Archive: „Nie można pisać przez 20 lat tylko o cierpieniu”

Artykuł opublikowany 23 grudnia 2016
Artykuł opublikowany 23 grudnia 2016

Obok Massive Attack i Portishead to najważniejszy zespół trip-hopowy wszechczasów. Po dwudziestu latach od powstania są jedną z ostatnich aktywnych grup tego gatunku. Jednak jakim kosztem? Rozmawialiśmy z członkami zespołu: Dannym Griffithsem i Davem Penem o tym jak utrzymują swój optymizm w czasach Brexitu i Donalda Trumpa.

cafébabel: Czym jest False Foundation (nowy album Archive - przyp. red.)?

Danny Griffiths: Pomysł opiera się na tym, że możemy być manipulowani, szczególnie w tych zagmatwanych czasach, w których przyszło nam żyć. Wydaje mi się, że nikt do końca nie wie, o co tu chodzi. Sprawy, które na początku odbierane są jako żarty, nabierają z czasem poważnego charakteru. Weźmy na przykład Donalda Trumpa. Kiedy powiedział, że będzie kandydował na prezydenta, wszyscy się śmiali. Podobnie było w Wielkiej Brytanii z UKIP i Brexitem. To naprawdę nie wydaje się być realne.

Dave Pen: Inspiracją była również opowieść o człowieku ocalałym z masakry w Jonestown. To kolejna historia o kimś, kto był przy władzy, miał jej coraz więcej i skończyło się to tragedią. Inspirowaliśmy się tym, dlatego zdecydowaliśmy się na taki tytuł krążka.

cafébabel: Jesteście zdezorientowani tym, co się dzieje na świecie?

Danny: Byłem zupełnie zszokowany Brexitem. Nie spodziewałem się tego. To sprawia, że wydaje ci się, że nie masz na nic wpływu. Podobnie było z wojną w Iraku.We Francji przynajmniej wywołujecie zamieszki kiedy coś wam się nie podoba. Brytyjczycy nie są w tym dobrzy, marudzimy tak samo, jak o pogodzie, ale na dobrą sprawę nic z tym nie robimy. Kiedy więc doszło do Brexitu, był to prawdziwy szok. Trump nie był dla mnie zaskoczeniem. Wierzyłem, że Amerykanie są wystarczająco szaleni żeby to zrobić. Potrzebujący ludzie nie byli odpowiednio reprezentowani, a on mówił dokładnie to, co chcieli usłyszeć.

Dave: Potęga marketingu może prowadzić do zła. Jeśli będziesz powtarzał ludziom bez przerwy „bój się tego bądź tamtego”, możesz bardzo łatwo ich przekonać. To okropne jak oni to wykorzystują, to naprawdę pierdolnięte! To daje im ogromną potęgę. To naprawdę ponure.

Danny: Też czuję, że się cofamy. Przed Trumpem był Obama i mogliśmy zaobserwować krok naprzód. Mieliśmy czarnego prezydenta, który robił dobre rzeczy. Może nie tak dużo jak byśmy chcieli, ale jednak... A tu nagle pojawia się koleś, który nawet nie jest politykiem. Miał za sobą media, pieniądze i teraz jest prezydentem. Przerażające! Cofamy się też w Wielkiej Brytanii w związku z Brexitem. To naprawdę ponure czasy. Tytuł albumu, False Foundation, wymyśliliśmy jednak przed tymi wydarzeniami.

cafébabel: Co sądzicie o obecnej sytuacji w Zjednoczonym Królestwie?

Dave: Najdziwniejsze w Anglii, i ogólnie na Zachodzie, jest to, że dzieją się te wszystkie gówniane rzeczy, a zachowujemy się tak jak wcześniej. Wszyscy dalej idą się nawalić w weekend. Szaleństwo. Nie organizujemy się, nie ma żadnych większych wydarzeń. Wszyscy zachowują się jakby nic się nie stało. Przygotowują się do Bożego Narodzenia, wydają kasę na jedzenie. To chore.

Danny: Potrzebujemy teraz powrotu Billa Hicksa, żeby o tym wszystkim mówił!

cafébabel: Możecie wskazać jakąś osobę publiczną, która mogłaby uosabiać lepszą przyszłość?

Dave: Ruchy społeczne jak Momentum  Jeremy'ego Corbyna dodają ludziom nadziei, ale na ile jest to realistyczne? Jak realistyczne są rzeczy, których on chce się podjąć?

Danny: Jeśli byłby w stanie wprowadzić w życie to, o czym mówi, to byłoby niesamowite, ponieważ on naprawdę chce coś zmienić. Jest przeciwko wszystkim Theresom May, Borisom Johnsonom i innym kanaliom naszych czasów. Może i mówi to, co chcemy usłyszeć, ale wciąż jest tylko politykiem. Kto tak naprawdę im ufa?

Dave: To niemożliwe. Jeśli naprawdę jest w stanie pokazać alternatywę, to myślę, że więcej ludzi może dać się przekonać. Ludzie potrzebują odrobiny nadziei i on właśnie ją przynosi.

cafébabel: Nie macie w ogóle wiary w politykę?

Danny: Nie w tej chwili.

cafébabel: Ale nie zawsze tak było?

Danny: Nadzieją dla USA był Bernie Sanders kiedy kandydował na prezydenta. Jednak gdy odpadł, wybór pozostał między dwiema skorumpowanymi, złymi istotami ludzkimi. To sprawia wrażenie jakby było wcześniej zorganizowane. Jakby było wcześniej zaplanowane. Jeśli chodzi o Brexit – czy to naprawdę się stało? Taka dziwaczna sprawa. Teraz nawet ludzie, którzy głosowali za wyjściem z UE narzekają, bo kurs funta spada...

cafébabel: Myślicie, że to jakiś spisek?

Danny: Cóż, w polityce nic mnie już nie zaskoczy. Nie interesują mnie szczególnie teorie spiskowe, po prostu strasznie dziwi mnie Brexit. Politycy, którzy głosowali za tym nagle zniknęli, jak Nigel Farage, który poszedł pracować z Trumpem. Podobnie pewnego dnia Theresa May znajduje się u władzy, a nikt na nią nie głosował. David Cameron zwiał bez słowa. To wygląda jakby wcześniej to przedyskutowali i mieli wszystko zaplanowane.

Dave: Są też teorie spiskowe na temat banków, że być może teraz Anglia połączy się z USA by stać się globalną potęgą finansową. Od tych wszystkich teorii można kompletnie oszaleć

cafébabel: Jak te wydarzenia znajdują odzwierciedlenie w waszej muzyce?

Dave:Myślę, że ta frustracja z punktu widzenia artysty może naprawdę inspirować. Nieważne jak ponura może być zawartość, zawsze musimy robić to z mnóstwem pozytywnej energii. Jest jedna rzecz, którą kocham w tworzeniu muzyki. Ludzie mówią „E, to zbyt ponure”, ale kiedy już się wciągniesz, to odnajdziesz tę energię która wyraża naszą frustrację. Tak działamy. Zawsze piszemy o ponurych sprawach. Nie jesteśmy zespołem, który pisałby o szczęściu. Nie jesteśmy grupą popową.

cafébabel: Powiedzielibyście więc, że Archive było pozytywną reakcją na coś ponurego?

Danny: Myślę, że z początku nie wiedzieliśmy co robiliśmy. W tekstach naszych piosenek opowiadaliśmy o ludziach z ulicy i zapisywaliśmy nasze obserwacje. Podejrzewam, że tak było zawsze i z czasem nauczyliśmy się zagłębiać w pozytywne cierpienie.

Dave: Nie możesz jednak pisać przez 20 lat tylko o cierpieniu [śmiech].

Danny: Muzyka mówi sama za siebie, nawet bez tekstów. Różnorodność i energia jest nieodłączna w naszej twórczości. Rzeczy, które robimy na świecie - nie zagłębiamy się szczególnie w politykę, ale obserwujemy. Czytamy gazety, co się dzieje i o tym piszemy. A czasem wciśniemy między to piosenkę miłosną.

Cafébabel: Waszym najbardziej politycznym dziełem był album z 2009 roku, Controlling Crowds. Czy to było polityczne stanowisko przeciwko czemuś?

Danny: Controlling Crowds miała być EPką, ale kiedy zaczęliśmy nagrywać, urosło to do normalnego albumu. Na tej płycie dużo było obserwacji, i nasz nowy krążek jest tak jakby kontynuacją, wróciliśmy do tego. Płyty pomiędzy były jednak celowo inne.

cafébabel: Mam wrażenie, że muzyka Archive jest otoczona jakąś tajemniczością, ewolucją, postępem, nowym startem, transformacją... Co chcecie wyrazić jako Archive?

Danny: To może brzmieć jak banał, ale myślę, że w Archive naprawdę chodzi głównie o muzykę. Nie rozszerzamy tego o wizualne aspekty. Archive nie ma jednej twarzy, to nie jest zwykły zespół. Jeśli byłaby taka możliwość to nie robilibyśmy nawet sesji do artykułów. Na okładkę wolimy dać nagiego krasnala albo słonia. Nie wydaje nam się, że tego potrzebują nasi fani. Po 20 latach, niektórzy wciąż próbują czegoś się o nas dowiedzieć, i to jest super. Nie dajemy od razu wszystkiego i to jest powodem, dlaczego Archive wciąż jest interesujące.

cafébabel: Jak był cel tworzenia czegoś w rodzaju zbiorowości zamiast zespołu?

Danny: W pewnym sensie, o tym był Londinium (debiutancki album – przyp. red.) Kochałem Native Tongues, doprowadziliśmy do współpracy A Tribe Called Quest i Jungle Brothers, De La Soul, i Black Sheep. Przeszliśmy przez fazę zespołu i doszliśmy do konkluzji, że nie chodzi tu o jedną osobę. Wszyscy piszemy razem.

Dave: Wielu ludzi przyszło z innych grup, sam jestem z innego zespołu, który, nawiasem mówiąc, wciąż funkcjonuje. Był to dla nas powiew świeżosci. Zeszło z nas napięcie.

Danny: To dużo przyjemniejsze mieć innych ludzi, którzy chcą się zaangażować. To dodaje dużo energii. Myślę, że może być też powodem dlaczego wciąż funkcjonujemy. Staramy się być otwarci i interesujący.

cafébabel: Koncertowaliście dużo po Europie w ostatnich latach. Znacie Stary Kontynent lepiej niż przeciętny Europejczyk z racji tego, że byliście w tak wielu krajach. Czym jest dla was Europa?

Dave: To radość. To przyjemność. Przyjeżdżasz i masz do czynienia z różnymi kulturami, widzisz jak różnie ludzie żyją. To niesamowite jak niektóre państwa, w szczególności te we Wschodniej Europie, się rozwinęły. Wschodnia Europa stała się jak Zachód. Idąc główną ulicą Warszawy można mieć wrażenie jakby to była ulica w Southampton. Jest takie samo gdziekolwiek się udasz i jest to trochę dziwne. Z drugiej strony są kraje, które chcą pozostać takie jakie są; UkrainaGruzja, Turcja – to bardzo inspirujące. Jednocześnie pokazuje to, że świat może być trochę przerażający. Kiedy udajesz się w miejsca, gdzie nigdy wcześniej nie byłeś, nie wiesz do końca czego się spodziewać.

Danny: Znajdujesz się poza swoją strefą komfortu. Czasami w trasie chcesz po prostu zostać za kulisami albo w busie, tylko dlatego, że jest wygodnie. W końcu przez siedem tygodni to twój dom.

Dave: Bardzo dokładnie poznajemy miejsca, w których koncertujemy. Przez całą sytuację z Brexitem, zostaliśmy źle potraktowani w jednym francuskim barze tylko dlatego, że jesteśmy Brytyjczykami. Nie chcę mówić dokładnie gdzie, ale jacyś kolesie nas zwyzywali. Nie chcę musieć się bronić z powodu decyzji, którą podjęło 51% ludności kraju, w którym mieszkam. Tak próbowałem to wyjaśnić tym kolesiom. Powiedziałem im, „przyjrzyjcie się uważnie własnej ojczyźnie. spójrzcie na Marine Le Pen. To przerażające czasy”. Ci kolesie byl ignorantami. To było okropne. Tylko dlatego, że pochodzę z Anglii rzucali tekstami „Wy i wasz pieprzony Brexit...”. Tego typu rzeczy nie są w porządku, w końcu zawsze byliśmy dużą częścią Europy. Tylko dlatego, że jesteśmy Anglikami, musieliśmy dostać kilka ciosów za tych idiotów. Nie powinienem mówić, że to idioci, ponieważ wielu inteligentnych ludzi też głosowało za wyjściem z UE, to jest stosowanie tej samej miary do wszystkich. Musisz mieć otwarty umysł. Jednak kochamy podróżowanie po Europie.

Danny: Pamiętam Moskwę, była dokładnie taka, jak sobie wyobrażałem. Wiele miejsc różni się od naszych wyobrażeń, ale Moskwa była dokładnie tak ponura jak myślałem [śmiech]. Było zimno, ponuro i każdy patrzył jakby chciał nas zabić! (Poza fanami!)

cafébabel: Odnieśliście mniejszy sukces w Wielkiej Brytanii niż na kontynencie. Jak możecie to wyjaśnić? Przejmujecie się tym? Jesteście rozczarowani?

Danny: To całkiem zabawna sytuacja. Nie powiedziałbym, że nam nie zależy bo lubię wracać do domu i kiedy jest normalnie. Jednak z drugiej strony, jestem trochę sfrustrowany, ponieważ chcemy, żeby nasza muzyka dotarła do jak największej grupy odbiorców. Wolę być bardziej rozpoznawalny w innych krajach Europy, ale to frustrujące kiedy muszę wyjaśniać co robię w Wielkiej Brytanii. Nikt tak naprawdę nie wierzy w to, co robię. Połowa moich znajomych nigdy nie słuchała mojej muzyki, wiedzą tylko, że znikam na kilka tygodni do studia albo na trasę.

Dave: Ostatnio puszczali nas w radiu, co wcześniej się nie zdarzało. To powolny proces bo Anglia zawalona jest zarówno bardzo dobrą jak i okropną muzyką. To, co dostajemy w chwili obecnej jest wystarczające. Nie martwimy się tym, tylko idziemy dalej. Jak mamy się przebić, to się przebijemy.

cafébabel: Dorastaliście w czasach gdy trip-hop i hip-hop był w okresie swojej świetności w latach 90. Jak to było dorastać w Londynie w tamtych czasach?

Danny: Kochałem to. Zacząłem pracować w sklepie muzycznym kiedy miałem 17 lat, w 1987, tylko po to, żeby sprzedawać hip-hop. Dali mi pracę dlatego, że nikt nie wiedział o hip-hopie tyle co ja w tamtym czasie. Wtedy też wystartowała scena house, bardzo lubię dobrą muzykę house, to dobra muzyka taneczna. Wtedy też z Massive Attack i Portishead, dorastaliśmy w podobnym środowisku muzycznym. Da się wyczuć wpływy muzyki soul, hip hop, dobrego techno. Inne zespoły jak Happy Mondays i Stone Roses również pojawiły się w tamtym czasie. W radiu mogliśmy słuchać naprawdę dobrej muzyki. To były dobre czasy.

cafébabel: Przez 20 lat waszej kariery, jaka waszym zdaniem była najważniejsza ewolucja w waszej muzyce?

Dave: Internet - on wszystko zniszczył!

Danny: On wszystko zmienił. Stare metody trzeba przeszły do lamusa.

Dave: Patrząc na pozytywne aspekty, to dało artystom możliwość większej kontroli. Kiedyś wytwórnie płytowe promowały artystów i trafiały do nich olbrzymie pieniądze. Kiedy to się skończyło, artyści powiedzieli: „Nie zrobię tego, co każecie mi robić, zrobię to co chcę”, i to była najlepsza rzecz jaka z tego wyszła. Niestety, pieniądze nadal się przydają... Jeśli jednak pomyśleć o Dizzee Rascalu i jego pierwszej płycie, którą nagrał sam w swoim domu, i jak wtedy rozkwitła scena muzyki elektronicznej – ludzie zdali sobie sprawę, że nie muszą wydawać tak dużo pieniędzy na studio kiedy mogą wszystko zrobić samemu.