Armenia: Nie ma to jak koniak

Artykuł opublikowany 15 lutego 2011
Artykuł opublikowany 15 lutego 2011
Erywańska fabryka koniaków „Ararat” jest jednym z najbardziej tradycyjnych przedsiębiorstw w kraju, zawdzięczającym swój ponowny sukces byłemu Mistrzowi Świata w Armwrestlingu.

„Jestem tutaj dyrektorem ds. marketingu“, wymamrotał mężczyzna, po czym zabrał się do czyszczenia swoich uszu przy pomocy kluczyków do samochodu. Niedzielne słońce świeci nad posesją erywańskiej fabryki koniaku, wina i wódki „Ararat”, mężczyzna mruży oczy przed promieniami słonecznymi i wygląda na szczęśliwego. Każdy, kto pracuje w tym miejscu, powinien zresztą być szczęśliwy.

Erywańska fabryka koniaku, wina i wódki „Ararat“ wraz z jej 300 pracownikami zarządzana jest silną ręką. Jej siłę podziwiać można było szczególnie w 1996 r., kiedy to dyrektor firmy Gagika Zarukyan rozgromił wszystkich przeciwników i zdobył imponujący tytuł Mistrza Świata w Armwrestlingu. Dwa lata później przyszedł czas na kolejne trofeum – tytuł Mistrza Europy. Nowe tysiąclecie przyniosło Zarukyanowi stanowisko posła, członka Stałego Komitetu ds. Obrony, Bezpieczeństwa Narodowego i Spraw Wewnętrznych oraz przewodniczącego Narodowego Komitetu Olimpijskiego. W dodatku jest mężem i ojcem szóstki dzieci.

Gagika Zarukyana nazwać można armeńskim Hulkiem, jego masywny tors jest uosobieniem wielkości i siły. Jego stopy przyodziane są w buty z krokodylej skóry, którą zdobył prawdopodobnie własnoręcznie. Jest to jednak tylko moje wyobrażenie. Zarukyan nie przyszedł dzisiaj do fabryki. W Erywaniu jest dzisiaj niedziela, nie ma pracy, nie ma dyrektora. Nie było mi więc dane uścisnąć dłoni z człowiekiem, którego potężny koncern obejmuje zarówno producentów leków, jak i wytwórnie cementu, do którego należy rekord nieobecności w armeńskim parlamencie, który ponadto posiada własne zoo z niedźwiedziami, jeleniami, tygrysami i lwami, jak również który w 2003 r. podejrzany był o udział w zamachu bombowym na krytycznego dziennikarza.

Tym sposobem można ustalić wiek koniaku”

W zamian przyjechała Mara Gevorgjan, która daje mi właśnie wykład na temat trunków. „Należy najpierw potrząsnąć kieliszkiem, a następnie przytrzymać go pod skosem i zmierzyć jak długo krople spływają w dół. Tym sposobem można ustalić wiek koniaku”, wyjaśnia. Koniak pije się w temperaturze pokojowej, bez lodu, oliwek czy cytryny, najlepiej łyczkami, przegryzając od czasu do czasu kawałkiem owocu, czekolady, kawą czy cygarem. Mara Gevorgjan nie ma co prawda cygar, ale za to wiele anegdot.

Mówi się, że Stalin zapoznał się z Churchillem na konferencji w Jałcie przy szklaneczce koniaku. Brytyjskiemu premierowi tak do gustu przypadł ten trunek, że po spotkaniu co miesiąc zamawiał jedną baryłkę. Dalszy ciąg historii Gevorghan opowiadała już pewnie wielokrotnie. Mianowicie pewnego dnia Churchill zauważył, że jakość koniaku staje się coraz gorsza. Dlaczego? Ponieważ dyrektor techniczny Markar Sedrakjan znajdował się chwilowo i nie całkiem dobrowolnie na Syberii. Stało się więc to, co stać się musiało: „Stalin zareagował błyskawicznie, uwolnił Sedrakajna i przyjął go z powrotem do partii. Dzięki temu Churchill mógł ponownie delektować się każdego dnia armeńskim koniakiem.” Nie ma to jak koniak.

Tradycja armeńskiego koniaku sięga zresztą drugiej połowy XIX w., kiedy to kupiec Nerses Tairyan postanowił nabyć teren, w którego skład wchodziła zniszczona przez trzęsienie ziemi perska twierdza. W 1877 r. rozpoczął on produkcję wina na skalę przemysłową, a po dziesięciu latach również i koniaku. W 1898 r. Tairyan wynajął fabrykę rosyjskiej firmie produkującej wódkę „Schustow i Synowie”, która po roku zakupiła ją za 50 tys. rubli i tym samym stworzyła legendę.

Po upadku Związku Radzieckiego i tragicznych latach 90., kiedy to doszło do wojny z Azerbejdżanem, zamknięcia granic z Turcją oraz drastycznego zubożenia narodu, również i fabryka koniaku znalazła się w opłakanym stanie. Na szczęście Gagikowi Zarukyanowi, który objął stanowisko dyrektora, udało się postawić przedsiębiorstwo z powrotem na nogi. Budynek został wyremontowany, powstało też muzeum. Podczas uroczystego otwarcia zakładu w listopadzie 2004 r. Zarukyan wspólnie z byłym prezydentem Robertem Kotscharyanem uśmiechał się szeroko do kamer.

To, że firma 54-letniego Zarukyana jest jedynie numerem dwa w armeńskim biznesie koniakowym, nie powinno mu przeszkadzać, biorąc pod uwagę fakt, iż obroty jego koncernu wynoszą rocznie 150 milionów dolarów, zapewniając mu tym samym miejsce w piątce najlepszych firm w kraju. Prym wiedzie „Yerevan Brandy Company”, następca dawnej fabryki Schustow, z pięciokrotnie większą produkcją koniaku, obecnie w rękach francuskiego koncernu Pernod Ricard.

Moja wizyta zbliża się do końca. Samozwańczy dyrektor ds. marketingu przepadł jak kamień w wodę. Moje pijane od brandy myśli odpływają siną w dal, aż do Góry Ararat wznoszącej się na ponad 5000 metrów nad horyzont. Ni stąd ni zowąd, pojawia się w moich myślach Maxim Gorki. „Łatwiej jest wspiąć się na górę Ararat, niż wydostać się z piwnicy fabryki Ararat”, zachwycał się bodajże ten rosyjski pisarz. Kto choć raz tu był, ten wie, o czym mowa.

Fot. ©SG