Ataki terrorystyczne. Strach jest złym doradcą.

Artykuł opublikowany 3 maja 2016
Artykuł opublikowany 3 maja 2016

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

[Komentarz] Paryż, Bruksela, Stambuł, Ankara. Seria ataków terrorystycznych w ostatnich miesiącach odcisnęła na nas piętno. Staliśmy sie nerwowi, niepewni, bojaźliwi. Mimo wszystko powinniśmy się walczyć ze strachem, bo jest on niczym innym, tylko kolejną bronią terrorystów.

Kilka dni po zamachach w Brukseli z marca 2016 roku zadzwoniła do mnie przyjaciółka. Ma dwadzieścia parę lat, otwarty umysł, za sobą studia za granicą. Gdy prawicowi ekstremiści w jej mieście zapowiedzieli demonstrację, zgarnęłyśmy kolorowe transparenty i poszłyśmy wspólnie na kontrdemonstrację, na której opowiedziałyśmy się za wielokulturowością i tolerancją. Nasze rozmowy musiały w końcu zejść na temat ataków w Brukseli. Przyjaciółka wydawała się bardzo przygaszona, kiedy opowiadała, że czuje się niepewnie, jeżdżąc koleją, a gdy spotyka grupkę młodych mężczyzn o arabskim wyglądzie, towarzyszy jej poczucie dyskomfortu. Potem przyznała, że naturalnie zdaje sobie sprawę z tego, że takie odczucia są nie na miejscu i że próbowała się ich wyzbyć, ale niestety z marnym skutkiem. Z początku nie wiedziałam, co mam jej odpowiedzieć, a to z różnych względów. Studiuję w Danii, gdzie ze względu na restrykcyjną politykę imigracyjną jest stosunkowo mało imigrantów w porównaniu z Niemcami. Muszę bardzo się postarać, by natrafić na grupkę młodych mężczyzn o arabskim wyglądzie. Jednak z drugiej strony mogę zrozumieć dyskomfort, jaki jej towarzyszy, chociaż nie rozumiem go w takich kategoriach jak ona. W każdym razie jej odczucia nie należą do wyjątków. Także wielu moich przyjaciół i znajomych wyraziło podobne zdanie, jeśli chodzi o kwestię bezpieczeństwa. Terror stopniowo osiąga swój perfidny cel – sieje strach, który powoli, ale skutecznie nas paraliżuje.

Kilka tygodni później siedziałam ze znajomymi w przytulnej knajpce w Aarhus, w Danii. Toczyliśmy dyskusje o Bogu i świecie, opowiedziałam im o mojej przyjaciółce i strachowi, jaki jej towarzyszy. Potem zaczęłam dociekać, czy oni też się boją. Nie, w Aarhus nie. Następnie zapadło milczenie. Dziewczyna z Berlina opowiedziała, że pojechała do rodzinnego miasta na ferie wielkanocne i podczas jazdy metrem przez chwilę ogarnęło ją nieprzyjemne uczucie. Po raz pierwszy w ogóle.

 Być może to uczucie niepewności jest zjawiskiem jedynie z mojego otoczenia. Jednak prawda jest taka, ze dopóki w Europie będzie regularnie dochodziło do ataków terrorystycznych, dopóty ludziom będą towarzyszyć nieufność i strach, które wręcz zaczną się nasilać. Z badań zleconych przez telewizję ARD wynika, że Niemcy domagają się zaostrzenia środków bezpieczeństwa i to na dłuższy czas. Wydaje się to zrozumiałe, zwłaszcza w świetle ostrej krytyki, która spadła na belgijskie służby bezpieczeństwa po marcowych atakach. Trzeba jednak pamiętać, że strach jest złym doradcą.

Strach często okazuje się niezbędny, przykładowo w sytuacjach trudnych pozwala nam zachować należytą ostrożność i odpowiednio zareagować. Jednak jeśli strach nas opanuje, przestajemy racjonalnie myśleć. „W Niemczech, w całej Europie, prawdopodobieństwo, że zginiemy w zamachu terrorystycznym jest dużo mniejsze, niż wielu ludziom się wydaje. W Niemczech co roku około 500 osób umiera wskutek zadławienia się ością” – pisze szwajcarski dziennikarz Constantin Seibt. I to wcale nie sprawia, że nagle wszyscy boimy się ości.

Podobną postawę powinniśmy zachować, jeśli chodzi o zamachy terrorystyczne, należy zachować trzeźwy umysł. Potwierdza to psycholog Borwin Bandelow w wywiadzie dla ZEIT Online: „Zaleca się, żeby mimo wszystko wyjść z domu, inaczej nasze zmartwienia zaczną narastać”. Czyli mimo wszystko iść na pokaz meczu podczas Mistrzostw Europy w piłce nożnej, mimo wszystko wsiąść do samolotu, śmiać się i bawić. W ten sposób wytrącamy z rąk terrorystów jedną z najgroźniejszych broni – nasz strach.