Barcelona, Madryt i Walencja - miasta pomagają uchodźcom

Artykuł opublikowany 30 września 2015
Artykuł opublikowany 30 września 2015

„Ludzkość tonie przy brzegu”  – to prawdopodobnie najczęściej powtarzane w mediach zdanie od kiedy zdjęcie chłopca o imieniu Aylan obiegło świat poruszając ludzkie sumienia. Unia Europejska, laureatka Pokojowej Nagrody Nobla z 2012 roku, zbyt długo zwlekała z reakcją na naglącą sytuację i bierność państw członkowskich. To miasta zdecydowały się zrobić krok w przód, by podołać tej kwestii.

Barcelona, Madryt i Walencja to największe z 55 hiszpańskich miast, które wyraziły gotowość ofiarowania schronienia i wyżywienia uchodźcom z Syrii. Należą do nich kobiety, mężczyźni i dzieci w różnym wieku, żyjący w różnych środowiskach, wyznający różne ideologie i wszyscy uciekający przed zawiłym konfliktem, w którym ściera się 14 frakcji w ostatnim bezwyznaniowym państwie Bliskiego Wschodu. „Sieć Miast-Schronów”, jak na wniosek burmistrz Barcelony Ady Colau nazwano te miejscowości, bezzwłocznie zaczęła przyjmować uchodźców. Jakim sytuacjom muszą sprostać i jak rozwiązują problemy?

Rozwiązanie krótkoterminowe

W 2007 roku w Walencji otwarto Veles e Vents, awangardowy budynek, który w porcie witał uczestników America’s Cup. Od 2009 roku budynek stoi pusty, stając się symbolem niepotrzebnej rozrzutności. Nowy burmistrz miasta Joan Ribó zaproponował, aby w budynku dać schronienie uchodźcom w pierwszych dniach ich pobytu, co dopełnia propozycję samorządu zakładającą przyjmowanie w porcie statków z uchodźcami. W ten sposób uniknęliby oni wyczerpującej wędrówki przez Grecję, Macedonię, a w szczególności Węgry, gdzie nie są ciepło przyjmowani. Rozwiązanie to pozwala również uniknąć ryzykownego rejsu przez Morze Egejskie, na który często decydują się Syryjczycy.

W ten sposób miasta wyciągają rękę w stronę uchodźców i pomagają w najpilniejszej w tej chwili potrzebie: opuszczeniu kraju i zapewnieniu bezpiecznej podróży. Gdy podróżujący już dotrą do Europy, trzeba będzie zaspokoić ich inne podstawowe potrzeby, takie jak pożywienie, schronienie, ochrona zdrowia i oczywiście edukacja „setek dzieci, na których wojna odcisnęła swoje piętno”, jak wskazuje rzecznik prasowy Ratusza Walencji.

Przywrócona powszechna służba zdrowia (wycofana w 2012 roku przez PP) pozwoli na zapewnienie uchodźcom opieki medycznej, jako że wszyscy obywatele mają do niej zagwarantowany dostęp. A w kwestii schronienia? Według ostatniego raportu Amnesty International dotyczącego prawa do mieszkania, 30% lokali mieszkalnych wybudowanych w Hiszpanii stoi pustych, co daje 3,5 miliona wolnych mieszkań.

I choć nie sposób zignorować potężnej fali nowych obywateli z dnia na dzień zalewającej wspomniane miejscowości, samorządy nie wydają się być tym faktem zaniepokojone. Przeciwnie, najmniejsze miejscowości dostrzegają w tej napływie ludności pozytywny aspekt, gdyż może on zaradzić wyludnieniu, z powodu którego cierpi centrum półwyspu. Do koordynacji całego programu zostały powołane różne organy: z jednej strony FEMP (Hiszpańska Federacja Gmin i Prowincji), która zajmie się rozdzieleniem przybyszów pomiędzy miasta, a drugiej same miasta, takie jak A Coruña przejęły inicjatywę publikując elektroniczny formularz, poprzez który mogą się zarejestrować chętni do pomocy mieszkańcy miasta.

A na odpowiedź mieszkańców nie trzeba było długo czekać. Internet zalały setki elektronicznych petycji za przyjęciem uchodźców, na portalach społecznościowych ludzie zaczęli oferować swoje mieszkania i ofiarowywać ubrania i żywność. Stanowi to przeciwwagę dla do znikomych kompetencji samorządów w kwestii zapewnienia właściwej pomocy. Dla przykładu, pod listem otwartym ACNUR (Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych do spraw Uchodźców), skierowanym do rządu w sprawie wstawienia się za przyjęciem uchodźców, podpisało się już 150 000 osób.

Rozwiązanie średnio i długoterminowe

Konflikty nie kończą się z dnia na dzień i należy założyć, że pobyt uchodźców nieco się przedłuży. Dlatego też oferowane miejsca pobytu powinny być solidne i nie stanowić jedynie rozwiązania przejściowego. Mieszkania stanowią powszechny problem w Hiszpanii, ponieważ lokale socjalne stanowią 1,1% wszystkich, podczas gdy w Holadnii liczba ta wynosi 32%, w Austrii 23% jak wynika z raportu Amnesty International.

Mimo że prawodastwo pozwala krajom na ograniczenie prawa do pracy osobom ze statusem uchodźcy, rządy powinny dostrzec również zalety zatrudniania Syryjczyków. Wielu z nich to ludzie wykształceni, mogący nie tylko wnieść wiele dóbr materialnych do miast rozwijając handel i płacąc podatki, ale także przyczyniając się do dywersyfikacji kultury. Ratusz Walencji proponuje zatem „rozdzielić pracę tak, aby każdy miał coś do zrobienia”.

Po latach pracy, życia i utrzymywania relacji z mieszkańcami Walencji, Barcelony, Santiago czy Madrytu uchodźcy staną się jednymi z nich. Pierwszym skutkiem będzie odmłodzenie społeczeństwa, coś, co jest niezbędne dla osiągnięcia dobrobytu. Poza tym, dzieci uchodźców, z racji urodzenia, będą już obywatelami hiszpańskimi.

Jednak najważniejszy powód ku temu, by stać się miastem-schronieniem nie jest ekonomiczny ani społeczny. Jesteśmy w sytuacji,  której ludzie błagają o pomoc innych ludzi i to powinno być wystarczającą motywacją do działania. Prawa Uchodźców zostały spisane w celu pomocy uciekinierom europejskim podczas II Wojny Światowej w sposób, w jaki nas masowo przyjmowano w miastach takich jak Buenos Aires, Hawana czy Nowy Jork. Teraz nadeszła nasza kolej.