Children of Sarajevo: Film otwarcia SFF 2012

Artykuł opublikowany 23 lipca 2012
Artykuł opublikowany 23 lipca 2012
Bośniaczka, Polak i Niemka dzielą się swoimi przemyśleniami na temat filmu Aidy Begić – Djeca („Children of Sarajevo”), otwierającego tegoroczny festiwal filmowy w Sarajewie.

Oficjalny zwiastun SFF: Rahima (23 lata) i Nedim (14 lat) osieroceni na skutek wojny w Bośni (1992-1995), mieszkają w Sarajewie, mieście transformacji, pozbawionym kompasu moralnego, sądząc po tym jak traktowane są dzieci osób, które zginęły walcząc o jego wolność. Po latach młodzieńczych naznaczonych skłonnościami do wkraczania na drogę przestępczą, Rahima odnalazła ukojenie w islamie i ma nadzieję, że brat pójdzie w jej ślady.

Film pt. „Children of Sarajevo” prawdopodobnie na każdej osobie pochodzącej z Bośni i Hercegowiny może zrobić wrażenie przesadnie ponurego i pozbawionego specyficznego poczucia humoru, które charakteryzuje ludzi z tego kraju. Mając świadomość, że dobre wieści z BiH w zagranicznych mediach należą do rzadkości, żałuje się, że reżyserka nie wykorzystała swojego talentu, by nakręcić film pokazujący bardziej pozytywną i być może bardziej realistyczną stronę życia toczącego się tam wiele lat po wojnie. Jednak to fakt, że obraz Aidy Begić ma przede wszystkim prowokować i wywoływać refleksję na temat, który zbyt często jest lekceważony. Poprzez historię dwójki sierot, Rahimy i Nedima, portretuje ona całe pokolenie dzieci dorastających w społeczeństwie okresu transformacji, naznaczonego utratą wartości i upadkiem poczucia wspólnoty. Dlatego „Children of Sarajevo” stawia jedno proste i dające do myślenia pytanie: co pozostawiamy w spadku temu nowemu pokoleniu, które powinno być naszą przyszłością, pokoleniu, które nie doświadczyło niemal niczego innego poza wojną, nienawiścią i nacjonalistycznym praniem mózgu? Posługiwanie się filmem jako środkiem do stawiania takich pytań to aktywizm artystyczny. W ten sposób „Children of Sarajevo” staje się wyjątkowym i bardzo potrzebnym głosem w publicznej dyskusji i może doprowadzić do wykreowania nowej świadomości, a także – co wielce pożądane – spowodować jakieś zmiany.

Jasmina Hodzic, Bośnia i Hercegowina

Otwarcie SFF 2012

„Children of Sarajevo” to film o dwójce sierot zmagających się z powojenną rzeczywistością, czyli życiem w Sarajewie. Gdybym obejrzał go przed odwiedzeniem Bośni jakiś rok temu, byłyby to jedynie kolejny film inspirowany intensywnie eksploatowanym tematem, jakim jest wojna w Bośni. Jednak teraz, nie tylko doceniam lepsze brzmienie jego oryginalnego tytułu „Djeca” („Dzieci”) w porównaniu do jego angielskiego tłumaczenia, ale także niektóre - uchwycone przez Aidę Begić, robiące niesamowite wrażenie - detale związane z bośniacką kulturą i mentalnością. Film sprytnie łączy obrazy wojenne z akcją rozgrywającą się w dzisiejszych czasach, wywołując odczucie, że wojna jest nieprzerwanie obecna w głowach głównych bohaterów. Muzyka uzupełnia zdjęcia i dobrze wpisuje się w atmosferę filmu. Utrzymując charakter zdjęć, muzyka przez cały czas przeplatana jest odgłosami wojny. Czasami niemal wydaje się, że w filmie zbyt wiele jest wojny, a za mało rzeczywistości. Jednak autorce udało się pokazać coś, czego raczej nie usłyszy się w sarajewskich kawiarniach i o czym niewielu ludzi mówi otwarcie. Zatem ten film ma prowokować do rozmowy na bardzo ważny temat – stanu umysłu osób, które przeżyły wojnę i przystosowania do „normalnego życia”. Aida Begić uchwyciła także nieco poczucia humoru, które może być trudne do zrozumienia dla osób nie znających bośniackich zwyczajów i kultury. Największe rozczarowanie to ostatnie pięć minut filmu. Wygląda to tak, jakby reżyser nagle zdecydował się przyspieszyć jego koniec. To zakończenie w niemal „hollywoodzkim stylu” rujnuje raczej pozytywne wrażenie w stosunku do całego obrazu.

Artur Krzykowiak, Polska

„Kolejny film o wojnie” - ma się ochotę powiedzieć po projekcji „Children of Sarajevo” Aidy Begić. Jej film, opowiadający o codziennych problemach dwójki sierot mieszkających w Sarajewie - utrzymany w szaro-niebieskiej kolorystyce, dygocący od wojennych odgłosów i wypełniony archiwalnymi materiałami z lat 90-tych (kobieta zostaje nagle postrzelona w autobusie, jej krew jest wszędzie) - przyprawia cię o gęsią skórkę. Gdyby nie fakt, że młodszy brat, Nedim, zepsuł iPhona należącego do bogatej koleżanki ze szkoły, nie byłoby się w stanie odróżnić teraźniejszości od czasów wojny. Zdjęcia nieco w stylu „Blairwitch Project”, kręcone trzymaną w dłoni kamerą, podążającą za bohaterami, potęgują pośpiech i czujność, nadal obecne w życiu zwykłych ludzi w Sarajewie i sprawiają, że publiczność czeka, aż wydarzy się coś niewiarygodnego. Jednak nic takiego w Sarajewie się nie dzieje: ludzie nie walczą, nie strzelają, nie zakochują się – widzimy jedynie okruchy szczęścia w społeczeństwie pełnym ludzi próbujących żyć swoim codziennym życiem – kupując jajka i sok, nakładając i zdejmując chustki z głowy, chodząc do szkoły, pijąc herbatę i pracując. Bez indywidualnych historii – główny wątek to wojna, która jest jedynym prawdziwym bohaterem filmu. Ilekroć Rahima wychodzi do pracy – ekskluzywnej restauracji należącej do skorumpowanego pochlebcy – ma się wrażenie, że słychać strzały. Stanowi to zbyt duży kontrast dla słońca i 32°C na zewnątrz sarajewskiego kina, gdzie całe miasto w imprezowym nastroju wyczekuje 2 tygodni bezustannej zabawy. Jedynie na fasadach kilku budynków, stojących po drugiej stronie ulicy, widać nieudolnie załatane dziury po pociskach – powoli gojące się rany Sarajewa.

Katharina Kloss, Niemcy

Więcej na blogu ekipycafebabel.com Sarajewo

Fot.: Teaser ©SFF2012, Roter Teppich ©Artur Krzykowiak; ITV Aida Begic: (cc) SFF2012/YouTube