Bezrobotni absolwenci: o poszukiwaniu pracy w Anglii i w Irlandii

Artykuł opublikowany 21 października 2009
Artykuł opublikowany 21 października 2009
Dwie absolwentki porównują swoje doświadczenia na rynku pracy.

Ledwie 3 miesiące po tym jak ukończyłam licencjat na wydziale anglistyki w Trinity College w Dublinie, jestem stażystką w Bibliotece Narodowej Irlandii i zdobywam nieocenione doświadczenie oraz praktyczne umiejętności w dziedzinie, która mnie interesuje.

Aby być profesjonalną bibliotekarką musiałabym zrobić magisterium na wydziale informacji i bibliotekoznawstwa. Posiadanie bezpiecznej posady w trakcie szukania pracy to ogromna zaleta. Na ostatnim roku byłam asystentką w bibliotece uniwersyteckiej. To zajęcie nie pozwalało na beztroskie życie typowego studenta; musiałam codziennie stawiać się w pracy o 8 rano. Czasami było ciężko, ale takie poświęcenie się opłaca na dłuższą metę. Przy obecnej recesyjnej tendencji w Irlandii, jestem raczej wyjątkiem niż regułą; średnia liczba osób ubiegających się o roczny kontrakt w Bibliotece Narodowej dramatycznie wzrosła. Przychylne referencje od wykwalifikowanych bibliotekarzy plus czas spędzony na pracy wyjaśnia moją przewagę nad liczną konkurencją. Niezliczone godziny spędzone pomiędzy zakurzonymi książkami i ściganie niczego nie spodziewających się studentów za opóźnienia okazały się w jednak nieocenione! Praktyczne doświadczenie oraz trochę dobrego staroświeckiego szczęścia.

Eimear Blee

Jestem zdecydowanie bardziej doświadczoną kelnerką niż byłam przed studiami. Pięć długich lat do obrony i trzy miesiące absolwenckiego bezrobocia.

Różowe wspomnienia studenckiego życia bledną. Moja przyszłość wygląda dość posępnie. Pierwszy szczebel na drabinie kariery wydaje się być po prostu nie do zdobycia. Mój szanowany licencjat z literatury klasycznej jest tak daleki od zawodu jak tylko można, więc nie spodziewałam się, że od razu po studiach praca moich marzeń sama wpadnie mi w ręce. Ale myślałam jednak, że znajdę cokolwiek, tym bardziej, że jestem bardziej niż chętna na odbycie napawających niechęcią praktyk – długie godziny za darmo i bez gwarancji zatrudnienia – jeśli oznaczałyby zdobycie doświadczenia w odpowiednich miejscach. Można by pomyśleć, że z nienajgorszym papierem z uczelni, niejakim doświadczeniem w podobnych dziedzinach i prawie perfekcyjną znajomością dwóch języków obcych, moja kandydatura będzie warta rozważenia. Nieszczęsne załamanie finansowe przymknęło drzwi absolwentom 2009 do tego stopnia, że nie mogą nawet dostać pracy bez wynagrodzenia! Po prostu nie widać światełka na końcu tunelu. Boris Johnson, burmistrz Londynu rozpowiada o swojej nowej stronie internetowej z ofertami pracy dla młodych londyńczyków, ale nie ma na niej prawie żadnych ogłoszeń, tak jak zresztą na innych portalach! Większość pozycji została zajęta przez tysiące wykwalifikowanych, starszych stażem pracy ludzi, którzy zostali zwolnieni w zeszłym roku. Obecnie nasze opcje są wyjątkowo ograniczone; nawet tradycyjny plan awaryjny absolwentów, praca tymczasowa, jest trudna do zdobycia. Ponad połowa z miliona bezrobotnych ludzi w wieku 18-24 w Wielkiej Brytanii ubiega się o zasiłek dla bezrobotnych. Nagle zniknęło piętno „zarejestrowania się”, czego generalnie przed kryzysem gospodarczym moi rówieśnicy się wstydzili. W końcu nam się uda. My, Brytyjczycy, lubimy narzekać, ale wiemy też jak przerwać w kiepskich warunkach. Za długo było zbyt łatwo i trudności na pewno wzmocnią charakter. Nie łamiemy się i tak dalej. Nie do końca wiem, jak nasz rząd nas z tego wyprowadzi, ale w końcu musi nas czekać jaśniejsza przyszłość. Mam nadzieję.

Ashleigh Arnott