Budapeszt-Küstendorf: Road trip do kraju Kusturicy!

Artykuł opublikowany 17 marca 2011
Artykuł opublikowany 17 marca 2011
Czyli jak znalazłam się w głębi Serbii zablokowana w połowie stycznia na szczycie ośnieżonego wzgórza, pijąc gorącą rakiję wraz z samym inżynierem Kusturicy.

Küstendorf, geneza

Dwa miesiące temu poznałam Ginę Rubik, młodą muzyk i aktorkę, Węgierkę pochodzenia cygańskiego, próbującą swoich sił artystycznych we wszystkich zakątkach świata, poczynając od Stanów Zjednoczonych poprzez Bułgarię, Pakistan i Macedonię. Ta specjalistka od cygańskich śpiewów oraz sufizmu doprowadziła mnie aż za kulisy Pałacu Sztuk po to, by pozdrowić swoją ekskoleżankę ze śpiewu, Natachę Atlas. Byłam równie  zafascynowana jej wszechstronnymi znajomościami w świecie muzyki, co albumem zdjęć z fotografią jej irlandzkiego dziadka na tle starego wozu, a także jej doświadczeniem związanym z pakistańskim studio telewizyjnym, gdzie wcześniej pracowała. Jako dziennikarka głodna wiedzy o Środkowej i Wschodniej Europie oraz kulturze indyjskiej podzieliłam się z nią moimi planami związanymi z filmami dokumentalnymi dotyczącymi „utopijnych miast”, czyli miejsc zaplanowanych, wymarzonych i wyśnionych tak, by były perfekcyjne. Opowiedziałam jej o Küstendorf, tradycyjnym miasteczku skonstruowanym przez serbskiego reżysera Emira Kusturicę na potrzeby filmu Życie jest cudem. Gina miała już okazję poznać Emira Kusturicę i jego królestwo, co więcej miała nadzieję tam wrócić z okazji Międzynarodowego Festiwalu Filmu i Muzyki, który ma miejsce każdego roku w styczniu. Wystarczyło tylko kupić bilet na nocny pociąg za śmieszną cenę (29 euro tam i z powrotem Budapeszt-Belgrad), aby sfinalizować pomysł.

Guru Gina i DJ pozitiva

Czwartego stycznia, w dzień naszego wyjazdu, „Guru Gina” oznajmia mi, że Beata – której jeszcze nie znam – wybiera się z nami. Im więcej, tym weselej, zwłaszcza gdy trzeba czekać godzinę na granicy lub spać na siedzeniach, które ledwo się rozkładają. Beata mogłaby być moją matką, ale z wyglądu dałabym jej trzydziestkę. Pod pseudonimem DJ Beata pozitiva od dwunastu lat prowadzi audycję dla jednej z najbardziej znanych węgierskich stacji radiowych Tilos radio. Ta specjalistka od muzyki punkowej, profesjonalna aktorka angielsko-węgiersko-austriacka zna kluby w Budapeszcie tak samo dobrze, jak i wiedeńskie undergroundowe parkiety taneczne.

Pakistańska pop-star i serbska gościnność

głowa i serce rodzinyNasza wybuchowa ekipa wydaje się być gotowa na wszelakie przygody... Nie unikniemy jednak przeszkód związanych z takim rodzajem wypraw donikąd. Beata po ciężkim tygodniu pracy traci całkowicie zapał do improwizowanych wypraw. Siły całkowicie ją opuszczają w wieczór naszego przyjazdu (po czternastu godzinach jazdy pociągiem, busem i taksówką zaśnieżonymi, nieprzejezdnymi drogami). Hotel Küstendorf jest całkowicie zapełniony. Beata musi spędzić noc u gospodarzy w Mecavnik. Musi też dzielić nieogrzany pokój a także wszystko inne z innymi gośćmi. Gina, która mieszkała cztery lata w Pakistanie, patrzy na wszystko głównie przez pryzmat kultury „krajów czystych” oraz Atifa Aslama, piosenkarza i gwiazdy muzyki pop z Indii, swojego idola i bliskiego przyjaciela, którego biografię będziemy znać dzięki niej na pamięć pod koniec naszego pobytu. Jestem też ja, obsesyjnie myśląca o pociągu powrotnym, na który nie mogę się spóźnić, ponieważ obiecałam towarzyszyć szwajcarskiej dziennikarce w drodze do Budapesztu w niedzielę dziewiątego stycznia rano.

Na szczęście są jeszcze nasi gospodarze! Dragana i jej rodzina przyjęli nas z otwartymi ramionami (bez względu na skromne warunki życia) w swoim drewnianym domku położonym w dolinie, dwadzieścia minut od obszaru festiwalowego. Ta wesoła, wielopokoleniowa rodzina ma w zwyczaju spędzać weekendy w Mokrej Gorze, w towarzystwie „baby”, babci która mówi dialektem i śpiewa stare piosenki, dziergając parę skarpet.

„Serbia, little work, lots of drink and lots of music!”

Poznajemy serbską gościnność w pełnym tego słowa znaczeniu. Pijemy rakiję (mocny, bałkański alkohol), uczestniczymy w niespodziewanej wizycie wiejskiego sąsiada, kiczowatej pop-paradzie, ortodoksyjnych Świętach, kosztujemy pysznej domowej kuchni a także śpiewamy piosenki przy akompaniamencie akordeonu. Dragana oraz jej znajomi i kuzyni w naszym wieku mówią po angielsku, więc mamy okazję porozmawiać o Serbii, Kusturicy i festiwalu Küstendorf – w którym także uczestniczą. Młodzi Serbowie doceniają dzieła tego reżysera nagradzane na całym świecie, jednak zarzucają mu coraz większą komercjalizację i wolą filmy innych serbskich twórców, tych mniej znanych, które ukazują lepiej realia ich ojczystego kraju.

Zanurzenie kompletne w serbskiej rzeczywistości, przedłużone rozmowami z naszymi dwoma kierowcami, następuje podczas powrotu autostopem z Mokrej Gory do Cacak. Milos, który pracuje w mieście Užice (miejsce bardzo zanieczyszczone, centrum administracyjne i ekonomiczne zachodniej części Serbii) informuje nas, że mieszkańcy wsi nie postrzegają pozytywnie pomysłu na rozwój parku Sarga Mokra Gora pod przewodnictwem Emira Kusturicy, ale doceniają jego wkład w rozwój turystyki w tym miejscu. W Belgradzie Ivan przejmuje rolę Milosa. Ten trzydziestolatek, fan muzyki techno i Festiwalu Trąbek Guca podsumowuje najlepiej jak tylko można atmosferę Serbii: „Serbia, little work, lots of drink and lots of music!” 

Fot. główne(cc)pite/flickr ; w tekście: ©Hélène Bienvenu