Burj-uazja: z życia dubajskich wyższych sfer

Artykuł opublikowany 23 września 2007
opublikowano w społeczności
Artykuł opublikowany 23 września 2007
Dubaj jest jedynym miejscem na świecie, w którym znajduje się siedmiogwiazdkowy hotel. I w którym mieszkają ludzie, których na niego stać. Podczas gdy gdziekoliwiek indziej „nie wszystko złoto co się świeci“, w luksusowej Royal Suite w hotelu Burj Al-Arab, tym właśnie najbardziej eleganckim hotelu świata – wszystko co się świeci jest rzeczywiście złote.
Przepych i elegancja jest nie mniejsza w eksluzywnych klubach Dubaju. Chociaż od czasu i czasu nawet i burj-uazja stara wtopić się w tłum… Pozwólcie, że opowiem wam o wydarzeniach ostatnich kilku dni – poczynając od wizyty w hotelu Burj, przez noc w lokalu Club 400, kończąc na rozmowie z całkowicie nieznaną mi dziewczyną.

Ten Burj

Burj zdecydowanie byl warty zainwestowanych weń 650 milionów dolarów. Zapiera dech w piersiach – pól jacht, pół siedziba w stylu science fiction – olbrzymia latarnia wznosząca się nad turkusowym morzem. Nie skrzy co prawda w słońcu, jak jest to zawsze ukazane na pocztówkach i zdjęciach w katalogach turystycznych – jest otoczony pomarańczowawą mgiełką piasku przynoszonego wiatrem z Arabii Saudyjskiej.

Wchodząc do przestronnego lobby jest się lekko zawiedzionym. Aż chciałoby się zaśpiewać sobie pod nosem tekst piosenki Aqua’y pt. „Barbie Girl“: „Made of plastic – It’s fantastic“. Rzecz jasna z lekką nutą ironi – na pierwszy rzut oka zbyt kolorowy wystrój wnętrza wcale nie jest aż taki znowu fantastyczny. Ale gdy wysiądzie się w koncu z windy na 15 piętrze i spojrzy w dół efekt jest na prawdę imponujący: perfekcyjnie dobrane kolory tworzą idealną mozaikę:

The Burj Miałam niesłychany zaszczyt odwiedzić również najdroższy pokój, lub raczej kompleks pokojowy, Royal Suite (nie jest ona udostępniana turystom, ale na szczęście mam wielu przjaciół i przyjaciół moich przyjaciół). To, że rezydencja nie jest częścią normalnego zwiedzania hotelu nie jest zresztą zaskakujące, ten pokój o powierzchni 780m2 jest zarezerwowany przez większość roku. Członkowie saudyjskiej rodziny królewskiej i biznesmeni i książęta z regionu lekką ręką wydają 25,000 petrodolarów by otaczać się luksusem nawet w podróży. Obracające się łóżko po męskiej stronie rezydencji (w zależności od tego, czy chcemy oglądać telewizję, czy widok przez okno), wanna wielkości Jacuzzi czy olbrzymie lustro, wygodnie usytuowane ponad damskim łóżkiem, to tylko kilka powodów, dla których warto zastanowić się nad rezerwacją.

The Bed

The Royal Bathtub

Mirror over the lady's bed...

Burj-uazja idzie się bawić: Club 400

Opisany przez magazyn „Time Out“ (publikację, która wyjaśnia „Co? Gdzie? Jak? i Kiedy?“ w Dubaju) jako „super ekskluzywne miejsce spędzania czasu dla bogatych i sławnych, którzy przychodzą tam ‚pokazać się‘“, Club 400 jest rzeczywiście jednym z najładniejszych klubów, które kiedykolwiek odwiedziłam. Mój ‚lokalny‘ znajomy wziął mnie tutaj pewnego czwartkowego wieczora. Nie musiałam nawet czekać w kolejce dla VIPów – po prostu przeszłam przez bramki. Jak widać są jeszcze super-VIPy, czyli ludzie, którzy są jeszcze ważniejsi niż „bardzo ważne osoby“ ;-)

Doskonale spędziliśmy czas, a szampan lał się strumieniami – dosłownie: chłopcy postanowili zabawic sie w śmingusa-dyngusa pięciolitrową butelką. Najciekawsze w klubie było to, że wszystkie butelki przynoszone do stołów VIP zjawialy sie na sali, gdy ucichła głośna klubowa muzyka, a z głośników unosiły się fanfary. Może się to wydawać niesamowitą głupotą i niesłychaną pochwałą materializmu, ale – naprawdę czujesz się jak ktos wyjątkowy.

Muzyka - dobry, radosny mix najnowszych hitów house i RnB, bardzo przypomina tą graną w Europejskich klubach. Europejczycy (jak również zresztą i Amerykanie) mogliby jednak przyjąć niektóre zasady lokalnej etykiety.

Zasada numer 1: Szanowne panie, w jeansach nie można. Wygląda się w nich w dubajskich klubach tanio i nieelegancko. Proponuję raczej sukienki z firmy Gucci lub Armani. Lub podobne ;-)

Zasada numer 2: Nie ma tańca przypominającego seks na parkiecie ani obcałowywania się po kątach. Od razu przyjemniej się imprezuje, gdy nie trzeba w każdej chwili oglądać się za siebie w strachu, że ktoś się do ciebie z tyłu „przyklei“.

Zasada numer 3: Kobiety nie płacą, mężczyźni owszem. Ktokolwiek powiedział mi, że Dubaj jest drogim miastem, musiał mieć na myśli, że „Dubaj jest miastem drogim dla mężczyzn“. W tej konkretnej sytuacji byłam z bardzo hojnymi i gościnnymi znajomymi, ale ogólnie rzecz biorąc Dubaj jest miastem bardzo przyjaznym klubowiczkom. Za wejście do klubów kobiety nie muszą płacić, a w większości miejsc mogą nawet pić za darmo przez całą noc. I nie mówię tu o kieliszkach darmowej taniej wódki – chodzi mi o pełen wybór eleganckich koktaili. Raj na ziemi.

Serdecznie dziękuję mojemu przemiłemu gospodarzowi, koledze mojej koleżanki za to, że pokazał mi to miejsce i odwiózł mnie do domu wyprodukowanym na specjalne zamówienie czarnym eleganckim SUVem z silnikiem samochodu wyścigowego Dodge Viper (nazywanego również ‚latającym vanem‘). Było przemiło. Świetnie się bawiłam. Zasmakowałam arabskiej gościności, a impreza ta oficjalnie przywitała mnie w Stolicy Arabskiego Życia Nocnego.

Dyskretna arystokracja

Fanscynujących ludzi można, jak się okazuje, poznać również w kolejce na festiwal piwa w barze Irish Village. Usłyszawszy, że stojąca obok mnie dziewczyna płynnie rozmawia z kims po francusku przez telefon, rozpoczęłam z nią rozmowę, która już wkrótce okazała się nad wyraz interesująca. Dziewczyna mieszkała bowiem kilka lat temu w Arabii Saudyjskiej, gdzie jej mama udzielała lekcji angielskiego kobietom należącym do saudyjskiej rodziny królewskiej. Fascynujące. Ale nawet bardziej interesujące jest to, że po chwili rozmowy na temat luksusowego stylu życia dubajskich elit zagadnęla do mnie: „Przede mną widzisz grupę ludzi, to moi znajomi. Jeden z nich jest członkiem jednej z pięciu najbardziej wpływowych rodzin w Emiratach. Nie lubi on luksusów tak typowych dla stulu życia jego otoczenia. I jest jednym z dwudziestki potomków – nie czuje się przez to nikim wyjątkowym“.

To stwierdzenie skłoniło mnie do głębszego zastanowienia nad tym, co osobiście sądzę o Dubaju. Dubaj jest uważany za miasto pozbawione duszy. Ale nie wydaje mi się on jednak miastem zupełnie bezdusznym, pomimo tego, że jest plastikowy, szklany i złoty. Owszem, ma duszę, skrupulatnie ukrytą pod warstwą sztucznego uśmiechu, makijażu i eleganckich ubrań, której –jak dobra aktorka udzielająca publicznego wywiadu– Dubaj nie lubi pokazywać byle komu.