Biały uśmiech Ukrainy

Artykuł opublikowany 24 stycznia 2006
Artykuł opublikowany 24 stycznia 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Praca na czarno w Unii Europejskiej jest dla wielu Ukraińców jedynym wyjściem z ciężkiej sytuacji. Sprzątanie we Włoszech lub przemyt papierosów do Polski może poprawić ich skromną sytuację finansową, jednak migracja w poszukiwaniu pracy rozdziela rodziny.

Serdeczny śmiech Luby wypełnia autobus jadący asfaltową drogą zaraz za przejściem granicznym w Przemyślu na południowym wschodzie Polski. Głową kiwa w stronę siedzenia pasażera, gdzie siedzi jej córka Maria, smutnie wyglądąca przez okno. „Maria zakochała się podczas Pracy w Polsce. To jej sposób zbliżenia się do zachodu”. Jak każda matka chciałaby, żeby jej córki w przyszłości miały lepiej niż ona, „U nas na Ukrainie można znaleźć tylko słabo płatne prace, dlatego powinny już się przyzwyczajać do pracy za granicą".

W Wykotach, małej mieścinie na zachodniej Ukaranie, ludzie mają różne doświadczenia z pracą za granicą. Mężczyźni pracują na ogół na budowach w Portugalii lub Czechach, a kobiety jako opiekunki i sprzątaczki we Włoszech. Nawet, jeżeli pensja za godzinę wynosi mniej niż ustawowa płaca minimalna, mogą za to wyżywić swoje rodziny na Ukrainie. Owoce ich pracy są widoczne w postaci nowych domów w Wykotach, które powstają jak grzyby po deszczu.

Budowanie domu

„3 lata budowaliśmy nasz dom wydając na to w sumie 20.000 dolarów w paru etapach.” Nadja, 44 lata, siedzi w kuchni, wypełnionej meblami oklejonymi sztucznym marmurem, wytwarzającym dziwny chłód. Dumna i lekko zmieszana opowiada jak zainstalowała sobie bidet w łazience. „Niektórym znajomym muszę tłumaczyć, co to jest i jak się tego używa”. Droga do posiadania własnego domu dla Nadji i jej męża Vladimira nie była usłana różami. Na początku lat 90, z początkiem niepodległości Ukrainy i oddzieleniem od Rosji, stracili wszystkie oszczędności przez kryzys bankowy, „od tego czasu nie wierzę żadnemu bankowi i trzymam swoje oszczędności przy sobie”- mówi po cichu te słowa i widać jeszcze w jej oczach strach. Wraz z pogorszeniem sytuacji gospodarczej wyjechała w 1996 roku po raz pierwszy do Polski. Tam znalazła na początku pracę przy zbieraniu wiśni, później na budowie i w końcu w fabryce wanien. Kiedy zamknięto fabrykę wzięła się za przemycanie alkoholu i papierosów. Przy tym została i zarabia od 6 lat za każdą sztangę papierosów 3 dolary i za każdą butelkę wódki 1 dolara. „ Najważniejsze jest to, że mogę na weekend wrócić do domu, do moich dzieci i wnuków. Nie mogłabym pracować we Włoszech, już wiele rodzin runęło z powodu dzielącej ich odległości.”

Samotność i wódka

Małżeństwo Witaliego jeszcze się trzyma. Przynajmniej na papierze. Siedzi w ciemnym salonie ze szklanką wódki. Na jego twarzy widać straszne zmartwienia, niebieskie oczy, już teraz przezroczyste i szkliste, wyrażają melancholię. „Mam 50 lat, ludzi w moim wieku już nikt nie potrzebuje”. Pokazuje swoje chude ręce i widać, że także w Wykotach nie był zbytnio potrzebny. „Moja żona jest od 5 lat we Włoszech, od tego czasu większość czasu jestem sam”. To, że są jeszcze małżeństwem jest zadziwiające. Wiele kobiet znajduje za granicą mężczyzn, którzy umożliwiają im wejście do nowego świata. Następnym krokiem przeważnie jest rozwód.

Halina poznała swojego nowego męża we Włoszech. „Spotkałam Romana już po pięciu dniach od przybycia”. Wyciera nos swojemu rocznemu dziecku. „Przed dwoma latami wzięliśmy ślub – prawosławny, ponieważ jest Ukraińcem”. Po ślubie mówił jej, że miała szczęście, że tak szybko go poznała, Ukraińskie kobiety są często brane przez Włochów za prostytutki. „Przefarbowałam włosy na czarno. Włosi szaleją na punkcie blondynek”.

Łzy matek

Dzieci najciężej znoszą rozstania rodziny. „Znam dzieci, które dorastają u dziadków, ponieważ obydwoje rodzice pracują zagranicą”. Bibliotekarka pracująca w szkole podstawowej w Wykotach zna zmartwienia pozostawionych dzieci. „Kiedyś po odczytaniu na lekcji wiersza o miłości do mamy, wszystkie dzieci się rozpłakały”. Dyrektor szkoły też zna te problemy i szczerze się stara: „Próbujemy przez dodatkowe zajęcia po szkole, jak korepetycje czy malarstwo wyjść do dzieci poza godzinami szkolnymi i im pomóc”. Potrafi zrozumieć rodziców, którzy w tym czasie próbują szczęścia za granicą. „Jeszcze przed rokiem musiałem opłacać moich nauczycieli wódką, ponieważ państwo nie miało pieniędzy. Teraz przynajmniej dostają 20 dolarów miesięcznie”.

Jeśli chodzi o migrację zarobkową, jeszcze długo nic się nie zmieni, jednak ostatnio przyszedł nowy trend z zachodu. Po tym jak wybudowali domy, mężczyźni i kobiety zaczynają wymieniać złote plomby na plomby z porcelany. Nie chcą się w tak oczywisty sposób odróżniać od „ludzi zachodu”, u których pracują. W ten sposób można już z daleka poznać po białym uśmiechu, kto pracuje za granicą.