Boris Johnson: marząc o Rzymie

Artykuł opublikowany 29 czerwca 2006
Artykuł opublikowany 29 czerwca 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Jeden z czołowych polityków Wielkiej Brytanii niedawno napisał książkę, w której opowiada dlaczego Cesarstwo Rzymskie odniosło sukces, a UE się to nie udaje. Pisze o wyższości kultury europejskiej, konieczności nauczania łaciny oraz o obrzydliwym sosie rybnym.

Siedzę w niewielkim gabinecie naprzeciwko londyńskiego parlamentu, bacznie obserwowany przez posąg z białego marmuru. Nagle drzwi do gabinetu się otwierają i zdecydowanym krokiem wchodzi on. Poznajcie Borisa Johnsona, brytyjskiego polityka, felietonistę, dziennikarza, prezentera telewizyjnego - prawdziwą gwiazdę, która jest jednocześnie kochana i nie lubiana za ekscentryczne poczucie humoru i charakterystyczną fryzurę. Były redaktor jednego z najbardziej wpływowych pism angielskich The Spectator znów czynnie bierze udział w życiu politycznym, pełniąc funkcję ministra w gabinecie cieni ds. szkolnictwa wyższego z ramienia Partii Konserwatywnej, drugiej co do wielkości partii w Wielkiej Brytanii.

Stało się to po prostu moją obsesją i postanowiłem o tym opowiedzieć, mówi, siedząc już w jednym z gabinetowych, zielonych foteli. Tą obsesją jest Cesarstwo Rzymskie, a książka Dream of Rome jest opowiadaniem o jego historii, porównaniem cesarstwa i UE oraz swoistą promocją idei ponownego nauczania klasyki.

Rzym: najlepsza marka wszechczasów?

Wielkie europejskie mocarstwa zawsze szukały w historii czegoś, co potwierdziłoby ich wyjątkowy status, mówi Johnson. Odnajdują Rzym i podkreślają wszystko to, w czym oni sami przypominają Rzymian. W ten sposób chcą potwierdzić swoją wyższość. Dziś natomiast, według Johnsona, przez pryzmat Rzymu patrzy na siebie Unia Europejska. Twierdzi, że ojcowie - założyciele najprawdopodobniej wybrali Rzym jako miejsce podpisania traktatu, z powodu symbolicznej uniwersalności tego miejsca: Chcieli w ten sposób nawiązać do sukcesu, jakim było zjednoczenie tak ogromnego terytorium - jedną myślą, jedną wolą, jednym systemem rządzenia - które przetrwało aż 600 lat.

Powstaje więc pytanie: w jaki sposób dokonał tego Rzym? Nieskomplikowane prawo i znikoma biurokracja, mówi Johnson, a przede wszystkim kult wodza, któremu każdy chciał się przypodobać. W przeciwieństwie do UE, mieszkańcy cesarstwa ponad wszystko pragnęli być Rzymianami. Weźmy na przykład garum, mówi - rzymski narodowy sos rybny. To było przecież paskudztwo, prawie że trucizna. Nie mogłem w to uwierzyć: wyciągali wnętrzności ryb, fermentowali je, i tak dalej. Rzecz w tym, że pomimo tego, iż sos był wyjątkowo obrzydliwy, wszyscy w cesarstwie go jedli.

Idea utworzenia społeczeństwa obywateli Europy dawno już upadła

Jak na ironię, natchnieniem do napisania książki nie był sukces Cesarstwa Rzymskiego, lecz raczej niechęć do niego. Według niego sceptycyzm rzymski jest bardzo podobny do dzisiejszego eurosceptycyzmu. Mówię mu, że przecież on sam jest znanym eurosceptykiem, lecz on gwałtownie protestuje: Zapewniam, że nie jestem. Europa mnie fascynuje. Fascynuje mnie to, że każdy z tych krajów jest inny. Mają przecież różne interesy, są wręcz antagonistyczne, mówi. Patrząc realnie, nie powiodła się próba utworzenia społeczeństwa, którego członkowie są, jak powiedział Jean Monet, "w duszy Europejczykami" Myślę, że ludzie chcą być różni od siebie.

Wtedy oznajmił: Żywię przekonanie, może szowinistyczne... Przerwał najwyraźniej po to, aby znaleźć odpowiednie słowa, Żywię przekonanie, takie trochę w stylu Berlusconiego, o wyższości zachodniej, liberalnej, judeochrześcijańskiej cywilizacji nad każdą inną na świecie. BUM! Chwila namysłu, następnie skinięcie głową i z przekonaniem zapewnia: Tak właśnie jest. Podróżowałem po całym świecie i czuję się kompetentny, aby to powiedzieć. Dla mnie najwyżej rozwiniętą cywilizacją jest cywilizacja europejska.

Zjednaczać Europę? Najpierw uczmy się Eneidy!

Jeśli chodzi o zjednaczanie Europy, pan Johnson ma własny pomysł. Najlepsze co możemy zrobić, jeśli naprawdę chcemy osiągnąć ten cel, to powrócić do powszechnego nauczania łaciny i nalegać na to, żeby każde dziecko w tej społeczności miało wspólne dziedzictwo kulturowe. To jest właśnie domeną Borisa Johnsona. Łacina i klasyka są bliskie jego sercu. Nagle zaczyna cytować Eneidę, poemat napisany po łacinie, który miałoby czytać każde dziecko w Europie. Recytując, bezwstydnie ignoruje mnie i moje kolejne pytanie.

Ostatecznie zrozumiał moje przesłanie - co będzie o tym sądzić pokolenie iPod-ów? - zagrzmiał w odpowiedzi, krzycząc, z podniesionymi rękami: Nie obchodzi mnie co oni o tym sądzą, gówniarze! Kiedy ja byłem szkrabem, nikt się mnie nie pytał co ja sądzę! Nas się o nic nie pytano, nam się kazano uczyć. No i właśnie powinni się uczyć, dla dobra ich dusz. Uśmiecha się ciepło, zadowolony dodaje: Miałoby to ogromne znaczenie, przeciągając "o" w nieskończoność.

Czy kiedykolwiek powrócimy do "szczęśliwego dzieciństwa"?

Wspomnienie Rzymu kończy się morałem takim, że nawet jeśli historia przeminie, to nigdy nie zaprzestaniemy prób odtworzenia cesarstwa. Jeśli wychowałeś się w Europie, wychowałeś się z tym wspomnieniem Rzymu. Masz swoiste przekonanie, że istniała kiedyś taka wspólnota. To jak wspomnienie o szczęśliwym dzieciństwie, do którego podstarzały kontynent za wszelką cenę chce powrócić, mówi Johnson. Jest pewien, że nigdy nie uda się nam tego osiągnąć.

W takim razie co z UE, tą rzeczywistą próbą powrotu do jedności? Powiedziałbym szerzej, swobodniej, przyjemniej. Zapomnijmy o Wspólnej Polityce Zagranicznej i o Wspólnej Polityce Rolnej. Działajmy raczej tak, aby dać ludziom praktyczne narzędzia do życia, pracy i czerpania korzyści z Unii Europejskiej. To powinniśmy robić. Rozgląda się dookoła gabinetu, myśląc o jakimś konkretnym przykładzie. Nagle wystrzelił: Gniazdka! Ta cała Unia Europejska funkcjonuje od 60 lat, a nadal nie mogę podłączyć do prądu mojego tostera, kiedy przyjeżdżam do Brukseli.

Oczywiście gniazdka to kolejna rzecz, którą Rzymianie - nasi szczęśliwi przodkowie, którzy osiągnęli to, o co my teraz w usilnie walczymy – nie musieli zaprzątać sobie głowy. Może po prostu wszystko stało się zbyt skomplikowane?