Cem Özdemir: "Nie każmy spłacać naszych długów następnym pokoleniom"

Artykuł opublikowany 25 maja 2009
Artykuł opublikowany 25 maja 2009

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

W wieku 15 lat Cem Özdemir został członkiem frakcji Zielonych. Dziś 43-letni polityk jest pierwszym przywódcą niemieckiej partii mającym imigracyjne korzenie. Niemieckojęzyczna prasa ogłosiła go „Zielonym Obamą”, a na Facebooku powstała grupa „Yes, we Cem”.
Podczas Kongresu Europejskiej Partii Zielonych, który miał miejsce w ostatnich dniach marca w Brukseli, charyzmatyczny szef Związku 90/Zieloni i członek Parlamentu Europejskiego, noszący najdłuższe baczki spośród wszystkich polityków w Parlamencie Europejskim, przemawiał na temat zielonej wizji gospodarki europejskiej i czerwcowych wyborów do Parlamentu Europejskiego.

Sprawiedliwy handel, jazda na rowerze, recykling. Czy przewodniczący partii Zielonych jest absolutnym wzorcem w dziedzinie ekologii? Czy zimą konsumuje Pan także truskawki z Ameryki Płd?

…czy też jabłka argentyńskie. Dokładam wszelkich starań, by wdrażać w życie nasze postulaty, co najmniej zważam na to, by prywatnie przyczyniać się do redukcji emisji CO2. Nie zawsze jednak udaje się to w pełni. Tym razem z Berlina do Brukseli podróżowałem samolotem, ponieważ podróż innym środkiem transportu stanowiłaby swoiste utrudnienie. Posiadam również rower w głównej siedzibie partii i w jej obrębie przemieszczam się na spotkania właśnie w taki sposób.

Czy Zieloni mają większą świadomość na sprawy Europy?

Najważniejsze jest to, że prowadzimy kampanię przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. W moim odczuciu innym partiom, w szczególności tym w Niemczech, zależy przede wszystkim na wyborach do Bundestagu, a co się tyczy innych państw, chodzi tu o chęć sprawdzenia się narodowych rządów, jakoby wybory europejskie odbywałyby się na zasadzie udziału w ,,konkursie piękności”. Moim zdaniem Zieloni nadal stanowią Awangardę, ponieważ domagają się wprowadzenia europejskich list, tak by wyborca w każdym kraju miał możliwość złożenia głosu na kandydata startującego na terenie całej Europy. Jesteśmy bardzo mocno zaangażowani w tę inicjatywę.

W dobie kryzysu frakcja Zielonych znalazłaby się chętnie po stronie Lewicy.

Nie jest to nasze nowe doświadczenie. Gdy Angela Merkel, ubiegłego roku, zabierała głos w sprawie ochrony klimatu, fotografując się przy każdym lodowcu i niedźwiedziu polarnym, oznaczało to, że ekologia znalazła się w jej programie politycznym. Teraz wszyscy zajmują się ekologią. W związku z tym nasuwa się pytanie, jaką rolę możemy jeszcze odegrać? Podobne debaty mają miejsce w innych krajach Unii Europejskiej. Uważam za słuszne, że Zieloni trzymają się mocno wytyczonej przez siebie linii polityki i że solidaryzują się z troskami społeczeństwa. Nie istnieje żaden powód, byśmy nie uświadamiali społeczeństwa co do sposobu prowadzenia polityki przez inne partie, które rzekomo mając szerokie kompetencje w dziedzinie ekonomii poprowadziły nas jednakże w kryzys i tym samym ściągnęły na nas falę bezrobocia.

8 długich lat przyszło nam czekać na amerykańskie poparcie w sprawie protokołu z Kioto. W obliczu niektórych problemów Europa musi współdziałać. Należy tu współprzewodniczenie z prezydentem Obamą w Procesie Kopenhaskim. To się może udać tylko wtedy, jeśli Unia Europejska nie będzie spychać ochrony klimatu na drugi plan – do tego potrzebni są silni Zieloni.

20% energii pozyskiwanej z odnawialnych źródeł energii do roku 2020. Zielony Nowy Ład (Green New Deal) przewiduje do roku 2020 nawet 40%. Czy nie są to oby wizje utopijne?

W Niemczech Federalny Związek ds. Odnawialnych Źródeł Energii wychodzi nawet od 47% do roku 2020.

Niemcy w dalszym ciągu są prekursorami w Europie.

Tak, jednakże spoczywa na nas poważne zadanie, jeśli w Niemczech nie uda się osiągnąć założonego celu redukcji emisji CO2 o 40%, to w całej Europie nie zdołamy osiągnąć ani maksymalnej 30% redukcji, do której tak dążymy, ani nawet minimalnej 20%. ,,Każda polityka jest polityka” – jesteśmy więc zobligowani, by swoimi działaniami dawać dobry przykład.

Odnawialne źródła energii to kosztowne przedsięwzięcie, sprawiedliwy handel jest droższy od renomowanej kawy Lidl – czy niemieccy Zieloni są tak naprawdę partią luksusu?

Najbardziej haniebnym zaniedbaniem naszych czasów jest to, że niespłacone rachunki naszego pokolenia będą ciążyć na każdym kolejnym, które po nas przyjdzie. Kompromis cenowy będzie nieodzowny, jeśli weźmiemy na szalę ceny produktów a prawdziwy stan środowiska. Jeśli wkalkulować straty ekologiczne, to zakupy w sklepie bio-ekologicznym lub w sklepie przestrzegającym zasad sprawiedliwego handlu będą nadal bardziej opłacalne. Trzeba uwzględniać skutki uboczne. Tyczy się to przykładowo sektora motoryzacyjnego, który corocznie korzysta z subwencji pochodzących z odprowadzanych przez nas podatków, podczas gdy publiczna komunikacja niestety nie otrzymuje podobnego dofinansowania w większości krajów europejskich.

Z drugiej strony kwestia mobilności młodych Europejczyków w dobie globalizacji jest dobitnie podkreślana.

Nie chcemy sprzeniewierzać znaczenia motoryzacji, lecz chcemy wykorzystywać korzyści

z niej płynące tam, gdzie nie ma dla niej innej alternatywy.

Jak Pan sądzi, jakimi rozwiązaniami uda wam się zdobyć głosy młodych wyborców w wyborach do Parlamentu Europejskiego?

(oezdemir.de)Zasadniczo są to trzy kwestie. Po pierwsze jest to ochrona klimatu i Zielony Nowy Ład. Każde odsunięte na później działanie związane z ochroną klimatu, będzie spoczywać na każdym kolejnym pokoleniu. Po drugie, w związku z tym, że znaleźliśmy się w dobie kryzysu, nie możemy pozwolić sobie na rozrzutność, która obarczyłaby finansowo przyszłe pokolenia - długi przeszłości trzeba będzie spłacić. Dlatego też tylko takie wydatki, które niosą ze sobą korzyści dla kolejnych pokoleń, jak np. wydatki na oświatę, spotykają się z naszą aprobatą. Trzeci zakres naszych działań to wyrównanie szans społecznych, jak np. wprowadzenie minimalnego wynagrodzenia ustawowego we wszystkich krajach członkowskich. To niezbędne działania, by przyszłe pokolenia nas nie przeklęły.

Jeśli spojrzy Pan wstecz na ostatnich 5 lat, jaki bilans się nasuwa?

Moje kadencja w Parlamencie Europejskim dobiega już końca. Byłoby mi łatwiej jako przewodniczącemu partii Zielonych, nie być jednocześnie posłem do Parlamentu Europejskiego, nie tylko ze względu na bilans dot. CO2, ale też ze względów czasowych. Pełnienie stanowiska posła do Parlamentu Europejskiego w Brukseli i Strasburgu i jednoczesne przewodnictwo w partii przy 14 tygodniowym cyklu posiedzeń jest z praktycznego punktu bardzo trudne. Cierpi na tym albo jedno albo drugie. Mimo to przychodzi mi mówić o tym z lekkim ubolewaniem, gdyż praca w Parlamencie Europejskim należy do bardzo ciekawych. W przeciwieństwie do narodowego parlamentaryzmu, w Parlamencie Europejskim podejmowane są często kwestie, które rozpatrywane są z perspektywy ponadpartyjnej.

Podczas ostatnich wyborów do Parlamentu Europejskiego Zieloni zdobyli 11,9% głosów poparcia. W tym roku na jaki wynik Pan liczy?

Mam nadzieję, że uda nam się stworzyć silną frakcję europejską z jeszcze większą liczbą miejsc w Parlamencie Europejskim niż poprzednim razem. Ważne jest, że tym razem wystawiamy nasze listy w krajach, w których dotąd nie mieliśmy żadnych deputowanych, na przykład w Czechach czy na Węgrzech. Mam również nadzieję, że głosy wyborców w Niemczech przyczynią się do tego, że uzyskamy przynajmniej takie poparcie, jak poprzednio.