Bunt przeciw neoliberalnym uczelniom wyższym

Artykuł opublikowany 8 kwietnia 2015
Artykuł opublikowany 8 kwietnia 2015

Europejskie szkolnictwo wyższe staje się coraz bardziej urynkowione. Uniwersytety przypominają już bardziej ośrodki zysku niż edukacji. Jednak ostatnie wydarzenia na uniwersytetach w Anglii oraz Holandii pokazują, że studenci wzbraniają się przed falą biurokracji.

W Anglii głośno było o dwóch dużych inicjatywach studenckich. Pierwsza miała miejsce w 2012 roku (zbiegła się w czasie z demonstracjami Occupy Wall Street). Grupa studentów z Uniwersytetu w Warwick w Anglii zorganizowala swój własny protest na trawniku przed Senate House (siedzibą władz administracyjnych uniwersytetu), gdzie postawiono namiot, a kilku absolwentów z praktycznie każdego wydziału zgodziło się wygłaszać publiczne przemówienia na różnorodne tematy: począwszy od marksizmu, na poezji kończąc.

Odpowiedź pracowników ochrony uniwersytetu była połączeniem paternalizmu i konsternacji – nie wiedząc, co się naprawdę dzieje, pili biernie herbatę w swoich mundurach z poliestru. Dwa lata wcześniej podobna grupa studentów siedziała przy wejściu do tego samego budynku cicho omawiając krajową demonstrację zorganizowaną dzień wcześniej.

Ci sami pracownicy ochrony podjechali wówczas w specjalnie przystosowanych lakierowanych samochodach z syrenami, tłumacząc, że policja została wezwana do oddzielnego incydentu, a zatem nikt nie jest zaniepokojony. Chwilę później zjawiła się wspomniana policja i bez żadnego wyjaśnienia zaczęła popychać studentów, rozpylając w ich stronę gaz pieprzowy i wymachując paralizatorami nad ich głowami.

Incydent pomiedzy protestującymi i policją (YouTube)

Jednak żadne z tych wydarzeń w pełni nie oddaje obrazu sytuacji, w jakiej znajdują się uczelnie wyższe od czasu, gdy w 2010 roku koalicja rządowa potroiła wysokość czesnego. Są one jedynie objawem poważniejszych konsekwencji tej podwyżki oraz wzmożonego urynkowienia wyższej edukacji w Europie.

Pomimo obietnic „stawiania studentów w centrum systemu" szkolnictwa w Anglii, okazało się, że są oni tylko lunatykującymi odbiorcami wykładów o biznesie oraz błyszczącymi produktami i smakowitymi stażystami na linii produkcyjnej zadłużonych przedsiębiorstw.

Edukacja dla zysku?

Ironią jest to, że rząd brytyjski odniósł niewątpliwy sukces polityczny w tworzeniu uniwersytetów na podobieństwo globalnych korporacji. Wielka Brytania, a głównie angielskie uniwersytety, są niczym brytyjskie przedsiębiorstwa. Wyskokość wynagrodzenia dla kadry kierowniczej rośnie z roku na rok, a warunki zatrudnienia nauczycieli stają się coraz mniej stabilne.

O stanowiskach publicznych pisze Marina Warner, która doskonale ukazuje rozbieżność pomiędzy ilością posad dla nowych urzędników i dyrektorów, oskarżonych o cięcia kosztów, a praktycznie nieistniejącymi już stanowiskami dla naukowców z doktoratem, którzy niedawno ukończyli studia. Rozwkit takich funkcji jak zastępca sekretarza czy kierownik podsekretariatu ds. studentów nie powinien być postrzegany jako porażka urynkowienia, lecz jego szczyt.

Zamiłowanie do rywalizacji wśród zupełnie różnych dyscyplin i poszukiwanie zysku nawet w najbardziej abstrakcyjnych czy ograniczonych badaniach (czego dzisiejszych przedsiębiorców ma nauczyć filozofia sztuki romantyzmu?) wymagają wyjątkowo kosztownego utrzymania despotycznej wizji na przyszłość.

Antropolog londyńskiej LSE David Graeber uderza w samo sedno twierdząc, ze koszmar biurokracji neoliberalizmu ma dziś więcej wspólnego ze stalinizmem niż z wyidealizowanym kapitalizmem. Przykładowo - Uniwersytet w Warwick ma swoja własną tajemną policję!

Co zatem ze studentami, którzy nie chcą spędzić swojego życia w piekle bezpłatnych staży oraz gospodarce umiejętności uniwersalnych? Porażka angielskiego ruchu studenckiego z roku 2010, zorganizowanego przez namiastkę Krajowego Związku Studenckiego (NUS), doprowadziła do pewnej introspekcji. Młodzi ludzie poczuli, że chcą widzieć coś więcej nż tylko taktyki odziedziczone po NUS, którego członkowie wciąż utrzymują, że wygłoszenie jednego przemówienia więcej załatwi nawet najtrudniejszą sprawę.

Inspirując się zwycięstwami stowarzyszenia CLASSE z Quebecu, nowe ruchy studenckie, na przykład te z Warwick, Sussex i LSE w Anglii czy z Uniwersytetu Amsterdamskiego w Holandii, przystosowały się do uczelni neoliberalnych, których władze są odporne na krytykę.

Nie znaczy to jednak, że dyskusja i spór są nieważne. Należy raczej interpretować to w ten sposób, że wartości oświecenia mogą zostać zniszczone przez system, który narzuca studentom rolę bezmyślnych konsumentów.

Nowa strategia przeciwko urynkowieniu wyższej edukacji

Upowszechniające się wciąż w Europie zawody zmieniły swoją „strategię”. Ruchy takie jak Occupy Wall Street (OWS), obejmujące szeroki zakres problemów, są zastępowane działaniami protestujących, które sugerują, że warunki dla funkcjonowania uniwersytetu opartego na swobodnej wymianie myśli już istnieją.

To wyjaśnia dlaczego grupy takie jak Warwick for Free Education oraz studenci okupujący Uniwersytet w Amsterdamie wybrali miejsca, które chcą odzyskać – nie tylko ze względu na ich wartość symboliczną, ale także dlatego, że są one związane z rzeczywistym funkcjonowaniem samego uniwersytetu. Przykładowo, budynek nauk humanistycznych który dzisiaj „zamieszkują„ protestujący studenci z Amsterdamu miał być przekształcony w luksusowy kompleks hotelowy. Ostatecznie został jednak odzyskany na rzecz „nowego uniwersytetu".

Władze uniwersytetu w Senate House w Warwick w podobny sposób sprostali wyzwaniom, które niosą te zmiany. Chodzi tu nie o politykę wyrażania sprzeciwu, ale o umiejętność mówienia poprzez działąnie. Te miejsca są nie tyle symboliczne, co „owocne” - owocne w nowe doświadczenia nauczania i uczenia się, ale także w solidarność i wsparcie wśród studentów, nauczycieli oraz tzw. pracowników dorywczych, bez których uniwersytet po prostu nie funkcjonuje.

Dla wicerektora Warwick, który ma własnego szofera, mogą oni być „prymitywami", ale dla wszystkich innych to bohaterowie.