Boris Johnson: Brexit i taktyka żarłacza białego

Artykuł opublikowany 6 czerwca 2016
Artykuł opublikowany 6 czerwca 2016

Tej wiosny były burmistrz Londynu znalazł się w centrum uwagi. Z jakiego powodu? W przeciwieństwie do premiera Davida Camerona opowiedział się za wyjściem Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Jednak co tak naprawdę kryje się w Borisie Johnsonie, publicznie znanym z ekscentryzmu i nieustannych popisów?

„Napoleon, Hitler - różni ludzie próbowali, a skończyło się to  tragicznie” - właśnie w taki sposób wypowiedział się ostatnio były burmistrz Londynu na temat Unii Europejskiej. To nie pierwsza jego prowokacja na kilka tygodni przed decydującym referendum w Wielkiej Brytanii. 23 czerwca obywatele Królestwa zadecydują, czy państwo powinno pozostać członkiem Unii Europejskiej, czy ją opuścić. Jeśli chodzi o Davida Camerona, premier już dawno zdecydował się poprzeć obóz zwolenników Unii. Zaraz potem Boris Johnson, jego były sojusznik oraz deputowany partii konserwatywnej, pokazał, że się z nim nie zgadza, popierając Brexit. Jednak pierwsze kroki polityka poufale zywanego „Borisem" wcale nie wskazywały na to, że kiedyś zajmie właśnie takie stanowisko w sprawie UE.

Bruksela, Oksford i różowe kiełbaski

Jako wnuk pół-francuskiej i pół-brytyjskiej babci i  dziadka o tureckich korzeniach, Boris Johnson rodzi się z Europą we krwi. Niedługo potem ma okazję zobaczyć ją też na własne oczy. Kilka lat po narodzinach w 1964 roku w Nowym Jorku, wyjeżdża do Brukseli, gdzie jego ojciec pracował w Komisji Europejskiej. W Belgii mały Boris przez dwa lata chodzi do szkoły europejskiej w Uccle. Uczy się tam między innymi francuskiego, co pozwala mu na czytanie powieści w języku Moliera. Ale po tym, jak jego rodzina przeprowadza się do Londynu, zainteresowanie nastolatka Starym Kontynentem zaczyna powoli się zacierać. Początkowo uczęszcza do Eton College, drogiej i elitarnej szkoły na przedmieściach Londynu, która kształtuje go zgodnie z normami brytyjskich wysokich sfer społecznych. Następnie przychodzi czas na Balliol College w Oksfordzie, gdzie Boris studiuje filologię klasyczną i obraca się w kręgach odpowiadających jego ówczesnemu zaangażowaniu politycznemu. Swoją drogą, to właśnie tam poznaje niejakiego Davida Camerona, swojego przyszłego (teraz już byłego) sojusznika politycznego wśród torysów (popularna nazwa Partii Konserwatywnej - tłum.). Tyle że zamiast tworzyć nowy projekt dla Zjednoczonego Królestwa, ci dwaj przyjaciele są członkami Klubu Bullingdona, znanego i kontrowersyjnego zrzeszenia zamożnych studentów.

Po latach spędzonych w ławkach najlepszych szkół Wielkiej Brytanii, porywczy Boris zaczyna pisać na łamach The Timesa, skąd zostaje prędko zwolniony za przekłamanie cytatu swojego ojca chrzestnego, historyka Colina Lucasa. Chwilę później młody dziennikarz zdobywa reputację w Daily Telegraph - jednym z najbardziej eurosceptycznych dzienników w kraju. Jego redakcja jest od 1989 do 1995 roku rajem dla Johnsona - pisze tam krytycznie o Jacques'u Delorsie i instytucjach europejskich, a przychylnie o „różowych angielskich kiełbaskach”.

„Każda reklama jest dobra"

Jednak czy ten eurosceptycyzm emanujący z Borisa był aby na pewno prawdziwy? Skontaktowaliśmy się telefonicznie z Sonią Purnell, autorką jego biografii pt. Just Boris: A Tale of Blond Ambition. Pisarka powiedziała nam: „w swoich artykułach był bardzo krytycznie nastawiony do UE. Ale prywatnie, kiedy ludzie czynili negatywne uwagi na temat Unii, bronił jej. Zawsze istniała różnica między Borisem w życiu publicznym a Borisem w życiu prywatnym”. Chodzi mu przede wszystkim o dotarcie do szerokiego grona odbiorców. „Pisał krytycznie o UE, by go rozpoznawano, chciał być sławny” - dodaje autorka. Jego nieufność wobec Unii nie jest więc zupełnie oczywista.

Nie staje się bardziej oczywista kiedy w latach 2008-2014, podczas dwóch kadencji, pełni funkcję burmistrza Londynu, najbardziej eurofilskiego miasta Wielkiej Brytanii. Co pamiętamy z okresu, w którym Boris Johnson rządził miastem nazywanym Big Smoke? Bardziej od decyzji politycznych w głowie zostają jego wpadki, na przykład improwizowany mecz rugby w Japonii, podczas którego przewrócił się na dziecko. Albo nieoczekiwany zjazd na kolejce tyrolskiej podczas Igrzysk Olimpijskich w Londynie w 2012 roku. Nic sobie nie robiąc z tego, że cały świat zaczął sobie wtedy z niego zartować, powiedział do kamery: „Każda reklama jest dobra”. 

Z górki na pazurki, panie Johnson!

I tak w entej już swej „reklamie" deputowany partii konserwatywnej posunął się do porównania Unii Europejskiej do nazizmu. Brytyjczycy są podzieleni w kwestii pozostania w Unii, a ostatnie sondaże wcale nie wskazują żadnego oczywistego wyniku. Jednak jeszcze kilka miesięcy temu chęć pozostania w UE była bardziej odczuwalna w narodzie i nawet wewnątrz partii konserwatywnej. Jednak opowiadanie się za Brexitem do dla Johnsona prawdopodobnie nie tylko kampania reklamowa. To również gest polegający na rzuceniu wyzwania swojemu byłemu sojusznikowi. Nie można bowiem zaprzeczyć, że gdyby przeważyły głosy za wyjściem z Unii, David Cameron znalazłby się w niekomfortowej sytuacji, zarówno w swojej partii, jak i w rządzie. 

Żarłacz biały

Zdaniem Matthewsa Holehouse'a, obecnego korespondenta Daily Telegraph w Brukseli: „toczy się wielka debata na temat tego, co on [Boris] myśli. Niektórzy uważają, że jego działania są taktyczne, inni, że nie”. Natomiast gdy zapytaliśmy o zdanie Sonię Purnell, odpowiedziała bez wahania: „Do niedawna mówił, że nigdy nie mógłby być zwolennikiem wyjścia z Unii Europejskiej. Zdanie na temat Brexitu zmienił tylko dlatego, że chce zostać nowym premierem. Myślę, że to wielki oportunista, czasem zresztą opisuję go jako żarłacza białego”. Wyjście z Unii Europejskiej otworzyłoby mu drogę do gabinetu przy 10 Downing Street. „To dla niego dobra okazja, by zostać premierem, pewnie ostatnia. Widać, że robi, co tylko może, by ten cel osiągnąć” - kontynuuje autorka biografii Johnsona.

Biorąc pod uwagę jego ekscentryzm, ambiwalencję i oportunizm, każdy sam może sobie wyobrazić, jaką postacią  byłby premier Johnson. „Nikt nie wie, kim on tak naprawdę jest” - mówi Sonia Purnell. „Trudno jest więc odpowiedzieć na pytanie, jakim mógłby być premierem. Pragnie władzy, ale bez żadnego szczególnego celu”. Koniec końców, Boris Johnson „nie ma żadnych poglądów i na każdy temat zmienia zdanie jak rękawiczki”. A co jeśli to wszystko doprowadzi do tragicznego końca?

___

Wszystkie wywiady przeprowadził Lucas Tripoteau.

Choć w życiu nie ośmielilibyśmy się zacytować żadnego ze szlagierów Stachurskiego na łamach naszego magazynu, „Zostańmy razem” coraz głośniej rozbrzmiewa nam w głowach w miarę, jak zbliża się 23 czerwca – data referendum, podczas którego obywatele Zjednoczonego Królestwa zadecydują, czy chcą pozostać w UE. A oto, co o Brexicie piszą nasi autorzy.