Berlińska „piratka” Susanne Graf: „Odczuwamy respekt, lecz się nie boimy!”

Artykuł opublikowany 22 listopada 2011
Artykuł opublikowany 22 listopada 2011
Od czasu wrześniowych wyborów w Niemczech jest najmłodszą deputowaną w parlamencie związkowym landu Berlin, jedyną kobietą w swojej frakcji i jedyną „piratką”. W kawiarni Café Meyerbeer rozmawiamy o ochronie danych, o obchodzeniu się z błędami w polityce oraz o tym, dlaczego parytet płci w Partii Piratów niczemu by nie posłużył.
Ale najpierw należy poczekać i wypić cappuccino, gdyż Susanne Graf jest rozchwytywaną rozmówczynią.

 Jesienne popołudnie w Berlinie. Jestem umówiony z Susanne Graf, świeżo upieczoną deputowaną do berlińskiego Landtagu (Abgeordnetenhaus von Berlin). Piraci zdobyli we wrześniowych wyborach niespodziewane 8,9% głosów. Swoim hasłem „Przygotować do zmian!” („Klarmachen zum Ändern!”) zyskali oni poparcie wyborców protestujących przeciwko dotychczasowym partiom rządzącym, jak i wyborców, którzy za ważne uważają kwestie ochrony danych czy też transparentności życia politycznego.

Powoli robi się zimno, a Susanne Graf nie przychodzi. Nie udało mi się dostać jej numeru telefonu komórkowego, kontaktowałem się z nią przez rzecznika prasowego. Ochrona danych! Dzwonię do rzecznika prasowego, on dzwoni do niej, a później do mnie. „Za chwilę powinna być”, twierdzi. Krótko potem nadchodzi ona i przeprasza za spóźnienie. Właśnie wraca z wywiadu dla tygodnika Freitag. Spotkanie przedłużyło się dlatego, że wcześniej musiała pozować do zdjęć dla magazynu Stern.

Susanne Graf jest popularną kobietą. 19-letnia „piratka” jest najmłodszą deputowaną w Landtagu i jedyną kobietą w swojej 15-osobowej frakcji. Szybko wchodzimy do kawiarni Meyerbeer, którą wybraliśmy nie dlatego, że jest szczególnie przytulna, lecz dlatego, że leży w praktycznym miejscu, niedaleko redakcji Freitag. Zamawiam cappuccino, a ona naturalną lemoniadę (Bionade). „To trochę zabawne tak stać w centrum uwagi. Wszyscy chcą się nagle czegoś o mnie i ode mnie dowiedzieć. To dla mnie nowe”, mówi.

19-latka jest najmłodsza w berlińskim Landtagu.

Ochrona danych dla ważnym tematem dla wyborców, którzy pamiętają jeszcze czasy NRD

Ale tego mogła się spodziewać, patrząc na wyborczy sukces swojej partii. „Byłam kiedyś na spotkaniu klubu komputerowego Chaos”, wyjaśnia swoje polityczne zaangażowanie, „i tam pojawił się temat gromadzenia danych osobowych. Miałam przeczucie, że nasze dane nie do końca są traktowane uczciwie. A ja chcę mieć pewność, że moje dane są bezpieczne, chcę mieć nad nimi kontrolę, nie chcę, żeby państwo o wszystkim wiedziało”.

Bezpieczeństwo danych i ich ochrona to dwa tematy, którymi mogła zapunktować w kampanii wyborczej. Jej okręg wyborczy, Marzahn-Hellersdorf, leży we wschodniej części miasta. Odsetek emerytów wśród mieszkańców jest tu wysoki. To nie jest rejon, w którym „piraci” – zazwyczaj wybierani przez młodych ludzi – tradycyjnie osiągają wysokie wyniki. „Średnia wieku przekracza u nas 50 lat. To trzeba wyjaśnić.” Susanne nie ma najmniejszych problemów z odpowiedzią. „Tutejsi ludzie przeżyli NRD. Wiedzą, jak to jest, kiedy obywatel jest ciągle inwigilowany”. Ostatecznie 8,8% wyborców z okręgu Marzahn-Hellersdorf głosowało na „piratów”.

W parlamencie związkowym przez przypadek

Susanne Graf mówi szybko i dużo. Nie jest profesjonalnym politykiem: jej odpowiedzi są często mało wyważone, nie boi się wypowiedzi niezgodnych z linią polityczną partii, obstaje przy swoich opiniach. Nie chciała udzielić wywiadu gazecie Bild, aż w końcu została zaskoczona i odpowiedziała krótko na trzy pytania. W swoich wystąpieniach nie sprawia wrażenia osoby świadomej swojej władzy. „Właściwie nie chciałam zostać zawodowym politykiem”, mówi z powagą. „Poproszono mnie, abym wystartowała w wyborach. Zgodziłam się, bo myślałam, że jeśli ludzie chcą mnie, to ja też tego chcę. Jeśli członkowie partii na poziomie całego landu uważają mnie za odpowiednią osobę, to jest to uzasadnione, że jestem teraz w parlamencie związkowym”.

„Piratki” za burtą?

„W polityce rzadko szuka się rozsądnych ludzi, którzy dążą do kompromisów, zamiast tego poszukiwani są ludzie, którzy „polaryzują” i głośno wyrażają swoje poglądy”.

Gdyby Susanne nie została wybrana, frakcja „piratów” w berlińskim Landtagu byłaby jeszcze bardziej niezwykła – byłaby to jedyna zupełnie męska frakcja. Przyczyna tkwi w tym, w jaki sposób uprawia się politykę, uważa Susanne Graf. „W polityce rzadko szuka się rozsądnych ludzi, którzy dążą do kompromisów, zamiast tego poszukiwani są ludzie, którzy ‘polaryzują’ i głośno wyrażają swoje poglądy. A mężczyźni potrafią to jakoś lepiej”. Susanne odrzuca jednak najprostsze rozwiązanie – ustalenie parytetu płci w polityce. „Tylko dlatego, że niektórzy ludzie mają piersi, nie mogą być zmuszani do tego, żeby kandydować”, wyjaśnia.

Berliński fenomen?

To, że „piraci” osiągnęli sukces właśnie w Berlinie, może być zasługą samego miasta. „Berlin jest z natury niekonwencjonalny. Dla nas to ogromna zaleta. Poza tym „piraci” tak czy siak znajdują się teraz ‘na fali’ sukcesu. Poruszamy nowe tematy, których inne partie nie poruszają”. Sukces wyborczy oznacza także, że piękne teorie polityczne znowu się sprawdzają. Również „zieloni” startowali 20 lat temu jako jedna z antypartii i w międzyczasie zrezygnowali z czystej konieczności z wielu swoich innowacyjnych założeń.

„Piraci” muszą pokazać, co rzeczywiście mają na myśli mówiąc o transparentności i szczerości i w jaki sposób mają zamiar włączyć w życie polityczne zwykłych obywateli. Posiedzenia frakcji są jak na razie publiczne. Frakcja odrzuciła przysługujący jej służbowy samochód i poprosiła o jego zamianę na rowery. Jak praktyka parlamentarna zmieni „piratów”, dowiemy się w przyszłości. Susanne Graf jest optymistką. „Nie boimy się niczego. Kto się czegoś boi, nie odważy się na zmiany. Odczuwamy respekt przed naszym zadaniem. Wiemy, że możemy popełnić błędy. Ale wtedy ważne będzie, aby do tych błędów się przyznać”. Czas naszej rozmowy dobiegł końca, jej naturalna lemoniada jest prawie nietknięta. Wypija ją szybko i spieszy się na następne spotkanie.

Przeczytajcie więcej o „piratach” na Berliner Babelblog.

Fot.: Główna: (cc)Tobias M. Eckrich/Wikimedia; Tekst: ©Tobias Sauer