Casablanka: kultura kwitnie w rzeźni

Artykuł opublikowany 7 lipca 2014
Artykuł opublikowany 7 lipca 2014

W Casablance niegdysiejsze rzeź­nie stały się mekką ar­ty­stów, któ­rzy po­sta­no­wi­li uczy­nić z nich twór­czą prze­strzeń dla każ­de­go ro­dza­ju sztu­ki i gu­stów. Re­ali­za­cja pro­jek­tu zna­la­zła się jednak pod zna­kiem za­py­ta­nia z po­wo­du braku fi­nan­so­wa­nia ze stro­ny mia­sta. Re­por­taż z targanej problemami ma­ro­kań­skiej fa­bry­ki ar­ty­stów.

Ko­lo­ro­we graf­fi­ti na ścia­nach daw­nych ka­sa­blań­skich uboj­ni wy­krzy­ku­ją cały cha­rak­ter tego miej­sca, po­ło­żo­ne­go w sercu po­pu­lar­nej dziel­ni­cy Hay Mo­ham­me­di. Zza jed­nej z by­łych staj­ni, gdzie mło­dzi ludzie z za­pa­łem pra­cu­ją nad dużą me­ta­lo­wą struk­tu­rą, do­cho­dzą od­gło­sy cięcia że­la­za piłami elek­trycz­nymi. Oto Co­lo­ko­lo, ra­do­sna cyr­ko­wa grupa ar­ty­stycz­na wy­kań­cza­ją­ca wła­śnie ladę ka­wiar­nia­ną, ma­ją­cą po­słu­żyć im za ele­ment sce­no­gra­fii do spek­ta­klu. W ich „la­bo­ra­to­rium”, czyli skła­dzie prze­ro­bio­nym za po­mo­cą tego, co było pod ręką, „cyr­kow­­cy” re­lak­su­ją się w ki­no­wych fo­te­lach w przerwach po­mię­dzy wy­stę­pa­mi na sce­nie. Spod wąsa sty­li­zo­wa­ne­go na Za­pa­tę, Sno­opy wy­ja­śnia swoje przy­wią­za­nie do tego miej­sca, które sta­no­wi dla niego śro­dek umoż­li­wia­ją­cy roz­wój i po­pu­la­ry­za­cję sztu­ki cyr­ko­wej w Ma­ro­ku: „To je­dy­ne miej­sce pozwalające na wy­ra­że­nie sie­bie. Można tu robić wiele rze­czy: ćwi­czyć akro­ba­cje czy przy­go­to­wy­wać de­ko­ra­cje – czyli to, co jest nie­moż­li­we do zro­bie­nia na ulicy czy w ka­wiar­niach”.  

WAL­CZY­MY JUŻ OD LAt, jednak BEZ­OWOC­NIE

Rzeź­nie cią­gną­ce się na kil­ka­na­ście hek­ta­rów za­prze­sta­ły funk­cjo­no­wa­nia w 2002 roku, zaraz po ich odkażeniu. Po­kaź­ne bu­dyn­ki z lat 20. stały się wtedy obiektem pożądania agen­cji nie­ru­cho­mo­ści. Jed­nak tylko dzię­ki za­wzię­to­ści ar­ty­stów i in­nych ka­sa­blań­skich dzia­ła­czy kul­tu­ro­wych w 2009 roku do­ko­na­no trans­for­ma­cji tych bu­dyn­ków. Od tego czasu sto­wa­rzy­sze­nia two­rzą­ce obec­nie ko­lek­tyw Fa­bry­ka Kul­tu­ral­na Sta­rych Ka­sa­blań­skich Uboj­ni spra­wia­ją, że to miej­sce tętni ży­ciem, or­ga­ni­zu­jąc re­gu­lar­nie fe­sti­wa­le i po­dej­mu­jąc inne roz­ryw­ko­we ini­cja­ty­wy. Mimo wszyst­ko ze­spół zmaga się z ure­gu­lo­wa­niem kwe­stii uzna­nia tego miej­sca za prze­strzeń sprzy­ja­ją­cą roz­wo­jo­wi sztu­ki ma­ro­kań­skiej.

Wła­dze mia­sta, do któ­rych na­le­żą owe nie­ru­cho­mo­ści, rzu­ca­ją kłody pod nogi tym, któ­rzy chcie­li­by nadal in­we­sto­wać w tę ini­cja­ty­wę, wy­cho­dzą­cą naprze­ciw roz­wo­jo­wi kul­tu­ral­ne­mu całej Ka­sa­blan­ki. Miasto nie uzna­je ist­nie­nia ze­spo­łu samej Fa­bry­ki Kul­tu­ral­nej, jednak ze­zwa­la na or­ga­ni­za­cję wy­da­rzeń dzię­ki po­ro­zu­mie­niu pod­pi­sa­ne­go z jego człon­ka­mi – sto­wa­rzy­sze­niem ochro­ny dzie­dzic­twa Ca­sa­me­mo­ire, które z kolei pełni rolę łącznika po­mię­dzy ze­spo­łem a mia­stem. Na mocy ostat­nie po­ro­zu­mie­ni, aktywistom przyznano mi­lion dir­ha­mów (około 90 000 euro) na roczną działalność. „Nie mamy moż­li­wo­ści spła­ca­nia na­gro­ma­dzo­nych dłu­gów, nie mó­wiąc już o za­pew­nie­niu środ­ków na przy­szłość. W ciągu roku mo­że­my zde­cy­do­wać się na za­le­d­wie jeden pro­jekt ar­ty­stycz­ny” - skar­ży się Ab­der­ra­him Kas­sou, jeden z ko­or­dy­na­to­rów ze­spo­łu. Inni za­an­ga­żo­wa­ni w pro­jekt nie kryją swo­jej iry­ta­cji. "To po­chła­nia wiele ener­gii. Wal­czy­my od tylu lat i cią­gle bez re­zul­ta­tu, już mamy tego dość” - do­rzu­ca Mo­ma­med Mer­ha­ri, „Momo”, jeden z or­ga­ni­za­to­rów fe­sti­wa­lu „Tram­po­li­ny”, który pro­mu­je mło­dych ma­ro­kań­skich ar­ty­stów.

Eklektyczne ruiny

Pod wzglę­dem ar­ty­stycz­nym ze­spół stara się osią­gnąć wyż­szy po­ziom za­awan­so­wa­nia. „Na­le­ży teraz zbu­do­wać okre­ślo­ną in­fra­struk­tu­rę, aby za­pew­nić wy­so­ki po­ziom ar­ty­stycz­ny re­ali­zo­wa­nych przedsięwzieć. Mamy wiele za­py­tań od­no­śnie miej­sca za­kwa­te­ro­wa­nia na­szych ar­ty­stów, jed­nak obecnie mo­że­my za­pew­nić im tylko kem­ping” - żali się Ab­der­ra­him Kas­sou. By artyści moglikon­ty­nu­ować swą dzia­łal­ność, same bu­dyn­ki także muszą nadawać się do użytku. Część popada już w ruinę, a do­stęp do ko­lej­nych jest ogra­ni­cza­ny z po­wo­dów bez­pie­czeń­stwa.  

W Ba­twa­rze spotykamy mło­dych skej­te­rów, mu­zy­ków ćwi­czą­cy w ka­bi­nach, podziwiamy przed­sta­wie­nia tańca współ­cze­sne­go – wszyst­kiego doświadczamy w ciągu jed­ne­go dnia, snu­jąc się po­śród nie­zliczonych bu­dyn­ków. Interakcja sztu­ki i wi­dow­ni stała się zna­kiem rozpoznawczym Fa­bry­ki. Jed­nak wspo­mnie­nie daw­nej świet­no­ści rzeź­ni zdaje się na­le­żeć do prze­szło­ści, gdyż ich przy­szłość jest nieco bar­dziej hi­po­te­tycz­na. Or­ga­ni­za­cja wydarzenia „Tran­cul­tu­rel­les” w 2009 roku - in­au­gu­ra­cji uno­wo­cze­śnia­nia sta­rych uboj­ni - wryło się w pa­mięć tutejszej społeczności. „To było nie­sa­mo­wi­te. Wy­da­rze­nie po­ka­za­ło pełen wy­miar siły tego ro­dza­ju ini­cja­tyw – two­rze­nia sy­ner­gii po­mię­dzy wie­lo­ma ro­dza­ja­mi sztu­ki. Wzię­li w nim udział in­te­lek­tu­ali­ści, po­ja­wi­li się zarówno lu­dzie za­moż­ni, jak i bied­ni. De­mo­kra­ty­za­cja kul­tu­ry jest jedną z idei roz­wo­ju propagowanych przez Fabrykę. To dało nam dawkę na­tchnie­nia, jed­nak zaledwie jednorazową” - tłumaczy Fatna El­bo­uih, człon­ki­ni ze­spo­łu.  

Fatna po­ma­ga w re­ali­za­cji fil­mów krót­ko­me­tra­żo­wych krę­co­nych na miej­scu. To „fa­bry­ka ama­tor­skich fil­mów” re­ży­se­ra Mi­che­la Gon­dry'ego, która oży­wia serce ini­cja­ty­wy. Fran­cu­ski re­ży­ser uzna­ny w świe­cie ki­ne­ma­to­gra­fii tam wła­śnie umiej­sco­wił swój sprzęt i de­ko­ra­cje. Mło­dzi nie mają już ma­te­ria­łu na filmy. Wyrażają siębie czerpiąc inspirację z klasyków kryminału: „Meurtre à paris", „Abdel Sader nous a tuer", czy „À la recherche du voleur". „W tym, co do tej pory zo­sta­ło na­krę­co­ne, jest wiele prze­mo­cy. Tak wła­śnie wy­glą­da życie więk­szo­ści dzisiejszych ma­ło­la­tów” - ko­men­tu­je Jean David, pro­du­cent od­po­wie­dzial­ny za ko­or­dy­na­cję pro­jek­tu. „Fabryka to je­dy­ne miej­sce w Ma­ro­ku, gdzie moż­na krę­cić bez ze­zwo­le­nia, miej­sce nie­sa­mo­wi­tej wol­no­ści” - do­da­je z en­tu­zja­zmem. 

BEZ WSPAR­CIA MIA­STA NIE MA PRZY­SZŁO­ŚCI

Czy naprawdę istnieją jednak powody do entuzjazmu? Fe­sti­wal prze­wi­dzia­ny na 20 lu­te­go nie mógł się odbyć na te­re­nie uboj­ni, bo nie zezwoliło na to miasto i trze­ba było szu­kać innego miej­sca. Przy­czna? Do­mnie­ma­ne po­wią­za­nia aktywistów z Ru­chem na rzecz Zmian 20 Lu­te­go, zwią­za­ne­go z ma­ro­kań­skim po­wsta­niem i pro­te­sta­mi pod­czas Arab­skiej Wio­sny.

W so­bot­nie wie­czo­ry po za­pad­nię­ciu zmro­ku po­wie­trze drga od dźwię­ków bęb­nów od­bi­ja­ny­ch od murów uboj­ni. „Cyc­lo­dy”, grupa artystów gra­ją­cych na per­ku­sji skon­stru­owa­nej z be­czek, two­rzy dźwię­ki in­spi­ro­wa­ne mu­zy­ką Gnawy Cha­abie­go. „Po­zbie­ra­li­śmy becz­ki z ulicy, aby móc two­rzyć mu­zy­kę. Tu mo­że­my roz­wi­jać się i osią­gnąć coś w dzie­dzi­nie ar­ty­stycz­nej. Cho­dzi o moż­li­wość «wy­szu­mie­nia się» po ca­łym ty­go­dniu i jed­no­cze­śnie stwo­rze­nia cze­goś no­we­go” - wy­ja­śnia So­ufia­ne Ben­khas­sa­la, czło­nek grupy. W rzeźniach mieliśmy okazję przekonać się, że marokańskim artystom nie brak ta­len­tu i twór­cze­go ducha. Władze państwa nie podejmują jednak ini­cja­tyw po­li­tycz­nych uspraw­nia­ją­cych życie kul­tu­ral­ne i roz­wój ar­ty­stów. Czy z tego chcą zasłynąć?

Ten artykuł powstał w ramach projektu "Euromed Reporter" Casablanka we współpracy między  Café Babel i fundacją Anny Lindh.