Brexit: kulisy ostatniego szczytu unijnego Camerona

Artykuł opublikowany 27 lipca 2016
Artykuł opublikowany 27 lipca 2016

28 czerwca, czyli w niecały tydzień po wygranej obozu Brexit w brytyjskim referendum, odbył się szczyt Unii Europejskiej. W wydarzeniu tym - które przebiegło w dosyć specyficznej atmosferze - wzięło udział (jeszcze) 28 państw członkowskich. Cameronowi ta smutna noc już zawsze będzie kojarzyła się z obawami, tłumem ludzi i drzwiami zamkniętymi na klucz.

Jest okropnie duszno, a w sali wciąż nie przestaje przybywać ludzi. Naprzeciwko prawie całkowicie zapełnionych rzędów krzeseł znajduje się podium, na którym wywieszono dwie flagi Wielkiej Brytanii w towarzystwie flagi Unii Europejskiej z dwunastoma gwiazdami  na niebieskim tle. To połączenie wywiera na zebranych dziwne wrażenie – od referendum, w którym większość Brytyjczyków zagłosowała za opuszczeniem Unii Europejskiej nie minął nawet tydzień. 

Wskazówka zegara przesuwa się, jest już po 23:00. „Najwyraźniej piją kawę. Cameron powinien się zaraz pojawić” – słyszymy od 20 minut. Jak to bywa w podobnych sytuacjach, szybko pojawiają się plotki na temat godziny zakończenia spotkania 28 przywódców państw europejskich. I pomimo tego, że budynek mieści tyle pokojów prasowych, ile jest państw członkowskich, tylko w pokoju Zjednoczonego Królestwa wciąż gromadzi się tłum dziennikarzy. Wszyscy czekają na przemówienie brytyjskiego premiera. Jego ostatnie podczas szczytu unijnego.

 „Jak tylko ogłoszono wyniki, wystąpiłem o obywatelstwo francuskie”

Japonia, Norwegia, Francja, Wielka Brytania – na konferencję prasową przybyli dziennikarze i kamerzyści wszystkich narodowości. I mimo że według planu podczas szczytu miały być omawiane kwestie imigracji, polityki zewnętrznej i gospodarki, to Brexit skupia całą uwagę zgromadzonych.

„A ty się tego spodziewałeś czy nie?” – słychać jak pytają siebie nawzajem koledzy z branży. „W nocy po referendum śniło mi się, że wygrał obóz Leave” – opowiada jeden z dziennikarzy. „Obudziłem się i sprawdziłem wiadomości, żeby się upewnić. Wtedy zobaczyłem wyniki…”.

Niektórzy żartują: „No, już ostatni raz mnie tu widzisz, zaraz wyjeżdżamy!”. Inni zaś przyznają, że w obliczu sytuacji byli po prostu „przerażeni”. „Jak tylko ogłoszono wyniki, wystąpiłem o francuskie obywatelstwo” – mówi pewien brytyjski dziennikarz. „Wstydzę się tego, że wciąż postrzegamy Zjednoczone Królestwo jako jakieś cesarstwo”.

Natomiast dziennikarze spoza Wielkiej Brytanii, którzy od lat zajmują się tematami europejskimi, nie kryją pewnego rodzaju ulgi. Wyjście z Unii „dobrze wygląda na papierze” – mówi nam jeden z nich. „Zjednoczone Królestwo od lat hamuje rozwój UE. Brexit daje nam możliwość odbudowania Europy”. Jednocześnie zaznacza, że w obliczu wzrostu nacjonalizmu w Europie pozostało tylko czekać na to, czy to referendum będzie początkiem odnowy, czy początkiem końca.

Smutna noc

23:15. Minuty mijają, a w pokoju prasowym jest już mnóstwo osób. Zebrani targują się o miejsca siedzące. Wiele osób będzie musiało stać. Wśród „szczęściarzy” znajduje się brytyjska dziennikarka, która przyszła tu dużo wcześniej. Wyznaje nam, że nie podziela niepokoju, który czuć w powietrzu: „Brexit oznacza dla mnie przede wszystkim bardzo dużą zmianę. Póki co nie mogę powiedzieć, czy będzie ona pozytywna, czy negatywna”. Następnie dodaje: „Wyjście Zjednoczonego Królestwa z Unii trochę potrwa. Jeśli chodzi o pracę dla dziennikarzy, ta kwestia mnie nie martwi. UE wciąż jest dla nas interesującym i istotnym tematem. Nadal będziemy się nim zajmować”.

Nagle do sali wchodzi przegrany tego referendum – brytyjski premier. Pewnym krokiem podchodzi do pulpitu, który zdobi herb Wielkiej Brytanii. Wszystkie oczy, kamery i smartfony są skierowane w jego stronę. „Dobry wieczór państwu. Od sześciu lat przybywam na szczyty Unii. Dzisiejszy jest moim ostatnim” – zapowiada już na wstępie. Fakt, że podał się do dymisji, łagodzi jednak zapewnieniem: „Podczas negocjacji w sprawie Brexitu nasze krzesło nie pozostanie puste, Zjednoczone Królestwo zawsze będzie dobrze reprezentowane”.

David Cameron wypowiada się w charakterystyczny dla siebie jasny i energiczny sposób. Jednak gdy pada pytanie: „Czy nie jest to dla pana smutna noc?”, premier  przygryza wargi i odpowiada: „Oczywiście, że jest to dla mnie smutna noc”. Emocje stają się odczuwalne.

Od roku wielu obserwatorów zgodnie podkreślało, że David Cameron – mimo że sam był przeciwnikiem Brexitu – igrał  z ogniem. Ryzykownym posunięciem było uczynienie z referendum europejskiego swej obietnicy wyborczej w maju 2015 r. „Ale akceptuję decyzję narodu” – wyznaje.

Gęsty tłum dziennikarzy zebranych w sali dowodzi temu, że mamy do czynienia z „historyczną” chwilą. Nawet David Cameron sam zauważa pod koniec przemówienia: „To najlepsza publiczność, jaką miałam w ciągu sześciu lat!”.  

Premier opuszcza salę przed północą. Większość dziennikarzy podąża za nim lub biegnie publikować artykuły, montować filmy lub składać audycje radiowe. Jutro rano będzie miało miejsce kolejne spotkanie – tym razem dwudziestki siódemki państw i już bez Camerona. I odtąd podczas konferencji drzwi pokoju prasowego Zjednoczonego Królestwa będą zamknięte na klucz.

___

Artykuł został opublikowany przez naszą ekipę lokalną Cafébabel Bruksela.

    ____

Nawet wspólne śpiewanie „Zostańmy razem” nie pomogło - Wielka Brytania przewagą 52% głosów zdecydowała się opuścić Unię Europejską. A oto, co o Brexicie piszą nasi autorzy.