Bowie i Berlin: powrót do przyszłości

Artykuł opublikowany 8 kwietnia 2013
Artykuł opublikowany 8 kwietnia 2013
Rockowy kameleon David Bowie po 10 latach nieobecności powraca na scenę muzyczną z nowym kawałkiem i udaje się w podróż w czasie w najbardziej interesujące momenty swojego życia. Pierwszy singiel ”Where Are We Now?” jest słodko-gorzkim uhonorowaniem Berlina późnych lat siedemdziesiątych.

W dzień swoich 66. urodzin, 8 stycznia, David Bowie zaprezentował ”Where Are We Now?” - utwór promujący jego nowy album ”The Next Day”, który ukazał się 8 marca. Opinia publiczna zdaje się być tym bardziej zaskoczona i szczerze poruszona, gdyż nikt się nie spodziewał powrotu artysty. Od ostatniego albumu ”Reality” (2003) ucichł szum wokół człowieka, o którym od roku 1969, czyli momentu ukazania się hitu ”Space Oddity”, zawsze było głośno. Piosenka, z jaką David Bowie znów pojawia się na scenie, jest melancholijną refleksją o latach, które jako dwudziestokilkulatek spędził w Berlinie.

Wideoklip przedstawia dwie szmaciane lalki z głowami artysty i jego żony, na tle których reżyser Tony Oursler umieścił stare zdjęcia miasta. Pomimo iż oglądamy dobrze nam znanego Davida Bowiego – nieco dziwacznego i nieobliczalnego – to jednak najnowszy album pełen jest osobistych akcentów.

Wzloty i upadki

W 1977 na łamach brytyjskiego magazynu muzycznego NME (New Musical Express) Bowie przekonywał, że chce się ”uwolnić od wszelkich słabości” i że to właśnie w Berlinie znalazł potrzebne wsparcie. Problemy, które go w tym czasie przytłaczały mogły doprowadzić ”Ziggiego” (Ziggy Stardust – jedno ze scenicznych wcieleń Davida Bowiego, czyli kosmita, który po przybyciu na ziemię staje się gwiazdą rocka) do załamania nerwowego: kryzys w małżeństwie, uzależnienie od kokainy, paranoiczna obsesja na punkcie okultyzmu, fascynacja faszystowskimi ideami oraz paranoja.

Jednak pełne atrakcji życie w Berlinie  przegoniło demony przeszłości. "There’s a sort of a European wave happening”, opowiadał z wyraźnym zachwytem na początku 1976 roku w amerykańskim talk show "Dinah!”. Po okresie inwazji brytyjskiego rocka i karierze w amerykańskim show-biznesie, Bowie udał się do niemieckiej stolicy w poszukiwaniu stabilizacji.

Gdy w 1976 w Schönebergu, wspólnie z Iggym Popem wynajął mieszkanie przy ulicy Hauptstraße 155, nieoczekiwane odnalazł w Berlinie skuteczne schronienie. W mieście podzielonym murem, w którym prawie nikt nie zwracał uwagi na kapryśne gwiazdy, zostawiono go po prostu w spokoju. ”Berlin był moim lekarstwem”, powiedział w wywiadzie udzielonym ”Berliner Zeitung”. Rzeczywiście ograniczył używki i skoncentrował się na muzycznych projektach, wydając pierwszy solowy album swojego trudnego współlokatora Iggy’ego Popa. Artysta rozkoszował się swoją pseudoanonimowością i wpadł nawet w pewną rutynę. Całymi dniami pracował nad muzyką, był stałym gościem w knajpie dla homoseksualistów ”Drugi Brzeg”, mieszczącej się dwa domy dalej. Sąsiadka przypomina sobie, jak widywała go siedzącego w oknie i grającego na gitarze. Można się było na niego natknąć także w delikatesach "KaDeWe". ”Dżungla”, którą Bowie wychwala w ”Where Are We Now?”, jest sławnym klubem tanecznym, który tak dobrze utkwił mu w głowie z powodu ekscentrycznej miejscowej gwiazdy, Romy’ego Haaga.

Ale ”Ostalgia” Bowiego z 2013 roku nie jest przepełniona melancholią. Jego piosenka ”Heroes” opowiada o innej stronie Berlina, którą Anglik poznał, gdy pracował w Hansa Studio mieszczącym się we wschodniej części miasta. ”I can remember standing by the wall / And the guns shot above our heads / (…) And the shame was on the other side“ śpiewa Bowie. Z pewnością nie mógł przemilczeć depresji jaką wywołała w nim zimna wojna. Beznadziejność i pomysłowa przekora zawsze podsycały kreatywność Bowiego.

Pozostała część to historia muzyki. Trzy albumy: "Low”, "Heroes” i "Lodger”, tworzone niemal wyłącznie w Berlinie, powstały pod wpływem niemieckiej awangardy. Krótka wizyta sprzed dwóch lat pokazała, że ten muzyczny kamień milowy nie jest żadnym złym wspomnieniem.

Bohater nie tylko na jeden dzień

Kto dziś chce podążyć berlińskimi śladami Bowiego, na ulicy Hauptstraße w Schönebergu znajdzie wyłącznie bar "Nowy brzeg”, ponieważ berlińska bohema gromadzi się obecnie gdzie indziej. Istnieją jednak miejsca, w których czuć ducha lat siedemdziesiątych, jak np. otwarte dla zwiedzających Hansa Studio. Albo można zrobić jak Bowie i wyruszyć w podróż do Wannsee, zorganizować wycieczkę rowerową przez miasto, być może do Brücke Museum, w którym arcydzieła ekspresjonistów inspirowały Bowiego, ówczesnego artystę amatora, nie tylko do tworzenia dzieł na płótnie. Osobisty mit Bowiego jest nie do obalenia – zawdzięcza Berlinowi przynajmniej to, że jego walka z demonami miała swój dobry początek właśnie tam. Przy tym wszystkim David Bowie nie jest piewcą przeszłości. W 2002 opowiedział gazecie "Tagesspiegel”, że przeczuwa, iż "jego” Berlin przeminął. Nowojorczyk nie stracił oczywiście ani swojego poczucia rzeczywistości, ani uporu. W dokumencie "David Bowie – Sound and Vision” sam przyznaje, że jest przyzwyczajony do "swojego tajemniczego charakteru".”Forma nowego albumu udowadnia to: na okładce płyty z coverem legendarnego utworu "Heroes” z 1977 widnieje biały kwadrat ze słowami "The Next Day“. Niektórzy pewnie wyciągnęli wnioski, że David Bowie jest właśnie kimś więcej niż, jak mówią słowa piosenki "Hero, just for one day“.

Ilustracje: ikonki (cc) oficjalna strona Davida Bowiego na Facebooku; video: Where are we now (cc)DavidBowieVEVO/YouTube, Heroes (cc)emimusic/YouTube