusze zagłady. Czy, tak jak w filmach, w Ziemię uderzy meteoryt? Pochłonie nas tsunami? Facebook będzie płatny? A co jeśli koniec świata już nadszedł, a my, zbyt zajęci oznaczaniem się na FourSquare nie zauważyliśmy tego? Przedstawiamy krótką analizę apokalipsy dnia codziennego.

Podczas gdy niektórzy odliczają dni do przepowiedzianej przez Majów apokalipsy, świat wysyła nam oczywiste sygnały mówiące, że zagłada już trwa. Jednak są tacy, którzy w najgorszy sposób wykpili koniec świata. Zwyczajnie umarli. Ostatnim, który dołączył do tej grupy jest Owni – pionier we francuskim dziennikarstwie on-line. We Włoszech prawie siedemdziesięciu czasopismom grozi zamknięcie, chociaż, jak mówią złośliwi, nie byłoby to wielką stratą. W Hiszpanii, 129 dziennikarzy El País zostało powiadomionych o zwolnieniu z pracy za pośrednictwem e-maila. Grecki dziennikarz został aresztowany za opublikowanie listy Lagarde, zawierającej nazwiska bogatych Greków, posiadających konta w szwajcarskich bankach, co wywołało dyskusję o prawach dziennikarzy. 

Final TimesŻeby walczyć z wrogiem, należy najpierw dobrze go poznać. Albo przynajmniej, nazwać go po imieniu. Po zamknięciu niemieckiego wydania Financial Times, narodził się termin Zeitungssterben (dosł. ''śmierć gazety''). W Europie panuje prawdziwa epidemia: Der Freitag ledwo zipie, z kolei Francuzi w 2013 roku prawdopodobnie nie będą mogli spacerować po ulicy z Libé w ręce. Możliwe, że nowe włoskie prawo, ustanawiające minimalne zarobki dziennikarzy freelance, spowoduje zamknięcie kolejnych redakcji?

''Oburzajcie się...''

W kraju Montiego wszystko rozpoczęło się od złudzeń technokratycznego rządu, który wystartował w wielkim stylu, aby na końcu rozbić się o mur. Kryzys. Pod tymi sześcioma literami kryje się współczesna apokalipsa. Jest tłumaczony na wszystkie języki świata za pomocą jednego tylko słowa – niepewność. Ekonomiczna, polityczna, uczuciowa, a nawet fizyczna. ''Oburzajcie się'' - krzyczy z pierwszych stron swojej książki Stéphan Hessel. To pacyfistyczne zaproszenie dla ''oburzonych” Hiszpanów, którzy 15 maja 2011 roku i 25 września ubiegłego roku okupowali Madryt; oraz Greków, których masy w październiku zalały plac Sintagma.

We wszystkich europejskich językach pada pytanie o przyczyny kryzysu, zwłaszcza w pewnych szerokościach geograficznych. Nie znajdując odpowiedzi na to pytanie(nawet po wysłaniu listu otwartego do włoskich polityków), wielu młodych Europejczyków zdecydowało się opuścić swój kraj i przyłączyć do ''drenażu mózgów''. Włoska pani minister, Elsa Fornero, dała młodzieży alternatywną radę:  ''nie bądźcie wybredni''' (Fornero posłużyła się angielskim określeniem: ''choosy'').

Sodoma i Gomora

Już sama wzmianka o ''małżeństwie dla wszystkich'' stanowi dla niektórych oczywistą oznakę zbliżającego się końca świata. Rok 2012 był świadkiem powrotu widma homofobii, któremu towarzyszyła ponura procesja samobójstw, przemocy i obelg. Katoliccy fundamentaliści, którzy zaatakowali ukraińskie aktywistki z FEMENu, wyobrazili sobie koniec świata jako ognisty deszcz, który zmiecie z powierzchni ziemi biblijną Sodomę. Francuska kampania Act Up-Paris nie wystarczyła, aby przekonać bojowych homofobów, że zalegalizowanie małżeństwa osób tej samej płci nie rozbudzi bożego gniewu. Podążanie papieża z duchem czasu, najwyraźniej ogranicza się do założenia konta na Twitterze.

Według badaczy z Uniwersytetu w Chicago, obserwowanie wirtualnego życia jest pokusą, której 42% ludzi nie jest w stanie się oprzeć.

Podsumowując,  nigdy nie było aż tak trudno ''in real life''. Dlatego nie dziwi fakt, że przeglądanie kolejnych profili na Facebooku jest bardziej satysfakcjonujące niż cokolwiek innego. Według badaczy z Uniwersytetu w Chicago, obserwowanie wirtualnego życia jest pokusą, której 42% ludzi nie jest w stanie się oprzeć.

Kilka lajków i podpisanie wirtualnej petycji czyni z nas idealnych ''slactivist'' (''aktywny próżniak'', ang. slacker - próżniak, activism - aktywizm). Według magazynu Forbes , pojęcie to było jednym z ważniejszych w 2012 roku.

W Nowym Jorku powstała grupa anty-Facebooków. Inicjatywa nie odniosła jednak dużego sukcesu. W związku z ogromnym wzrostem pojawiających się na portalach społecznościowych zdjęć dzieci, aplikacja Unbaby Me odnajduje i ukrywa fotografie bobasów poniżej 2. roku życia. Nadal nie stworzono jednak programu, który mógłby uczynić to samo z fotorelacjami z wakacji. Chociaż, jak przewiduje ostatni raport Istat, około połowa Włochów nie będzie mogła pozwolić sobie nawet na tygodniowe wakacje. W 2013 roku kryzys oszczędzi nas przynajmniej w wirtualnym życiu. Może.

Koniec...?

W przypadku, gdyby prawdziwa apokalipsa miałaby nas uratować od codziennej niedoli, dzięki serwisom Web 2.0, istnieje możliwość wysłania ostatniej wiadomości dla potomności. Z radą dla tych, którzy będą budować lepszy świat.

Fot: główna © Giampaolo Macorig/flickr; w tekście Financial Times Deutschland © lahnblog.de; Act Up Paris © pagina facebook Act Up Paris; Femen © Joseph_Paris/flickr; If I Die © screenshot ifidie.net. Video: IfIDieApp/YouTube.