Auschwitz: ocalić od zapomnienia

Artykuł opublikowany 25 lutego 2014
Artykuł opublikowany 25 lutego 2014

Coraz mniej jest wśród nas ży­ją­cych świad­ków kosz­ma­ru obozu kon­cen­tra­cyj­ne­go Au­schwitz-Bir­ke­nau. Dla­te­go tak ważne jest, by ci, któ­rzy jesz­cze są z nami, mogli opowiedzieć o swo­ich do­świad­cze­niach. Nie­mal 70 lat po wy­zwo­le­niu Au­schwitz biorę udział w te­go­rocz­nej edy­cji „Zbli­żeń", gdzie po­zna­ję ostat­nich oca­la­łych z Ho­lo­kau­stu.

W Au­schwitz jest cicho i strasz­li­wie zimno. Ota­cza­ją­cy teren obozu drut kol­cza­sty, sym­bol na­zi­stow­skie­go ter­ro­ru, otu­lo­ny jest grubą war­stwą bia­łe­go puchu. Prze­raź­li­wie niska tem­pe­ra­tu­ra i lo­do­wa­ty wiatr tylko wzmac­nia­ją grozę pa­nu­ją­cą w by­łym nie­miec­kim obo­zie pracy i za­gła­dy Au­schwitz-Bir­ke­nau. 

Spo­ty­kam Jacka Zie­li­nie­wi­cza, który, nieco przy­gar­bio­ny, raź­nym kro­kiem zmie­rza w moją stro­nę po sku­tej lodem dro­dze, którą przed 70 laty bu­do­wa­li więź­nio­wie. Spa­ce­ru­jąc mi­ja­my po­bli­ski po­ste­ru­nek po­li­cji, ba­ra­ki oraz ruiny kre­ma­to­riów, w któ­rych życie stra­ci­ło ty­sią­ce więź­niów. Idzie­my dalej wzdłuż torów wio­dą­cych do Bramy Śmier­ci. Po­cią­ga­mi to­wa­ro­wy­mi prze­wo­żo­no tędy trans­por­ty Żydów, Po­la­ków, więź­niów po­li­tycz­nych, nie­peł­no­spraw­nych, ho­mo­sek­su­ali­stów oraz Cy­ga­nów. Już nigdy stąd nie wró­ci­li. W świa­do­mo­ści mi­lio­nów ludzi Au­schwitz jawi się jako naj­więk­szy na­zi­stow­ski obóz śmier­ci, sym­bol za­gła­dy na­ro­dów.

„nie czuję już nie­na­wi­ści“

„Wszy­scy by­li­śmy głod­ni, ale dla mnie naj­gor­sze było coś in­ne­go – strasz­li­we zimno. Cza­sem trze­ba było spę­dzić cały dzień na ze­wnątrz, bez wzglę­du na to, czy aku­rat padał deszcz, czy śnieg” – opo­wia­da Jacek Zie­li­nie­wicz, były wię­zień Au­schwitz. Mu­siał zno­sić prze­ni­kli­we zimno mając na sobie tylko czar­no-bia­ły pa­siak. Zo­stał aresz­to­wa­ny w 1943 roku. Jako wię­zień po­li­tycz­ny prze­żył obóz w Oświę­ci­miu, a także obóz Daut­mer­gen w Niem­czech. Jacek Zie­li­nie­wicz jest jed­nym z nie­licz­nych, któ­rym udało się oca­lić życie w kon­fron­ta­cji z re­żi­mem III Rze­szy, a także jed­nym z nie­wielu, któ­rzy opo­wia­da­ją o kosz­ma­rze tam­tych lat. W tym celu 87-let­ni już męż­czy­zna jeź­dzi czę­sto na drugi ko­niec Pol­ski. Au­schwitz jest jed­nak miej­scem, do któ­re­go za­wsze wraca. Jeź­dzi też cza­sem do – znie­na­wi­dzo­nych nie­gdyś – Nie­miec i opo­wia­da swoją hi­sto­rię za­rów­no młod­szym, jak i star­szym słu­cha­czom. „Nie czuję już nie­na­wi­ści i to jest moje naj­więk­sze zwy­cię­stwo. Nie ma złych na­ro­dów, są tylko źli lu­dzie”– ko­men­tu­je Zie­liń­ski, oj­ciec dwóch córek, który po wyj­ściu z obo­zu pra­co­wał jako in­ży­nier w prze­my­śle mię­snym. 

Po 50 la­tach prze­pra­co­wa­nych w tym za­wo­dzie prze­szedł na za­słu­żo­ną eme­ry­tu­rę. Dziś jego po­wo­ła­niem jest dzie­le­nie się swo­imi trud­ny­mi do­świad­cze­nia­mi. Ro­biąc to chce oca­lić od za­po­mnie­nia bo­le­sną praw­dę o prze­szło­ści. „Nie je­ste­ście od­po­wie­dzial­ni za prze­szłość, ale za przy­szłość" – po­wie­dział Zie­li­nie­wicz dwu­dzie­stu dwóm mło­dym dzien­ni­ka­rzom z Pol­ski, Nie­miec oraz in­nych kra­jów Eu­ro­py Środ­ko­wo-Wschod­niej, któ­rzy zo­sta­li za­pro­sze­ni do udzia­łu w pro­jek­cie Zbli­że­nia 2014" przez Sto­wa­rzy­sze­nie Ma­xi­mi­lian-Kol­be-Werk (Dzie­ło im. Mak­sy­mi­lia­na Kol­be­go). 

Jako jeden z grona wy­bra­nych dzien­ni­ka­rzy biorę udział w spo­tka­niu z pię­cioma by­łymi więź­niami obozu w Au­schwitz. Prze­pro­wa­dza­my z nimi wy­wia­dy i spi­su­je­my ich hi­sto­rie. Opro­wa­dza­nie po obo­zie, warsz­ta­cie kon­ser­wa­cyj­nym oraz wi­zy­ta na wy­sta­wie „Kli­sze pa­mię­ci. La­bi­ryn­ty” au­tor­stwa Ma­ria­na Ko­ło­dzie­ja, ar­ty­sty i by­łe­go więź­nia Au­schwitz, mają za za­da­nie przy­bli­żyć nam hi­sto­rię obozu za­gła­dy. We­dług za­ło­żeń or­ga­ni­za­to­rów oraz ży­czeń ży­ją­cych więź­niów oca­la­łych z Ho­lo­kau­stu, po­win­ni­śmy prze­ka­zy­wać tę hi­sto­rię dalej, zwłasz­cza młod­szym po­ko­le­niom. Aby ludz­kość nigdy nie za­po­mnia­ła i nigdy wię­cej nie po­peł­ni­ła tak kosz­mar­nej zbrod­ni.

100 ty­się­cy Laj­ków

W rze­czy­wi­sto­ści oka­zu­je się, że dzia­ła­nia ma­ją­ce na celu oca­lić prze­szłość od za­po­mnie­nia sta­no­wią nie lada wy­zwa­nie. Moż­li­wość roz­mo­wy z ży­ją­ceym świad­kiem kosz­ma­ru obozu kon­cen­tra­cyj­ne­go to ogrom­ny przy­wi­lej, bo z każ­dym ro­kiem bę­dzie ich wśród nas coraz mniej. Rów­nież z tego po­wo­du Pań­stwo­we Mu­zeum w Oświę­ci­miu zde­cy­do­wa­ło się na no­wa­tor­ski krok: in­sty­tu­cja teraz już nie tylko kon­ser­wu­je au­ten­tycz­ne miej­sca oraz pa­miąt­ki rze­czo­we, od­na­wia­ne w razie po­trze­by (tj. wa­liz­ki, buty, włosy więź­niów), ale także udo­stęp­nia część tych bo­le­snych wspo­mnień w In­ter­ne­cie. Media spo­łecz­no­ścio­we mają pomóc do­trzeć do wszyst­kich tych, któ­rzy z róż­nych po­wo­dów nie mogą oso­bi­ście od­wie­dzić Miej­sca Pa­mię­ci.

Jak dotąd stro­na Au­schwitz-Bir­ke­nau ma ponad 100 ty­się­cy laj­ków na Fa­ce­bo­oku. „Brzmi to dosyć dzi­wacz­nie: «być fanem» Miej­sca Pa­mię­ci albo «po­lu­bić» zdję­cie z obozu Au­schwitz. Jest to pro­blem na­tu­ry ję­zy­ko­wej, o któ­rym długo dys­ku­to­wa­li­śmy. Jed­nak po pię­ciu la­tach od mo­men­tu za­ło­że­nia na­szej stro­ny oka­zu­je się, że in­ter­nau­ci trak­tu­ją naszą wi­try­nę z wiel­kim sza­cun­kiem" – ko­men­tu­je Paweł Sa­wic­ki, przed­sta­wi­ciel pra­so­wy Miej­sca Pa­mię­ci Au­schwitz-Bir­ke­nau, od­po­wie­dzial­ny rów­nież za konto Au­schwitz na Twit­te­rze oraz In­sta­gra­mie. Tak wiele „fa­ce­bo­oko­wych fanów” to dla niego od­po­wied­nik ogrom­nej wy­ciecz­ki szkol­nej. „Wszyst­ko to, co udo­stęp­nia­my, do­cie­ra do ty­sią­ców in­ter­nau­tów. Oczy­wi­ście są wśród nich tacy, któ­rzy po pro­stu kli­ka­ją bez więk­sze­go za­sta­no­wie­nia i za chwi­lę o wszyst­kim za­po­mi­na­ją, ale za to nie­któ­rzy są bar­dzo ak­tyw­ni” – do­da­je. Zda­niem Pawła śle­dze­nie na bie­żą­co pro­fi­lu na Fa­ce­bo­oku, czy otrzy­my­wa­nie bie­żą­cych in­for­ma­cji o Au­schwitz za po­śred­nic­twem In­ter­ne­tu nie może  jed­nak w pełni za­stą­pić wi­zy­ty w Mu­zeum Au­schwitz. „Nie chce­my za­stę­po­wać tego do­świad­cze­nia przez ak­tyw­ność w me­diach spo­łecz­no­ścio­wych. Wręcz prze­ciw­nie, pra­gnie­my je­dy­nie zwró­cić uwagę in­ter­nau­tów, na to, co pod­czas ich wi­zy­ty w obo­zie Au­schwitz jest naj­bar­dziej istot­ne” – wy­ja­śnia Sa­wic­ki.