Cédric Klapisch: "Europa jest chaotyczna ale tętni życiem"

Artykuł opublikowany 23 marca 2007
Artykuł opublikowany 23 marca 2007

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Obserwator pokolenia Erazmusa, francuski producent filmowy Cédric Klapisch, ukazuje w filmie "Smak życia" Europę w stanie chaosu, ale za to tętniącą życiem.

Ma Pan 46 lat, prawie tyle co Unia Europejska. Czy uważa Pan, że kinematografia europejska i UE rozwijały się w tym samym tempie?

Nie. Uważam, że Europa polityczna i kino europejskie mają ze sobą niewiele wspólnego. Jest wiele Europ, tak jak jest wiele Francji, wiele Paryżów, wielu "mnie". Jest Europa Brukseli, Europa rolników, Europa studentów, Europa piłkarzy, Europa fanów rocka, Europa kinomanów... Wszystkie te Europy są w innym stadium rozwoju, zarówno jeśli chodzi o wiek jak i stopień zjednoczenia. W "Smaku życia" chcę pokazać, że Europa polityczna jest konstruowana "obok" tej, którą starają się wybudować liderzy polityczni każdego z krajów członkowskich. Studenci Erazmusa na swój własny sposób wyobrażają sobie nową Europę, która jest raczej mało podobna do tej, którą chce stworzyć Bruksela. Wynika to z faktu, że ci 20-latkowie żyją w Europie "na codzień". To nie Bruksela wymyśliła tożsamość europejską. Istniała ona na długo wcześniej, dzięki wymianom literackim, naukowym, filozoficznym. W latach 30. i 40. europejscy reżyserzy, Josef Von Sternberg, Fritz Lang, Alfred Hitchcock, wiele zrobili dla kina hollywoodzkiego.

Pańskie ostatnie filmy "Smak życia" i "Smak życia 2" ukazują proces integracji europejskiej i wielokulturową rzeczywistość. Czy uważa Pan, że istnieje "kino europejskie", pomijając sprawy finansowe wspólnych produkcji?

Tożsamość europejska istnieje, gdy znajdujemy się w Ameryce, Azji lub Afryce. Istnieje przez porównanie. To właśnie będąc studentem w Nowym Jorku zdałem sobie sprawę z tego, że mam więcej wspólnego niż śmiałbym przypuszczać z Rosjanami, Włochami czy Niemcami. To mieszkając w Ameryce zobaczyłem do jakiego stopnia Marcel Proust, Molière, Shakespeare, Goethe, Dostojewski, Italo Calvino, Primo Levi czy Cervantes są częścią świata, którego i ja jestem częścią, a który Amerykanie rozumieją trochę mniej... To dotyczy również sportu, kina, polityki, czy nawet sposóbu myślenia. Wobec tego, kino europejskie nie istnieje być może w Europie, ale z pewnością jest bardzo rozpoznawalne w Stanach Zjednoczonych, gdzie powiedzą wam, że Ken Loach czy Nanni Moretti, Pedro Almodovar, Patrice Chéreau czy Emir Kusturica są autorami bardzo "europejskimi"... którzy wypowiadają się wspólnym językiem, który jednak trudno zauważyć będąc "u siebie".

A co można powiedzieć na temat Pana filmów: czy są one europejskie, francuskie? Czy są może owocem wielu różnych wpływów?

W "Smaku życia" młody czarnoskóry człowiek mówi: "mam wiele tożsamości: jestem Europejczykiem, Katalończykiem, Hiszpanem, ale jestem również czarnym Afrykaninem, o gambijskich korzeniach"... Uważam tak jak on, że ludzie mają wiele tożsamości, że są one różnorodne, ale niekoniecznie sprzeczne i schizofreniczne. Ja czuję się w dużym stopniu Francuzem, ale również Europejczykiem, studiowałem w Nowym Jorku i czuję, że również kultura amerykańska miała na mnie duży wpływ. Mieszkanie w wielokulturowym świecie, podleganie różnorodnym wpływom nie wyklucza bycia silnie związanym z własną ojczyzną.

Jak wyobraża Pan sobie przyszłość Europy?

Kierowanie się w stronę ultra-liberalizmu jest poważnym zagrożeniem dla kultury. Mam zwyczaj mówić, że Europa to nie są "Stany nie-Zjednoczone". Bardzo dziwne jest to, że właśnie nasze różnice są źródłem naszej siły. Mamy takie bogactwo języków, tyle różnych kuchni, tyle kontrastujących ze sobą tradycji, tyle odmiennych trendów architektonicznych... to nas rozrywa, ale jest również źródłem naszego dynamizmu. Europie politycznej składającej się z 27 członków będzie bardzo trudno odnieść sukces, ale wierzę, że istnieje wewnętrzna siła, która połączy Węgrów, Polaków, Skandynawów, Niemców, Włochów i Hiszpanów w jedną siłę... Co z tego będzie? Nie wiem. Może troche to chaotyczne, ale z pewnością tętniące życiem...

Pańscy ulubieni europejscy reżyserzy?

Federico Fellini, Michelangelo Antonioni, Pier Paolo Pasolini, Pedro Almodovar, Jean Renoir, Maurice Pialat, Jean-Luc Godart, Emir Kusturiça, Ken Loach, Mike Leigh, Stephen Frears, Wim Wenders.

Które filmy wzbudzają Pański zachwyt?

"Lot nad kukułczym gniazdem", "Amarcord", "La Dolce Vita", "Playtime".

Najważniejszy okres dla kina europejskiego?

Prawdopodobnie lata 60.: włoski neorealizm, Nowa Fala we Francji... Mam wrażenie, że tożsamość kulturowa Europy bardzo się w tym czasie ugruntowała, być może po bolesnych przeżyciach czasu wojny.