Berlin: co przyjdzie po wściekłości?

Artykuł opublikowany 29 grudnia 2016
Artykuł opublikowany 29 grudnia 2016

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Cztery młode kobiety, które wybrały Berlin na swój przybrany dom, są oszołomione po zamachu na berliński jarmark świąteczny. Doszło do niego 19 grudnia. Dwanaście osób straciło życie, wiele innych zostało rannych.

Pia

„Kościół Pamięci w Berlinie jest symbolem sprzeciwu wobec wojny i zniszczenia. Jest też znakiem pokoju i wolności. Z jarmarkiem świątecznym przy wejściu tej świątyni wiążę swoje najwcześniejsze wspomnienia; tutaj po raz pierwszy jechałam na karuzeli i diabelskim młynie. Z wysoka mogłam podziwiać oświetlenie miasta. Jestem zszokowana i przygnębiona myślą o ofiarach oraz ataku na mój wolny Berlin.”

Amélie

„Berlin, Berlin, miasto, które do mnie dociera, daje mi schronienie i otwiera się przede mną. Berlin daje mi swoją miłość, zapewnia prawdziwe i trwałe przyjaźnie; miasto, które oświetla nocne niebo pokazami fajerwerków, by uczcić to, że możemy tutaj być. W tych dzielnicach, gdzie radość życia nie zna granic. Berlin jest miastem symbolizującym wielkość człowieka. To odnosi się przede wszystkim do sposobu wspólnego życia Berlińczyków; Multikulti w Kreuzbergu*, ciepło jarmarków świątecznych, różowy poranek na moście Oberbaumbrücke, zimowe słońce unoszące się nad Hermanstraße**, wyszczekane barmanki, wolność świętującego ludu, uprzejmość sprzedawców sklepów Späti***, z której korzystają nasi przyjaciele, kiedy akurat nas nie ma. Tutaj odebrać klucze? Tak, właśnie tutaj. Wszyscy czujcie się jak w domu, bez względu na to, czy przybyliście na weekend, miesiąc czy na cztery i pół roku. Berlińczycy, Turcy, Irańczycy, Francuzi, Afgańczycy, Pakistańczycy, Chińczycy, Etiopczycy, Norwegowie, Hindusi, Australijczycy, wyznawcy koranu – jesteście tu u siebie. Na zdrowie, Berlinie, moje piękne miasto, piję za twoje zdrowie tak, jak cię kocham, cieszę się tobą, tak jak cieszę się życiem.”

Christiane

„Byłam ze znajomymi na imprezie bożonarodzeniowej w Wedding****. W drodze powrotnej przeczytałam informację o pierwszej ofierze śmiertelnej. Zaraz po przekroczeniu progu domu nie chciałam nic mówić. Mój chłopak jeszcze o niczym nie wiedział, a ja nie mogłam z siebie wydusić: „słyszałeś już o tym, co się stało?”. Chciałam zaznać trochę spokoju przed wybuchem medialnego szaleństwa, co oczywiście miało potem miejsce. Tak wyglądało życie w roku 2016: najpierw sprawdzamy brytyjskie, portugalskie i niemieckie programy informacyjne, w międzyczasie wysyłamy wiadomości przez Facebooka i Whatsappa do przyjaciół z całego świata. Niektórzy nawet zadzwonili. Miło było usłyszeć ich głosy z Francji, Włoch, Kolumbii i Portugalii. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Powinniśmy częściej słyszeć siebie nawzajem. Kolejne szokujące wiadomości nie mogą być jedynym pretekstem do kontaktu.”

Julia

„Od piątej rano słucham wiadomości, co chwilę aktualizuję pasek informacyjny, sprawdzam Facebooka i Twittera. A moja konsternacja równa się mojej wściekłości. Nie mogę uwierzyć, że ten zamach wydarzył się naprawdę. Nie chcę w to uwierzyć. Potrzeba ruchu wygania mnie z domu i biegnę wokół bloku. Ale nie potrafię stłumić wściekłości. To uczucie nie chce ustąpić. Czasami nie chcę, żeby ustąpiło – przede wszystkim dlatego, że nie wiem, co może po nim przyjść.”

* Dzielnica w Berlinie – przyp. tłum.

** Stacja kolejowa w Berlinie – przyp. tłum.

*** Małe sklepy (działające przede wszystkim w Berlinie), które są otwarte późną godziną, wtedy, gdy inne sklepy są już pozamykane – przyp. tłum.

**** Dzielnica w Berlinie – przyp. tłum.