Chcieć to móc: Wolontariusze, którzy przenoszą góry

Artykuł opublikowany 17 września 2016
Artykuł opublikowany 17 września 2016

[Portret] „Nikt nie jest tak biedny, żeby nie mógł czegoś ofiarować innym. Nikt nie jest tak bogaty, żeby nie mógł czegoś otrzymać”. Przemierzamy Europę w poszukiwaniu osób, dla których lato oznacza altruizm. Czas na podróż na Teneryfę, żeby poznać Elenę. 

Nie ma takiego miejsca na Teneryfie, którego nie zwiedziła Elena. Odkryła być może nieznane innym miejsca, wspinała się po górach, a nawet dotarła na najwyższy szczyt Hiszpanii – 3718-metrowy wulkan el Teide. Nie dokonała tego sama. Razem z nią był jej nieodłączny wózek inwalidzki. Przemieszczanie się na wózku po górach Wysp Kanaryjskich jest niemożliwe? Bynajmniej. Udowodniły to już Heidi i Clara w Alpach szwajcarskich. Teraz to samo na terenach wulkanicznych osobom na wózkach postanowiło umożliwić Stowarzyszenie Góry dla Wszystkich (Asociación Montaña para Todos). Dzięki stowarzyszeniu na kilka godzin wszyscy mogą poczuć się jak kozice i zdać sobie sprawę z tego, że tak naprawdę to my sami ustanawiamy swoje granice. Za tą historią stoi grupa wolontariuszy, do których teraz należy również Elena. „Dopóki nie przeżyjesz czegoś takiego, nie zdajesz sobie sprawy z tego, co masz. Kiedy już nie ma odwrotu, widzisz wszystko z innej perspektywy”. 

 Elena i praca, którą wykonuje zespół wolontariuszy. Przesuń strzałkę w lewo. 

1991 roku Elena przeżyła wypadek samochodowy i od tego czasu porusza się wyłącznie na wózku. Kilka lat temu dowiedziała się o istnieniu stowarzyszenia, co pozwoliło jej powrócić do świata, który nagle za bardzo się od niej oddalił. Jak poruszać się po stromych skalistych ścieżkach? Sekret tkwi w Joëlette, górskim wózku z jednym kołem. Jest on pchany przez dwie osoby, które co prawda nie muszą być siłaczami, ale za to muszą opanować do perfekcji technikę jego obsługi.  

„Na początku zapisałam się do stowarzyszenia jako zwykły uczestnik, ale później zdałam sobie sprawę z tego, że znalazłoby się tam dla mnie miejsce i postanowiłam zostać woluntariuszką” – opowiada Elena. Później wyjaśnia: „Społeczeństwo nie jest przygotowane [do życia z osobami z niepełnosprawnością]. Zazwyczaj ludzie przepuszczają Cię w kolejce itd., ale jeszcze dużo zostało do zrobienia”. Dodaje: „Remontują chodnik i przystosowują go dla ludzi poruszających się na wózku, ale z drugiej strony stawiają na środku ulicy latarnię. Po co mi w takim razie rampa?”. 

Umożliwianie niektórym wykonywanie tych samych czynności, do których ma dostęp większość społeczeństwa jest cenne, tym bardziej kiedy osobą wykluczoną jest dziecko. „Kiedy szkoła organizuje wycieczkę, jako niepełnosprawne dziecko masz dwa wyjścia: zostać w domu albo jechać autobusem z kolegami, a później czekać na nich przez cały dzień w cieniu. My chcemy to zmienić”.  

Valentina

Wśród wielu bezinteresownych inicjatyw podejmowanych przez naszą zafascynowaną informatyką community manager znajduje się organizacja warsztatów i zajęć w ośrodkach edukacyjnych. „Żyjemy w bardzo konkurencyjnym społeczeństwie. Cały czas udowadniamy, kim jesteśmy, a kim nie. Musimy dowodzić, że mamy te same możliwości co reszta. A to jest bardzo męczące” – mówi. Jednak altruizm przynosi również korzyści. Co dostają woluntariusze po dniu pracy? „To bardzo proste. Otrzymujemy uśmiech i słowo dziękuję, dwa proste i potężne gesty”. Ale to nie wszystko: „Dla mnie nawet zwykły like na naszej stronie na Facebooku jest już sukcesem. Oznacza, że przynajmniej jednej osobie nasze działania wydają się potrzebne. A to jest bardzo ważne”. 

Wyjazd na wycieczkę to nie luksus. To konieczność.