„Brexit: the Movie” - witamy na planecie obcych

Artykuł opublikowany 3 czerwca 2016
Artykuł opublikowany 3 czerwca 2016

Dramatyczny ton i muzyka. Prezenter oznajmia poważnym głosem, że „my, naród” jesteśmy zastraszani i dręczeni po to, żebyśmy zrezygnowali z demokracji i wolności. Koniec świata zdaje się być blisko i w zasadzie czeka się tylko na chwilę, kiedy to Tom Cruise zjawi się na ekranie i obroni nas przed nacierającymi obcymi. Recenzja filmu „Brexit: The Movie”.

Świat się co prawda nie kończy, ale referendum w sprawie Brexitu jest tuż, tuż. Autorzy filmu Brexit: The Movie stara się za wszelką cenę nakreślić obraz złowrogich obcych, a w roli zbawcy zamiast Toma Cruise’a obsadzono w nim Wielką Brytanię. Oczywiście reżyserowi Martinowi Durkinowi wcale nie chodzi o to, by obiektywnie przedstawić sytuację – w filmie nie ukazano nikogo, kto byłby przeciwnikiem wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Zamiast tego pojawia się w nim nasz ulubiony przeciwnik UE, członek UKIP-u i europarlamentarzysta Nigel Farage, wściekli rybacy i brytyjscy posłowie, którzy z poważnymi minami wygaszają przed kamerą, że „to najważniejsza decyzja w naszym życiu”. Do tego dochodzą ujęcia rozgniewanych tłumów (skandujących i wymachujących pochodniami) i materiały, które mają ukazać, że UE jest nam zbędna.

Jakie jest oblicze Unii?

Reporter pokazuje ludziom w Brukseli (to zrozumiałe, w końcu Bruksela stanowi centrum UE) zdjęcia polityków europejskich, takich jak przewodniczący europarlamentu Martin Schulz czy przewodniczący Komisi Europejskiej Jean-Claude Juncker. A tu niespodzianka: nikt ich nie rozpoznaje. Pytanie, które się tu nasuwa jest jasne: jakie jest oblicze UE? Nikt tego nie wie. A skoro nikt nie zna czołowych przywódców, to jaką rację bytu ma cała ta organizacja w świetle demokracji? Ale z drugiej strony, czy przykładowo w Berlinie ktoś rozpoznałby niemieckiego ministra zdrowia Hermanna Gröhego, który w końcu jest osobą wybraną „przez lud”, jak to się ładnie ujmuje. Nieważne. Tym razem widzimy ujęcie na reportera, który ze zdumionym wyrazem twarzy przemierza korytarze budynków instytucji europejskich. Brytyjscy posłowie, których poproszono o rozmowę, wydają się zatroskani: UE nie jest niedemokratyczna, nie, nie, ona jest antydemokratyczna!

 „Brexit: The Movie”, który miał swoję premierę 10 maja, ukazuje Brytyjczyków jako bojowników o wolność, którzy w przeciwieństwie do innych członków UE, mężnie się bronią i walczą o swoje wartości. Brytyjczycy sprzeciwiają się „tym na górze”, „intelektualistom”, którzy nie traktują „nas” poważnie i którzy podejmują decyzje wcale się „nami” nie przejmując. To wręcz zabawne, kiedy kraj pokroju Wielkiej Brytanii nagle zaczyna przejmować się politykami, którzy sa odcięci od rzeczywistości. Zwłaszcza, że jest to kraj, w którym w obu izbach parlamentu jest pewna liczba osób, które mogą poszczycić się znacznym majątkiem albo tytułem szlacheckim. Czyż to bez znaczenia?

W Szwajcarii wszystko jest lepiej

Niezłej rozrywk i dostarcza też fakt, że w „Brexit: The Movie” tak bardzo uwidacznia się oburzenie dotyczące rolnictwa w UE. Protekcjonizm jest be! Precz z hektolitrami mleka i górami masła! Jak to szło? Ach tak, przez długi czas Wielka Brytania i Francj czerpały ogromne korzyści z dofinansowań UE na rozwój krajowego rolnictwa. Nieważne. Reporter zamiast zmierzyć się z faktami, woli wsiąść do pociągu do Zurychu, bo tam wszystko jest lepsze, ładniejsze, bogatsze. Dlaczego Szwajcarii tak się powodzi? Odpowiedź jest prosta: bo nie należy do UE! Przynajmniej tak to postrzega redaktor naczelny konserwatywnego pisma „Weltwoche” – Roger Köppel. Należy do Szwajcarskiej Partii Ludowej (SVP), która sprzeciwia się praktycznie wszystkiemu: imigrantom, muzułmanom, a przede wszystkim UE. Wydźwięk jest jasny: chcielibyśmy być jak Szwajcarzy.

Jednak przedtem wszyscy chcieli być Niemcami. W ich kraju miał miejsce „cud gospodarczy”, przemysł kwitł. I w tym miejscu „Brexit – The Movie” staje się naprawdę interesujący: zaczyna się w nim przedstawiać aspiracje, z którymi Wielka Brytania wstępowała do UE w latach 70. Motywowała ją perspektywa czegoś lepszego, wizja wspólnego rynku i brytyjskiej wersji „cudu gospodarczego”. Im większe oczekiwania, tym większe ryzyko rozczarowań. I dlatego „Brexit: The Movie” jest przede wszystkim filmem o kraju, który nie dostał tego, czego pragnął i zrzuca winę za niepowodzenia na innych. We want our money back!

Człowiek „unormowany”

 Film ma  jednak duży potencjał. Porusza ważne i słuszne tematy: brak demokracji w UE, niewielką siłę przebicia Parlamentu Europejskiego, rozdmuchaną biurokrację, anonimowość czołowych polityków Unii. Jednak ze względu na to, że wszystko jest ukazane w ten sam monotonny sposób, a sam film pełen udawanego zdumienia i szyderczego tonu („Ach, ta głupia UE, wprost nie mogę w to uwierzyć, że można być tak głupim”), film jawi się jako prostacki. W jednej ze scen zostaje pokazany człowiek „unormowany” i jeśli zwrócimy uwagę na co Unia nakłada normy (poczynając od szamponu, poprzez kawę, a kończąc na tosterze), to całość może się wydawać nawet zabawna. Jednak podsumowanie przypomina wizję apokalipsy: „Normy UE otaczają nas niczym niewidzialny drut kolczasty”. I choć na temat regulacji UE można długo dyskutować, ciężko sobie wyobrazić zwyczajnego obywatela, który będzie się nimi dręczył przy porannej kawie.

„Brexit: The Movie” jest komiczny i dostarcza niemało rozrywki. Mógłby nawet uchodzić za zabawną satyrę, gdyby nie to, że wszystko jest w nim na poważnie. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że idąc na referendum Brytyjczycy nie będą polegali tylko na tym filmie. Może pojawi się Tom Cruise i uratuje nas wszystkich przed Brexitem? A nie - przecież tym razem w roli czarnego charakteru występuje UE.

__

Brexit: the Movie – tu można obejrzeć pełną wersję filmu.

__

Choć w życiu nie ośmielilibyśmy się zacytować żadnego ze szlagierów Stachurskiego na łamach naszego magazynu, „Zostańmy razem” coraz głośniej rozbrzmiewa nam w głowach w miarę, jak zbliża się 23 czerwca – data referendum, podczas którego obywatele Zjednoczonego Królestwa zadecydują, czy chcą pozostać w UE. A oto, co o Brexicie piszą nasi autorzy.