Brexit: opowieść o nierówności i podziałach klasowych

Artykuł opublikowany 5 sierpnia 2016
Artykuł opublikowany 5 sierpnia 2016

[Opinia] Obwinianie starszych wyborców o to, że odebrali przyszłość młodym Brytyjczykom jest cyniczne i naiwne. Zakłada bowiem, że o losie Wielkiej Brytanii decyduje jakiś wyższy autorytet moralny. I choć to prawda, że ci przy władzy pozbawili spokojnej przyszłości pokolenie swoich dzieci, na dramatyczny finał Brexitu najlepiej patrzeć przez pryzmat klas społecznych i rosnących nierówności.  

Pierwsze analizy wyniku referendum wskazują na różnice w zależności od grupy wiekowej: starsi wyborcy głosowali za wyjściem z Unii, młodsi chcieli utrzymania dotychczasowgo statusu quo. Jednak jak sugeruje the Guardian, taka interpretacja jest zbyt uproszczona, a Brexitu nie można tłumaczyć jedynie przy pomocy związku pomiędzy wiekiem a opcją wybraną w referendum. Ujawnił się jednak inny związek - w grupie tych, którzy głosowali za wyjściem z Unii ważnymi czynnikiami były edukacja, dochód i miejsce zamieszkania.

Brexit to nade wszystko opowieść o nierówności i podziałach klasowych: ogromna część klasy pracującej zamieszkałej w zapomnianych, postindustrialnych regionach Anglii i Walii zagłosowała za opuszczeniem UE. Za pozostaniem w Unii opowiedzieli się ich bardziej zamożni, liberalni i mobilni sąsiedzi.

Rosnące nierówności

W ciągu ostatnich trzech lub czterech dekad, brytyjska scena polityczna była żyznym gruntem dla neoliberalizmu. Kolejne rządy stawały po stronie bogatych, zapominając o klasie średniej i pracującej. Unii Europejskiej, która daje pierwszeństwo prywatyzacji i konkurencji (czemu dowodzi niedawny IV pakiet kolejowy), nie udaje się zmierzyć z tą sytuacją – nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale w całej Europie.

Wprowadzenie przez brytyjski rząd cięć budżetowych jeszcze bardziej pogłębiło odczuwane w Wielkiej Brytanii nierówności, coraz bardziej zaostrzając podziały społeczne i potęgując silną nieufność w stosunku do tych, którzy znajdują się na szczycie hierarchii. Nazywa się ich różnie – establishment, elita, politycy, 1%.

Unii Europejskiej nie udało się pozytywnie wpłynąć na codzienne życie pracujących ludzi. Zamiast tego wiodła prym w dręczeniu najsłabszych państw strefy euro, wymagając od nich wprowadzenia ogromnych cięć budżetowych, prywatyzacji i odebrania ich obywatelom pracy. To, w jaki sposób potraktowano Grecję, jest klęską europejskiej jedności.

W dużej mierze UE sama jest sobie winna eurosceptycyzmu, ponieważ Europejczycy nie znajdują w jej działaniach odpowiedzi na ich potrzeby.

Jednak Brexitu nie należy uważać za sukces w walce przeciwko elitom. Mimo że wynik referendum oznacza zerwanie z dyktatami cierpiącej na deficyt demokracji UE, Wielka Brytania nadal będzie rządzona przez Partię Konserwatywną. Oznacza to, ze nadal będą łamane prawa pracowników i ograniczane wsparcie dla biedniejszych obywateli, jako że George Osborne straszył niedawno dalszymi cięciami budżetowymi. Ze strony Unii nie było żadnych obiekcji.

Upadające miasta

Globalizacja wywołała wiele zmian w codziennym życiu zwykłych ludzi. W zrozumiały sposób postindustrialne miasta znacznie się zmieniły – prawie wszystkie z tych obszarów głosowały za wyjściem z UE. To ich mieszkańcy często czuli się zaniedbani i pozostawieni sami sobie, zarówno przez polityków krajowych, jak i europejskich.

Prywatne sklepiki zastąpiono kilkoma międzynarodowymi sieciami supermarketów, które pochłaniają nieproporcjonalną część zysków. Krajobraz centrów postindustrialnych miast tworzą dziś w dużej mierze charity shops (sklepy z używaną odzieżą i sprzętami prowadzone przez organizacje charytatywne, red.), butiki bukmacherskie i zabite deskami lokale handlowe. Charakter miast i więzy wspólnotowe ulegają erozji.

Regiony zamieszkiwane przez przedstawicieli klasy pracującej czują się wykluczone z postępów globalizacji, gdyż widzą, że przynoszą one korzyści jedynie im dalekim sąsiadom – zamożnym członkom wyższych klas mieszkającym na strzeżonych londyńskich osiedlach. Jako pierwsza cięcia odczuła klasa pracująca, która wciąż nie może się z tego otrząsnąć. Mieszkańcy obszarów, które są bastionami poparcia dla brytyjskiej Partii Pracy, w przytłaczającej większości zagłosowały za opuszczeniem UE.

W dniu referendum siedziałem w ogródku piwnym mojego miejscowego pubu. Mieszkam w regionie o głęboko zakorzenionych tradycjach przemysłu wydobywczego i produkcyjnego. Od tematu Brexitu nie da się tam uciec. „Mam gdzieś głosowanie” – mówi jeden ze znajomych. „Wiesz, nie za bardzo znam się na temacie”.

Pub to dobre miejsce na zbadanie opinii publicznej.

Żaden z moich znajomych obecnych w tym ogródku nie pofatygował się do lokalu wyborczego. Podobnie było w przypadku wielu innych młodych ludzi, z którymi rozmawiałem. Głośno wyrażający swoją opinię młodzi Brytyjczycy, potępiając starsze pokolenie za odebranie im świetlanej przyszłości, zdają się zapominać, jak niewielu z nich - bo tylko 36% - wybrało się do urn. Pokonani liberalni Brytyjczycy z klasy wyższej aspirują do statusu przewodników reszty młodego pokolenia, mimo że stanowią tylko niewielką część młodych brytyjskich wyborców.

W szerszej perspektywie, około 28% Brytyjczyków nie zagłosowało. To 13 milionów ludzi, którzy albo nie byli w stanie zadecydować o losie Wielkiej Brytanii, albo czuli się wyobcowani w świecie zdominowanym przez politykę elit.

Problem z imigracją

Swobodny przepływ osób to jedna z podstawowych wartości UE. Nastroje antyimigranckie w Zjednoczonym Królestwie ciągle wzrastają, podsycane głównie przez UKIP i Nigela Farage'a. Obszary borykające się z problemami często są zamieszkiwane przez pracowników z zagranicy, których często wyzyskuje się nawet bardziej niż Brytyjczyków. Ich płace są niższe niż minimalna stawka, co prowadzi do ustawicznego zaniżania pensji za wykonywanie najmniej płatnych zawodów. To z kolei nieprzerwanie podsyca wrogość i ksenofobię.

To wyjątkowo niewygodna prawda dla tych po lewej stronie sceny politycznej, którzy popierają imigrację, lecz często nie chcą przyznać, że przynosi ona negatywne skutki w niektórych dziedzinach życia. Również UE musi rozważyć te niekorzystne konsekwencje swobodnego przepływu osób.

Najwyższy czas, by w Wielkiej Brytanii rozpoczęła się racjonalna debata na temat imigracji. Jednocześnie musimy pochylić się nad głębszymi przyczynami tak negatywnych nastrojów w społeczeństwie. Jednym z głównych powodów jest to, że nie buduje się mieszkań w rozsądnych cenach, co prowadzi do podwyższenia stawek na rynku nieruchomości. W tej sytuacji ludzie mają trudności z kupnem własnego lokum. W wielu osóbach, którym pogorszył się standard życia, buduje to błędne przekonanie, że zbyt wielu imigrantów przybywa do Wielkiej Brytanii.

Nie chciałbym być świadkiem upadku Unii Europejskiej, ale jest ona obecnie wyjątkowo krucha. Mam nadzieję, że nauczy się czegoś na swoich błędach i zrobi wszystko, co w jej władzy, by poprawić życie Europejczyków, którzy czują się zapomniani w obliczu postępującej globalizacji i integracji europejskiej. Tylko wtedy Europejczycy zrozumieją, że razem możemy realizować wspólne cele i budować lepsze relacje. Jednak jeśli Unia wciąż będzie lekceważyć obawy klasy pracującej, eurosceptycyzm nadal będzie dzielił kontynent.

---

Artykuł został opublikowany przez naszą ekipę lokalną Cafébabel Aarhus.

---

Nawet wspólne śpiewanie „Zostańmy razem” nie pomogło - Wielka Brytania przewagą 52% głosów zdecydowała się opuścić Unię Europejską. A oto, co o Brexicie piszą nasi autorzy.