Atomowa Słowenia: zero obaw, 100% satysfakcji

Artykuł opublikowany 21 września 2011
Artykuł opublikowany 21 września 2011
W Krško, przechadzając się wzdłuż ogrodów pełnych jabłoni, można odnieść wrażenie, że człowiek znajduje się w Edenie. Ale to nie do końca raj: słoweńska miejscowość jest znana nie ze swoich ogrodów, lecz ze względu na znajdującą się tu od 30 lat elektrownię atomową.

Dla Słoweńców to prawie powód do dumy: w 2007 roku Agency for Radioactiva Waste przepytało 1650 osób, wszystkie przekonane o tym, że energia nuklearna jest najbezpieczniejszą oraz najtańszą spośród wszystkich dostępnych źródeł energii. Tego samego zdania są też mieszkańcy Krško, którzy korzystają z efektywnych udogodnień infrastrukturalnych, zaistniałych dzięki specjalnym funduszom rozdystrybuowanym przez rząd. 

Od Lublany po Mendozę

Gdy pytam przypadkowo spotkanego Słoweńca o incyden, jaki miał miejsce w centrali nuklearnej w Krško w 2008 roku (usterka w systemie chłodzenia reaktora głównego wznieciła obawy przed nowym Czarnobylem), śmieje mi się prosto w twarz mówiąc, że media wyolbrzymiły przypadek. Nawet hasło Fukushima nie jest w stanie ich wzruszyć, mimo tego, że podobne ryzyko istnieje: tak donosi geologia monitorująca ruchy sejsmiczne terenu, na którym została zbudowana elektrownia. “Gdyby w elektrowni w Krško miał zdarzyć się wypadek, największym ze słoweńskich miast stałaby się Mendoza”. Franci Malečkar, odpowiedzialny za Ochronę Środowiska w międzynarodowej organizacji ekologicznej Adria Alpe Green, opowiada o argentyński mieście mogącym się pochwalić największym skupiskiem Słoweńców za granicą. Innymi słowy, nawet pojedynczy obywatel Słowenii nie przeżyłby nuklearnego incydentu. Tej międzynarodowej organizacji, mającej swoje siedziby we Włoszech, Słowenii, Chorwacji, Bośni-Herzegowinie i Wojwodinie [autonomiczny okręg w Serbii], zawdzięcza się również badania dotyczące tynku pracy związanego z sektorem energetycznym: “Życie centrali nuklearnej nie przekracza 30 lat, a co za tym idzie, tyle również istnieją miejsca pracy, które centrala wygenerowała. To wszystko ma miejsce podczas gdy sektor energii odnawialnej, wsparty przez odpowiednie inwestycje, mógłby stworzyć 60 tysięcy długoterminowych, zielonych miejsc pracy w samej Słowenii, gdzie bezrobocie rośnie z roku na rok” – tłumaczy Malečkar. Szkoda tylko, że nikomu na tym nie zależy.

Medialna obojętność

28 maja z Triestu wyruszył pochód złożony z setek osób przynależących do komitetu “Powstrzymajmy energię nuklearną”. Miejsce docelowe – Krško. Każdy przyniósł ze sobą symbol ziemi lub obfitości (kwiat lub inną roślinę, np. drzewko), by zasadzić je przed elektrownią atomową, wykrzykując slogan “Piantamola con il nucleare” [Piantamola może oznaczać zarówno ‘zasadźmy ją’ (połączenie czasownika piantare w trybie rozkazującym i zaimka la), jak i ‘przestańcie’ (2 os. l.m. trybu rozkazującego od piantarla)]. Gdy zagaduję napotkanych Słoweńców na temat zaszłego wydarzenia, szybko orientuję się, że w Słowenii to zajście przeszło niemalże bez echa. Brak relacji mediów jest częstym przypadkiem, gdy mowa o energii nuklearnej. Taki stan rzeczy potwierdza również Darko Kranjc, młody przewodniczący SMS Youth Party-European Greens: “Media są sponsorowane przez rząd, więc nie informują o negatywnych konsekwencjach, jakie potencjalnie mogłaby na ich zdrowiu zademonstrować elektrownia atomowa w Krško. Nie wspomina się też o sporadycznych protestach. Nie opublikowano też oficjalnych statystyk demonstrujących korelacje między energią nuklearną a problemami zdrowotnymi.

“Elektrownia w Krško będzie produkowała energię przez następne dwadzieścia lat. Słowenia nie przeciwstawi się energii atomowej z powodu odosobnionego incydentu”

W tydzień po ogłoszeniu przez kanclerz Niemiec, Angelę Merkel, decyzji o zamknięciu wszystkich elektrowni atomowych w Niemczech do 2022 roku, które zbiegło się w czasie z włoskim “nie” dla energii atomowej wypowiedzianym w narodowym referendum, rząd Słowenii ogłosił 10 czerwca długo oczekiwany National Energy Program (NEP), zapowiadając, że nie przeciwstawi się energii atomowej. Mimo że elektrownia w Krško znajdzie się u progu swojej żywotności w 2023 roku, rząd Słowenii ani nie myśli o posłaniu jej na emeryturę. Przeciwnie, chciałby by była aktywna do 2043 roku, a także planuje zbudować drugi reaktor tuż obok tego znajdującego się w Krško. Wspomnienia Fukushimy szybko się rozpłynęły. “Elektrownia w Krško będzie produkowała energię przez następne dwadzieścia lat. Słowenia nie przeciwstawi się energii atomowej z powodu odosobnionego incydentu” – potwierdziła przy okazji przedstawiania planu minister gospodarki, Darja Radić. Propozycje zawarte w NEP rozpoczęły 45-dniową debatę publiczną. Do rządu należy obowiązek wyboru pięciu najlepszych opcji, jak i przesłania programu energetycznego Parlamentowi, tak aby ten był w stanie zaaprobować plan do końca bieżącego roku.

Umanotera, Słoweńska fundacja działająca na rzecz zrównoważonego rozwoju, natychmiast wyraziła swój sprzeciw wobec NEP: “Rząd powinien przygotować szczegółowy scenariusz przewidujący przede wszystkim czystą energię, a zarazem wykluczający energię termiczną jak i tę atomową”. Jednak największym nieprzyjacielem protestujących przeciw energii atomowej, uciskanych przez lobby nuklearne jak i termiczne, jest tak naprawdę obojętność Słoweńców - dla znaczącej większości obywateli, mających inne zmartwienia, rozprzestrzenianie się energii atomowej nie jest powodem do niepokoju. Doskonałym przykładem jest elektrownia TES6, która zostanie zrealizowana w Sostanj. Jest to jedna z najnowszych elektrowni węglowych (600 MW), przewyższających swoją wartością miliard euro. Paradoksalnie, wbrew ideom Europy, dwie instytucje – Europejski Bank Inwestycyjny (EBI) jak i Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju (EBOiR) – przeznaczyły 750 milionów euro na poczet budowy elektrowni, nie zważając na wysoki poziom emisji CO2. To przykład projektu realizowanego całkowicie wbrew panującym w Europie trendom dotyczącym redukcji emisji CO2 do roku 2050 o 80-95% w stosunku do poziomu z 1990 roku.

Sól w oku

Luka Olmladovic, profesor filozofii ekologii, jest szefem ruchu przeciw TES6: “To najgorszy typ energii termicznej, jakim można dysponować – twierdzi, odwołując się do propozycji wykorzystania węgla brunatnego – lepiej byłoby wykorzystać surowiec w centralach elektrycznych jak i gazowych. Poza tym, powinniśmy przede wszystkim stawiać na energię odnawialną”; tak jak domaga się tego Greenpeace Slovenia. Elektrownia staje się jabłkiem niezgody między Słowenią a Chorwacją, które to dzielą obowiązki zarządzania, sprzedaży oraz składowania odpadów. Projekt ten był bowiem zaplanowany jeszcze w czasach, gdy oba kraje były częścią dawnej Jugosławii. Problem stwarzają również liczne zawirowania polityki międzynarodowej: Christian Hoebart z Wolnościowej Partii Austrii (FPO), członek delegacji austriackiej przebywającej z wizytą w Zagrzebiu, niedawno potwierdził, że “mimo iż Chorwacja spełniła wszelkie wymagania i kryteria wymagane przed uzyskaniem członkostwa w UE, elektrownia w Krško pozostaje solą w oku, nie tylko Słowenii, ale również Włoch, należałoby dodać. Z jednej strony, dają o sobie znać ci, którzy są przerażeni istnieniem elektrowni nuklearnej w odległości paru kilometrów i chcieliby jej likwidacji, z drugiej – są i tacy, którzy jak prezydent regionu Friuli Venezia Giulia, Renzo Tondo, chcieliby kontynuować pracę nad modernizacją elektrowni, tak by w dalszym ciągu czerpać z niej maksymalne korzyści. Mowa tu o źródle energii, które zaspokaja 40% zapotrzebowania na energię w Słowenii, a wraz z innymi czynnikami, gwarantuje znaczącą niezależność energetyczną.

Artykuł ten powstał w ramach projektu Green Europe on the ground 2010-2011, serii reportaży cafebabel.com na temat zrównoważonego rozwoju.

Fot. Krsko (cc) fluido & franz/flickr; pochód © Legambiente Trieste