Chick noir: zagadki kryminalne w domowym zaciszu

Artykuł opublikowany 9 sierpnia 2016
Artykuł opublikowany 9 sierpnia 2016

Nie, chick noir to nie „kryminały dla kobiet”, chociaż faktycznie najczęściej opowiadają właśnie o nich. Toksyczne małżeństwa, dysfunkcyjne rodziny, przemoc domowa, traumy z przeszłości – to wokół nich oscyluje akcja książek, tak podobnych, a jednocześnie tak odmiennych od klasycznych powieści Chandlera i Christie.

Znalazłam ostatnio w prasie artykuł na temat nurtu literackiego domestic noir, nazywanego też czasem chick noir. To kryminały, których akcja skupia się wokół zbrodni w środowisku domowym. Sam termin został zaadaptowany na potrzeby literatury przez pisarkę Julię Crouch, uznawaną czasem za „królową gatunku”: „[...] akcja powieści z gatunku domestic noir dzieje się zazwyczaj w domach i w miejscach pracy. Na ogół (choć nie zawsze) dotyczy kobiecych doświadczeń, opiera się na problemie relacji międzyludzkich i wychodzi z założenia, że środowisko domowe jest trudne, a czasem nawet niebezpieczne dla jego mieszkańców”. Ostatnio gatunek ten staje się coraz bardziej popularny, do czego przyczynił się m.in. sukces książki i filmu Zaginiona dziewczyna (Gone Girl).

 Już od jakiegoś czasu szukałam określenia na to zjawisko – i oto jest, bo o ile nie znoszę określenia „literatura kobieca”, to ten cały chick noir brzmi całkiem nieźle, zwłaszcza w wersji z wątkiem detektywistycznym. Wielokrotnie zastanawiałam się, dlaczego tak mnie ciągnie do autorek i autorów, którzy poświęcają swoje książki mrocznym zagadkom z przeszłości, rodzinnym sekretom lub nie do końca uświadomionym traumom. Odpowiedź jest prosta: bo szczególnie lubię bohaterki, które badają różnego rodzaju zbrodnie i dochodzą do ich rozwiązania dzięki swojemu sprytowi, niezależności, odwadze, a czasem nawet narażeniu się na śmieszność. Są silne, nawet wtedy, kiedy im samym wydaje się, że są słabe. Myślę, że nie tylko mnie, ale też wielu innym czytelnikom brakowało takich kobiecych postaci, które nie są wciąż przez kogoś ratowane, ale ratują same siebie.

Nie znajdziemy ich u Jo Nesbø, którego kryminały łykałam w zimowe wieczory jak oszalała. Typ bohatera, którego serwował nam Jo, to jednak zazwyczaj Brudny Harry, supersamiec alfa. Śmierdzący potem, koniem i tytoniem. Brutal, który potrafi kochać, ale im bardziej kocha, tym większe sieje zniszczenie. Wszystkie kobiety, które go otaczają, prędzej czy później giną lub lądują w wielkich tarapatach. To doświadczenie czytelnicze, które najpierw bardzo wciąga, ale potem zaczyna niezwykle męczyć.

Poniżej cztery autorki i jeden autor, którzy należą do moich ulubionych i którzy podsumowują moje dotychczasowe doświadczenie z domestic noir.

Camilla Läckberg

Kiedy skończyłam czytać Nesbø, przerzuciłam się na znalezioną na półce w domu rodzinnym Camillę Läckberg. Jej książki to saga o pisarce Erice, która czuje wręcz maniakalną potrzebę wtrącania się w nie swoje (ale za to jak fascynujące!) sprawy. Czytając książki Läckberg, dowiemy się nie tylko, jak bohaterka rozwiązuje kolejne zagadki, pomagając swojemu mężowi policjantowi, ale także jakie trudy niesie ze sobą wkroczenie w świat macierzyństwa i wychowywania dzieci. To bardzo ciepłe książki, które po jakimś czasie mogą znudzić koneserów przewidywalnością fabuły – ale na pewno warto do nich wracać od czasu do czasu, żeby dowiedzieć się, gdzie tym razem Erika wetknęła swój wszędobylski nos.

Liza Marklund

Jeśli o Erice, bohaterce Läckberg, mogę powiedzieć, że darzę ją sympatią, to Annika Bengtzon z powieści Marklund budzi moje szczere uwielbienie. W tej postaci zadziorność i tupet oraz bezczelność zawodowa łączą się z nieśmiałością w życiu prywatnym. Annika, dziennikarka w jednym ze sztokholmskich tabloidów, w pracy radzi sobie koncertowo i nie boi się trudnych wyborów, ale w kwestii opieki nad dziećmi i napiętych relacji z ukochanym mężem bywa dużo bardziej zagubiona, żeby nie powiedzieć – rozczulająca. To bohaterka, którą trudno polubić. Ma za sobą trudną przeszłość, ale mimo to nie unika konfrontacji. Liza Marklund skonstruowała postać, z którą wiele kobiet może się utożsamiać, bo przecież coraz mniej nam zależy na tym, żeby nas lubiano, a coraz bardziej na tym, żeby szanowano nasze zdanie.

Paula Hawkins

Przy Rachel, głównej bohaterce Dziewczyny z pociągu, zarówno Annika, jak i Erika to superwomen. Oto alkoholiczka, która stacza się na dno, udaje przed przyjaciółką, u której mieszka po rozwodzie, że wciąż ma pracę w Londynie, do której codziennie dojeżdża pociągiem. Wielokrotnie naraża się na śmieszność oraz złość często bliskich jej ludzi. Większość czasu spędza obserwując życie innych i fantazjując o nim. Dzięki temu nie tylko dowie się czegoś o zbrodni, ale także uświadomi sobie, w czym tkwi źródło jej problemów.

Katarzyna Bonda

Ostatnio zaczęłam swoją przygodę z książkami Bondy o Saszy Załuskiej. Sasza jest trochę dziwaczką, do tego wykonującą dziwny zawód, z którego w branży kryminalnej wszyscy mają bekę. Bo cóż może ofiarować policji portret psychologiczny sprawcy, poza masą radości na komendzie? Z angielskiego uniwersytetu, gdzie jej pracę darzono respektem, Sasza przenosi się do polskiego piekiełka, gdzie szacunku raczej nie doświadczy. Jest nieustępliwa i całkowicie oddana swojej pracy. Niewiele wiadomo o jej wcześniejszym życiu, od którego pragnie się odciąć. Wiadomo za to, że pali papierosy i ma córkę Karolinę, która jest dla niej wszystkim. Oraz śliczne imię.

Stieg Larsson

Kto jeszcze nie przeczytał trylogii Millennium, niech szybko zacznie nadrabiać. Tak, głównym bohaterem powieści jest Mikael Blomkvist, ale kimże by on był bez Lisbeth Salander i jej mózgu? Larsson dał nam bohaterkę skomplikowaną, wrażliwą, niezwykle utalentowaną, napędzaną traumą oraz pragnieniem zemsty. Lisbeth nie ma złudzeń, że jakikolwiek system stanie w jej obronie, więc nie uznaje żadnych reguł i woli poruszać się w cieniu. To postać kultowa, kobieta-geek, która i na motocykl wsiądzie, i zagadkę rozwiąże – ale przede wszystkim uosobienie niesprawiedliwego i nie podlegającego kontroli systemu opieki społecznej, który nauczył ją, że może liczyć tylko na siebie.

---

Po raz pierwszy tekst ukazał się na blogu "Lady Pasztet".