Berlin, Paryż, Barcelona: panorama europejskich squatów

Artykuł opublikowany 23 lutego 2011
Artykuł opublikowany 23 lutego 2011

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Eksmisja squatu Liebig 14 w Berlinie, masowe likwidacje w Paryżu i Rzymie... europejskie squaty są zagrożone mimo przekształcenia się w centra kulturalne i ich obywatelskiego charakteru. Babelianka, stała bywalczyni europejskich squatów, zaprasza na podróż po świecie alternatywnych sposobów mieszkania w europejskich miastach.

Czy to w Paryżu, Barcelonie, Wrocławiu, Szczecinie lub Berlinie, we wszystkich miastach, w których żyłam, zawsze starałam się zrozumieć ich władze, które decydują o zagospodarowaniu przestrzeni miejskiej oraz sposób, w jaki ich mieszkańcy z niej korzystają.

W Barcelonie odwiedziłam wiele squatów, mimo że moich rodziców martwiło to, „czy mają tam bieżącą wodę i elektryczność”. Niektóre z miejsc nazywanych „junkies” (dosłownie „śmieci”, generalnie ludzie z marginesu) kipią taką kreatywnością, z którą nie spotkałam się w żadnym innym miejscu, odzwierciedlają tym samym troski swoich mieszkańców. Aczkolwiek istnieją różne typy squatów, te, które mnie interesują, nie służą jedynie jako schronienie, ale stanowią społeczne centra otwarte dla każdego.

Barcelona, squaty artystyczne i obywatelskie

Osobowość i oryginalność europejskich metropolii wciąż ewoluuje. Podczas spaceru po mieście budynki wraz ze swoimi dekoracjami przyciągają naszą uwagę. Kiedy rzucimy okiem na ich wnętrze, możemy odkryć tam cały świat La Otra Carboneria: kawiarnie, darmową prasę, studia tańca, sale muzyczne, pokazy filmowe, debaty ideologiczne itp. Dotykamy tego, co ożywia ludzi, pobudza ich i dodaje im entuzjazmu: dzielenie się i wymiana, pragnienie bardziej sprawiedliwego porządku świata, w którym dostępu do nieruchomości nie determinuje jedynie własność, ale skuteczne wykorzystywanie zasobów. Istnieje wiele zagospodarowanych przestrzeni, których charakter upomina się o solidarność i wzmacnia warstwę społeczną oraz spójność dzielnicy, stawiając potencjalną jednostkę w centrum kolektywnej organizacji. W Rzymie, mimo że mniej liczne, inicjatywy tego typu obiecują dobrobyt społeczny i proponują różne aktywności. Niemniej jednak, tutaj jak i wszędzie, mamy kryzys; mimo że pozostają pojedyncze wysepki squatersów, eksmisje postępują w zawrotnym tempie.

Barcelona

Amsterdam - rygorystyczne prawo

Amsterdam, stolica postępowa, znany również z elastyczności swojego prawa regulującego dostęp do wolnych przestrzeni. Niestety przepisy, które dotychczas „chroniły” mieszkańców squatów, w zeszłym roku zostały zaostrzone. Wcześniej wystarczyło udowodnić, że dana przestrzeń według pewnych norm nadawała się do mieszkania i że mieszkało się tam więcej niż kilka dni. Władze mogły legalnie rozpocząć proces eksmisji, ale był on długi i opieszale prowadzony. Dziś włamanie do budynku upoważnia policję do podjęcia interwencji bez uprzedzenia. Ogólnie rzecz biorąc, procedura ta jest odzewem władz Europy Zachodniej. Według mnie jednak ta przesadna biurokracja jest godna pożałowania – pod pozorem chronienia obywateli zabija ambicje tych, którzy wierzą w szansę na stworzenie innego systemu.

Squaty-hybrydy: Paryż i Berlin

We Francji w tę działalność angażują się prawie sami artyści. To w imię swojego niestałego statusu malarze i muzycy upominają się o prawo do mieszkania w squatach. Czasami otwierają swoje drzwi dla innych, ale aby pozostawić przestrzeń dla inspiracji, ich teren nie powinien być zawsze dostępnych dla oczu ciekawskich (w Hiszpanii system jest o wiele bardziej otwarty, do budynku można wejść o każdej porze). Wraz z naszym pokoleniem nastąpił przełom: w najlepszym wypadku squaty są odnawiane przez władze miast, ponieważ nie akceptują one stanu „okupacji” budynku, ponieważ wiedzą, że nieruchomości są zbyt wysoko wyceniane i warte fortunę. Kompromisem dla niektórych obszarów jest zagospodarowanie squatów, czego przykładem jest squat 59, rue de Rivoli. Inne znikają.

za błogosławieństwemj merostwa Paryża

Odwiedzając Demeure du Chaos (pol. 'Siedziba Chaosu') w Lyonie, zdałam sobie sprawę, do jakiego stopnia posunięte są represje: stary budynek, własność prywatna, dom dla wielu grup, daje pole do popisu dla ich kreatywności. Istnieje możliwość zwiedzanie i jest to wyjątkowa okazja, żeby dotrzeć do serca zmian. Niemniej władze nakazały zniszczenie ponad 300 dzieł. Złożono apelację do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, ale bez względu na jej rezultat, nie potrafię zrozumieć tej demonstracji absurdalnych możliwości francuskiego prawa.

To, co zobaczyłam w Berlinie i jego okolicach, przekonało mnie, że Niemcy są krajem, którym najlepiej poradził sobie z kwestią squatów, idąc na kompromis, nie marnując przy tym ani energii squatersów, ani polityków. „Hauseprojekte” gromadzą wokół starych squatów osoby, których celem jest pozyskanie środków finansowych na przejęcie rzeczonych budynków. „Poor but sexy” to typowe dla Berlina powiedzenie, a tu koszty życia są rozsądne. Squaters może zostać właścicielem „Hausprojektu” na czas, w którym zajmuje dany „projekt domu”, za co płaci pewną formę niższego czynszu. Niektórzy twierdzą, że w takim wypadku nie jest to już squat, ja jednak obstawałabym przy tej nazwie, ponieważ kompromis ten akceptowalny jest przez większość ludzi. Sam Tacheles (berliński squat/dom sztuki) aktualnie współpracuje z urzędem miasta.

Lokalna demokracja

Pozostaje mi tylko odwiedzić polskie squaty. Tutaj ten typ inicjatywy jest raczej marginalny. Czy to następstwo komunizmu, który oparty był na zasadzie równości? Czy też squatting nie jest tu jeszcze koniecznością?Na 20% szacuje się nieużytkowane nieruchomości, które nadawałyby się do mieszkania, mimo że kryzys i inflacja zmuszają nas do osiedlania się dalej od centrum. Zajmowanie wolnych przestrzeni jest na granicach prawa. Squatting to życiowy wybór powodowany ideologicznymi przekonaniami i wartościami, które nadają sens życiu niektórych, choć nie jest to życie łatwe. Na szczęście istnieją jednak takie inicjatywy, mają one bowiem pozytywny wpływ na dzielnice, w których się znajdują.

Fot. (cc)margaretkilljoy/flickr ; squat 59rivoli : (cc)Interzone00/flickr ; squat Berlin : (cc)Jon Mountjoy/flickr