Autorka z Berlina Linda Sabiers przeobraża codzienność w prozę

Artykuł opublikowany 11 sierpnia 2016
Artykuł opublikowany 11 sierpnia 2016

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Chwile z życia codziennego w Berlinie potrafi opisać z finezją w swoich opowiadaniach ‑ Linda Sabiers chce przybliżyć ludziom literaturę, a przy tym napisać jedną z pierwszych nowoczesnych powieści berlińskich o tematyce żydowskiej, nie poruszających tematu Holocaustu.

Linda Rachel Sabiers podsłuchuje ‑ i to z pasją. „Moją inspiracją jest życie codzienne. Nieustannie słucham ludzi” – przyznaje. Ale to nie wszystko. Linda również często się im przygląda: „Moja rodzina i przyjaciele ciągle mi powtarzają: «Przestań się gapić!»”. Teraz Linda musi się skupić na wywiadzie, więc nie słyszy, co dzieje się przy sąsiednim stoliku. Jednak zazwyczaj w niemiecko-francuskim barze Brut przy Torstraße wiele można usłyszeć, podsłuchać i się dowiedzieć.

To, co podsłuchała ‑ nie zawsze, choć coraz częściej ‑ zmienia w opowiadania. Dotyczą one Berlina, turystów, strażniczek miejskich i matek z dziećmi. W kawiarni, na ulicy czy też na własnej kanapie. Raz z przekąsem, raz poetycko, a raz z dozą humoru. Swoją serię opowiadań zatytułowała030 (na wzór numeru kierunkowego do Berlina). Linda swoją twórczość regularnie wysyła w świat, publikując ją na Facebooku. „Seria 030 sprowadza Berlin do najmniejszego wspólnego mianownika” – twierdzi 31-letnia pisarka, która świadomie używa Facebooka jako medium do rozpowszechniania literatury. „Chcę przybliżyć ludziom literaturę i przełamać jej arogancką aurę.” Jednak niektórzy czytelnicy błędnie interpretują bezpretensjonalny sposób bycia Lindy, gdyż uważają, że Linda w opowiadaniach – jak na przykład ta, która w Mit Vergnügen równie często pisała o seksie, co o intymnych przemyśleniach – jest prawdziwą Lindą. A przecież już w szkole uczą nas, że podmiot liryczny nie jest autorem tekstu. Linda tylko wzdycha. „Zawsze czuję się tym rozczarowana. Ja tylko chcę zabrać czytelników w przygodę pisaną prozą, a niektórzy myślą tylko o tym, czy to, o czym piszę, jest prawdą.”

Berlińska powieść o tematyce żydowskiej, ale bez Holocaustu

Gdy Linda nie pracuje cały dzień w start-upie lub nie zajmuje się pisaniem do Jüdische Allgemeine, w każdej wolnej chwili oddaje się różnym projektom literackim. Największym z nich jest pierwsza własna powieść. O co w niej chodzi? Linda upija łyk herbaty i się zastanawia. „Prawdę powiedziawszy, mnie też trudno to wytłumaczyć.” Jeszcze jeden łyk, poczym podejmuje temat: „Można powiedzieć, że to powieść rodzinna, opowiedziana z perspektywy współczesnej żydowskiej kobiety, która popadła w konflikt tożsamości. Gdy bohaterka podważa swoje znaczenie, odkrywa rodzinną tajemnicę. Wszystko to wstrząsa nią dogłębnie.”

Według Lindy ważne jest, że w jej powieści chodzi o to co jest tu i teraz. Będzie to berlińska powieść o tematyce żydowskiej, ale bez Holocaustu. Nawiązywać będzie raczej do czasów Republiki Weimarskiej, gdy Charlottenburgiem – berlińskim centrum kultury żydowskiej ‑ rządziły przede wszystkim Sex, Drugs and Nightclubbing. To właśnie tam mieszka Linda i nigdy nie chce się wyprowadzić. „Przed wojną mieszkali tu ludzie, którzy mieli decydujący wpływ na niemiecką literaturę. Większość z nich nie przeżyła wojny lub uciekła.” Od tego czasu panuje w Niemczech przekonanie, że kultura żydowska jest równoznaczna z tematem wojny, a Żydzi zawsze są ofiarami. Lindę denerwuje ten punkt widzenia. Pisarka cytuje słowa Charlotte Knobloch, byłej przewodniczącej Centralnej Rady Żydów w Niemczech: „Ważne jest, żebyśmy nie definiowali się przez pryzmat Holocaustu”.

Na każdym kroku „rasizm społecznie akceptowany w życiu codziennym”

Linda sama siebie określa jako wierzącą, ale nie religijną. Wierzy w „rodzinę, wartości i kulturę”. Jej matka, mająca żydowskie korzenie, urodziła się w Tel Awiwie, zaś ojciec, nie mający żydowskiego pochodzenia, w Niemczech. Linda dwa razy w miesiącu chodzi do synagogi – przede wszystkim z uwagi na wspólnotę. Trudno jest jej uwolnić się od oczekiwań konserwatywnej części żydowskiej społeczności: „[W naszej społeczności] bardzo wcześnie bierze się ślub. Tak więc wiele moich żydowskich przyjaciół jest w związkach i mają dzieci. A ja? Jestem singielką w Berlinie.“ Szczerzy zęby.

I to właśnie w Berlinie – otwartym, wielokulturowym, biednym ale seksownym – Linda rzuca się w oczy. Na każdym kroku spotyka się ze „rasizmem społecznie akceptowanym w życiu codziennym”, zwłaszcza w powiedzeniach takich jak: „Wy Żydzi maczacie palce w finansach”. Niektóre stereotypy zawzięcie się utrzymują, a stały się jeszcze bardziej wyraźne na skutek konfliktu izraelsko-palestyńskiego w 2014. Nagle każdy obywatel Niemiec miał własne zdanie na temat izraelskiej polityki. Wiele osób wykorzystało okazję i pod płaszczykiem krytyki Izraela zaczęli rozpowszechniać antysemickie hasła. Linda sama mieszkała dziesięć miesięcy w Tel Awiwie – szybko jednak dostrzegła, że jest „zbyt europejska”. „Piszę po niemiecku i przez pryzmat samego języka czuję się związana z tym krajem.” Powstanie partii prawicowych, takich jak AfD (Alternative für Deutschland), budzi w niej niepokój, a nonszalanckie podejście młodych Niemców z jej pokolenia uważa za „naiwne”.

Oczarować czytelnika

Tel Awiw na zawsze będzie drugą ojczyzną Lindy, ale jej „pruska dusza” najlepiej czuje się w Berlinie. Mieszka tu od prawie siedmiu lat, a do miasta czuje przede wszystkim wdzięczność. „Tutaj stałam się tą osobą, którą jestem teraz” – tłumaczy Linda. Berlin ją oczarował. I tego samego próbuje dokonać swoimi berlińskimi opowiadaniami ‑ oczarować czytelnika. Linda wykrzywia twarz w grymasie: „Brzmi to aż nazbyt ckliwie, ale to właśnie tego chcę. Dzisiaj wszyscy doznajemy nadmiaru wrażeń. W efekcie codzienność natychmiast staje się nudna, mimo że wcale taka nie jest!”. A przynajmniej nie w opowiadaniach Lindy z tego trochę uroczego, a trochę napędzanego szaleństwem chaosu, który zwie się Berlin.

Ważne w Berlinie według Lindy Sabiers

Ulubione miejsce: Savigny-Platz – tu ścierają się dwa światy przed- i powojennego Berlina

Co koniecznie trzeba zrobić: wypić kawę w kawiarni Ora na Oranienplatz w Kreuzbergu

Co omijać szerokim łukiem: Alexanderplatz, a zwłaszcza Primark i jarmark bożonarodzeniowy – prawdziwe uosobienie zwyrodnienia

Berlin w jednym słowie: dom

--

Powyższy artykuł jest częścią serii BERLINERS, w której przedstawiamy Berlińczyków.