Barbara Coudenhove-Kalergi: "Kiedyś narodowość będzie grała jedynie rolę w piłce nożnej."

Artykuł opublikowany 5 lipca 2008
Artykuł opublikowany 5 lipca 2008

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Stała rubryka "Czerwonej Hrabiny" w austriackim dzienniku "Der Standard" jest znana jako "sumienie dobrej Austrii", dziennikarska "Instancja" dla szarańczy w mediach i niebezpieczeństw w Europie.

Barbara Coudenhove-Kalergi przyjmuje mnie w swoim mieszkaniu w sercu Wiednia. Urodziła się 1932 w Pradze, lecz, w wieku 13. lat, z powodu "dekretów Benesza" musiała opuścić Czechosłowację. W skutek 143. dekretów prezydenckich, w 1945 roku z kraju wypędzono prawie 3 miliony Niemców sudeckich. Na przekór swojemu losowi, a może właśnie dzięki niemu, ta wielokrotnie nagradzana, 76-letnia dziennikarka i autorka, angażuje się w prace nad kwestiami porozumienia między państwami i jedności europejskiej.

Rodzina Coudenhove-Kalergi jest znana na całym świecie. Wujek Richard (Nikolaus Hrabia von Coudenhove-Kalergi) był jednym z ojców Unii Europejskiej, a dokładniej, był założycielem Unii Paneuropejskiej. Jej dziadek był austriackim dyplomatą, a swoje ciemne, bystre oczy zawdzięcza japońskiej babci. Ojciec zaś był profesorem nauk orientalnych.

©Czernin VerlagKosmopolitka, światowa obywatelka, Europejka i Austriaczka, to atrybuty, które Coudenhove-Kalergi chętnie sobie przypisuje. Czy można jednak zgromadzić je wszystkie w jednej osobie? Sama mówi, iż takie odróżnienia nie są istotne. "Wraz ze zniknięciem granic, każdy europejski obywatel nabierze różnych tożsamości", mówi z naciskiem. W książce "Meine Wurzeln sind anderswo" (Moje korzenie są gdzie indziej) porusza problem wielorakich tożsamości jednej osoby. "Niegdyś narodowość będzie grała rolę jedynie w piłce nożnej i w kwestiach religijnych", podkreśla.

Hrabina przeciwko komercji

Jako czesko-austriacka dziennikarka, Coudenhove-Kalergi pisała dla wielu gazet. Publikowała w "Österreich", "Die Presse", 'Kurier" oraz "Arbeiter-Zeitung der SPÖ". Dzięki pisaniu dla ostatniego z wymienionych czasopism, otrzymała imię "Czerwonej Hrabiny". Jednak dzięki wieloletniemu zaangażowaniu przede wszystkim na rzecz ruchu obywatelskiego "Land der Menschen" (Kraj ludzi) oraz platformy "Christen und Muslime in Österreich" (Chrześcijanie i Muzułmanie w Austrii), jej ówczesny przełożony i mentor w studiu wschodnio-europejskim ORF-u, węgiersko-austriacki dziennikarz telewizyjny, Paul Lendvai, nadał jej także imię: Barbara Coudenhove-Kalergi - "sumienie dobrej Austrii".

Austriacka publiczność zna ją jako dziennikarkę z ORF-u. W czasie przełomu w Polsce 1989, gdy Solidarność nabierała sił w Gdańsku, komentowała zdarzenia bezpośrednio z Polski. Także w czasie Aksamitnej Rewolucji w Pradze oraz upadku Muru Berlińskiego, ta niezrównana wschodnio-europejska reporterka zawsze była na miejscu. "Nikt się nie spodziewał, że przełom miał nastąpić tak szybko," mówi, przypominając sobie wzruszające chwile.

Z upływem lat dziennikarstwo bardzo się zmieniło. We wschodnim bloku były to zmiany bardzo pozytywne, prasa stała się wszędzie bardziej demokratyczna. Dziś istnieją inne niebezpieczeństwa dla mediów. Wielkie koncerny kupują dzienniki i wyznaczają im polityczny kierunek. Dzisiejsza wolność prasy jest tak naprawdę zagrożona komercją. W 1995 Coudenhove-Kalergi odmówiła dalszej współpracy z ORF, a program "Auslandsreport" (Reportaż Zagraniczny) nie jest już wyświetlany. Komercyjna orientacja ORF zmusiła ją do odejścia. Od 2006 udziela się w ramach inicjatywy obywatelskiej SOS ORF na rzecz ambitnego programu telewizji publicznej.

Dla laureatki nagrody Rennera oraz "Kobiety Roku 1990" wybranej przez austriackie dziennikarki, internet jest bardzo przydatnym novum w dziennikarstwie. "Stale używam internetu w mojej pracy dziennikarskiej. Możliwość czytania zagranicznej prasy online jest niezmiernie praktyczne. Lecz w moim wieku raczej już nie będę pisała bloga."

Europa dla obywateli!

"Dzisiaj, dzięki internetowi informacje mogą szybciej się rozprzestrzeniać", uważa Coudenhove-Kalergi, która od 1975 roku pracowała jako korespondentka telewizyjna, relacjonując głównie z państw wschodniej Europy. Dziś jest przekonana, że "wschodnioeuropejskim krajom udała się integracja w 'Greater Europe'. Austrianatomiast przespała moment rozszerzenia."

Faktycznie dużo inwestycji płynęło ze strony austriackich podmiotów gospodarczych, a przede wszystkim z banków, do państw wschodniej Europy oraz Bałkanów. jednak dla polityków gospodarcze osiągnięcia były mało zauważalne. Stale padały argumenty, iż rozszerzenie jest bardzo niebezpieczne, a osiągnięcia UE często wcale nie były brane pod uwagę.

Według Coudenhove-Kalergi traktat lizboński nie jest najlepszym rozwiązaniem. Przedstawia Europę elit, a nie Europę dla wszystkich obywateli. Dla Coudenhove-Kalergi pragmatyczne rozwiązanie jest lepszy niż żadne rozwiązanie. To, że symbole europejskie , takie jak flaga, do której powstania przyczynił się także wujek Barbary, Richard Coudenhove-Kalergi, zostały wykluczone z traktatu są dla niej mniejszym zmartwieniem, niż bardziej konkretne niebezpieczeństwa dla Europy, a mianowicie eurosceptycyzm, referenda i populizm.

W związku z tym, że właśnie w wiedeńskim Muzeum Sztuk Pięknych wisi wiedeńska wersja cyklu "Wieży Babel" Pietera Brueghela Starszego, narzuca się pytanie o wielojęzyczność w Europie. Czy pluralizm, do którego zmierza Europa jest naprawdę rozsądny? Coudenhove-Kalergi jest pewna, iż "w przyszłości, my Europejczycy będziemy się uczyć wielu języków i będziemy dużo bardziej otwarci na świat niż dotychczas, a Europa to najlepszy z możliwych modeli, które możemy osiągnąć, najbardziej ludzki i najbardziej demokratyczny".