Brytyjskie i irlandzkie pojęcie „bycia Europejczykiem”

Artykuł opublikowany 22 lutego 2012
Artykuł opublikowany 22 lutego 2012
Czy napięcia w Europie pomiędzy jej obywatelami naprawdę istnieją, czy też dotyczą wyłącznie polityków rozglądających się za kozłami ofiarnymi?

Satyrycy europejscy karmią się do syta pożywką, jakiej dostarczają im działania „Merkozy'ego”, czyli przywódców Niemiec i Francji – Angeli Merkel oraz Nicolasa Sarkozy'ego – przodujących w wysiłkach mających na celu stłamszenie eurokryzysu. Europejskie media ochoczo mieszają tę dwójkę z błotem, zapominając jednakże, że satyra wymaga głębszego przesłania. Rozmaite skupiska prawicowe w całej Europie zdają się być uparcie pogrążone w przekonaniu, jakoby każdy plan ekonomiczny był jedynie nieudolnie skrywanym spiskiem eurofederalistów przeciwko narodowej suwerenności. Ze swej niechęci do Unii i liderów politycznych z kontynentu znana jest zwłaszcza prasa irlandzka oraz brytyjska.

Wielka Brytania narzeka

Na Wyspach Brytyjskich postawy wobec naszych sąsiadów z kontynentu są bardzo zróżnicowane. Wielka Brytania przoduje w eurosceptycyzmie, który propaguje zdominowana przez tabloidy prasa. Brytyjczycy chętnie korzystają z przywilejów przynależności do UE, takich jak swoboda przemieszczania się pomiędzy krajami członkowskimi - wedle szacunków około milion wyspiarzy żyje w Hiszpanii. Nie podobają im się natomiast te regulacje, które postrzegają jako podkopujące suwerenność ich państwa. A ponieważ prasa często przekręca informacje dotyczące unijnych praw i dyrektyw, większość z nich jest właśnie jako takie odbierana. Unia Europejska ze swoimi biurokratami, instytucjami i liderami stała się wygodnym kozłem ofiarnym dla brytyjskich polityków, obwiniana o najróżniejsze problemy. Wielu komentatorów społecznych zauważa, że rząd brytyjski sprawia wrażenie, jakby próbował przekonać opinię publiczną, że wszystko byłoby w porządku – z punktu widzenia ekonomii – gdyby nie eurokryzys. Brytyjczycy kierują swą niechęć przeciwko nieodpowiedzialnym Grekom oraz protekcjonalnym Niemcom; konserwatywny rząd triumfuje, tabloidy skrupulatnie rozpowszechniają półprawdy „dowodzące” win Europy.

Irlandia – nie chcemy was tu, ale jakim prawem odchodzicie?

Irlandzkie media nie są co prawda aż tak zdecydowanie antyeuropejskie, jednak pośród narodu da się odczuć niechęć w stosunku do naszych europejskich sąsiadów - tak jakby to Europa była winna utracenia przez Irlandię statusu Zielonej Wyspy o prężnej ekonomii, a nie nasze lekkomyślne pożyczki i wydawanie ponad możliwości. Jako naród niegdyś skolonizowany wciąż niechętni jesteśmy wszystkiemu, co narzucane jest nam „z zewnątrz”. Dofinansowanie z UE i IMF podpada pod tę kategorię. Irlandia znana była z niechęci do niektórych ze swych europejskich sąsiadów jeszcze przed kryzysem finansowym. Przyzwyczajeni do roli emigrantów, mieszkańcy tej wyspy przeżyli niemały szok gdy role się odwróciły – i nagle miejsce, z którego przez stulecia Irlandczycy emigrowali, samo stało się celem emigracji. Brak multikulturowych doświadczeń w zderzeniu z gwałtownym napływem imigrantów z Europy Wschodniej po 2004 roku doprowadził do powstania nowych problemów społecznych; rasizm był powszechny i choć wielu imigrantów znalazło pracę i zintegrowało się z lokalną społecznością, niewątpliwie wielu innych było wykorzystywanych. Wraz z zahamowaniem irlandzkiej gospodarki większość przybyszów z Europy Wschodniej wróciła w swe rodzinne strony. Odezwała się klasyczna irlandzka zgryźliwość. W barach narzekano, że „zarabiali u nas, póki było dobrze, a gdy statek zaczął tonąć, zwinęli manatki”. I odwrotnie - ci imigranci, którzy pozostali w kraju, zostali z kolei oskarżeni o zajmowanie miejsc pracy „należnych” Irlandczykom.

To powiedziawszy...

Oczywiście nie można obarczać mediów całą winą za stan rzeczy. Jest wielu, według których brytyjska i irlandzka prasa tak naprawdę nie oddają w pełni negatywnego nastawienia opinii publicznej do Unii Europejskiej (raczej nie są to czytelnicy The Daily Mailoto przykład artykułu nt. UE). „Brytyjczycy są o wiele bardziej eurosceptyczni niż prasa” - twierdzi Robert Oulds, prezes think-tanku The Bruges Group. W gruncie rzeczy Wielkiej Brytanii i Irlandii podoba się bycie częścią Europy. Lubimy spędzać weekendy w Wiedniu czy Budapeszcie, wakacje w Prowansji czy Alicante. Lubimy kupować tani alkohol i papierosy w Polsce, zaś męskiej części populacji podoba się desant pięknych Słowianek na nasze ziemie. Zdajemy sobie sprawę, że różnice pomiędzy obywatelami Europy są w najgorszym wypadku powierzchowne. Lubimy być częścią Europy i choć nie mamy pojęcia, dlaczego dajecie sobie całusy, zamiast przywitać się uściskiem dłoni jak normalni ludzie, lubimy was, Europejczycy.

Fot.:  główna i Katalonia:  (cc) Birdyphage/ Nicolas Loiseau/ flickr