Buu-tin. Rosyjski premier wygwizdany

Artykuł opublikowany 1 grudnia 2011
Artykuł opublikowany 1 grudnia 2011
Mimo, że wciąż cieszy się zaskakująco wysokim poparciem (oficjalnie wynosi ono  61 procent), życie Putina wcale nie wygląda różowo. 20 listopada br. ten faworyt zbliżających się wyborów prezydenckich doświadczył pierwszego w historii publicznego wygwizdania. Czyżby Rosja zdała sobie sprawę, że nadszedł czas na ten historyczny „pierwszy raz”? A może to buczenie to najzwyklejszy przypadek?

Walka została zakończona. Podczas gdy zwycięski atleta stoi już na scenie, publiczność oczekuje na przybycie polityka. Do mikrofonu podchodzi niewysoka, ale z to jakże znacząca postać. Nagle wśród widowni zapada cisza jak makiem zasiał. W miarę jak wypowiada swoje pierwsze słowa, z widowni dochodzą zdecydowanie bardziej dominujące głosy. Gwizdy i buczenie, które rodzą się w jednej części sali, rozprzestrzeniają  się na resztę widowni w mgnieniu oka. Przemawiającego ogarnia przerażenie, jednak szybko udaje mu się opanować emocje. Jakim prawem ktoś ośmielił się go wygwizdać?

To nie jest wcale scena rodem ze starożytnego Rzymu. To  współczesna Moskwa, w której 20 listopada 2011 roku, faworyt w nadchodzących wyborach prezydenckich – Władimir Putin – przeżył swoje pierwsze publiczne upokorzenie. Jakby tego było mało, wydarzenie to miało miejsce po zakończeniu zawodów MMA, dziedzinie sportu, w której Putin miałby wiele do pokazania. Czyżby nastał czas, kiedy to przeciwnicy polityka - których do tej pory spotykały poważne reperkusje – odważyli się jasno wyrazić swój sprzeciw wobec wszechwładnego polityka?

Oto co chciałaby zasugerować rosyjska opozycja wraz z dziennikarzami z całego świata. Wiele osób uznało to wydarzenie za moment zwrotny, który odmieni przyszłość partii Putina – Jednej Rosji. Aleksiej Nawalny, jeden z najbardziej znanych rosyjskich aktywistów antykremlowskich,  stwierdził wręcz, że incydent ten ma tak wielkie znaczenie (informacja o zajściu dotarła już do bardzo szerokiego grona Rosjan – od najmłodszych po najstarszych), że możemy mówić o końcu pewnej ery w historii Rosji. W przeciągu niecałej doby od wydarzenia, nieocenzurowane wideo zamieszczone na Youtubie obejrzano ponad 500 000 razy. Rosyjska przeglądarka internetowa „Yandex” zarejestrowała, że najczęściej wpisywanym hasłem okazało się być: „Putin wygwizdany”. W ostatnich miesiącach internet stał się prawdziwą wylęgarnią krytyki skierowanej w stronę Kremla, ale to dopiero fakt publicznego wygwizdania, które miało miejsce po zakończeniu walki MMA, zyskało rangę pierwszego, bezpośredniego ataku szkalującego osobę Putina. 

Poplecznicy Putina z trudem znajdują wytłumaczenie zachowania widowni. Podczas gdy jedni czują się zniesmaczeni, inni uznali buczenie za przejaw czystej głupoty. Nie brakuje tych, którzy z całą pewnością twierdzą, że gwizdanie publiczności nie było wcale krytyką skierowaną w stronę polityka, ale dotyczyło amerykańskiego zawodnika – Jeffa Monsona. Wydarzenia tego nie zobaczymy w rosyjskiej telewizji, gdyż ta zdecydowała się wyciąć ten kawałek transmisji. Jeszcze inna sugestia padła z ust pro-kremlowskiego aktywisty, członka organizacji „Nasi”, który ogłosił na swoim blogu, że buczenie to było tak naprawdę wołaniem o pomoc osób, które zatrzasnęły się w toalecie. Tę reakcję śmiało można przyrównać do przypadku Sejana, zaufanego Tyberiusza, który  za wszelką cenę chciał uchronić  starzejącego się cesarza od głosów niezadowolenia ludu.  Mimo, że obydwie historie różnią się stanowczo zakończeniem (Sejan został w końcu aresztowany i stracony na wyraźne polecenie Tyberiusza), epizod ten bez wątpliwości nauczył nas jednego: głos narodu rosyjskiego nie jest już ignorowany.

Fot.: (cc) Osipovva/ Flickr