Chiny: Smok z zadziwiającymi statystykami wypisanymi na twarzy

Artykuł opublikowany 20 stycznia 2012
Artykuł opublikowany 20 stycznia 2012
Cafebabel.com, przy okazji nadejścia chińskiego Nowego Roku (tym razem wypada on 23 stycznia 2012), prezentuje kolejną analizę sytuacji gospodarczej azjatyckiego giganta, jak i jego wpływ na Europę. Czy młodzi Chińczycy mają cokolwiek wspólnego z ich rówieśnikami z Europy? W jakiej atmosferze Europejczycy przywitają Rok Smoka? Przekonajcie się sami.

Fot.: (cc) Esparta/flickr.comIle tak naprawdę my, Europejczycy wiemy o kraju, o którym jedni wypowiadają się z fascynacją w głosie, inni zaś z lekką dozą nieufności, a czasem wręcz przerażenia? Być może obawy potęguje fakt, że chińscy przedsiębiorcy skierowali aż 30% swoich inwestycji do grupy krajów basenu Śródziemnomorskiego – najsłabiej radzących sobie z kryzysem ekonomicznym - tj. do Grecji, Hiszpanii, Portugalii i Włoch i powoli szykują się na podbój Europy wschodniej.

Pokolenie „Y” ma różne oblicza...

Czy młodzi Chińczycy mają cokolwiek wspólnego z ich rówieśnikami z Europy? O tym czym charakteruzyje się pokolenie „Y w danym społeczeństwie nie decyduje tylko szerokość geograficzna i zasobność portfeli... ale także poczucie jakiegokolwiek zaangażowania społecznego. To ostatnie sformułowanie równie dobrze mogłoby w Chinach wcale nie istnieć. Nowa generacja Chińczyków woli trzymać się od polityki z daleka. Mimo, że istnieją oazy „idei demokratycznych” w osobach Yao Chen czy Guo Meimei, działających na rzecz praw człowieka głównie dzięki tzw. mikroblogom, giną one jednak w morzu jedynaków, których jedynym zmartwieniem jest zaspokojenie swoich potrzeb materialnych. W najbardziej skrajnych przypadkach, by osiągnąć cel, nie zastanawiają się dwa razy zanim wpadną w pułapkę prostytucji. To jest bowiem najprostszy sposób by zarobić na swoje wydatki – najnowsze gadżety lub chociażby ich... atrapy

(Fot.: (cc) Stuck in Customs/flickr.com) Guo Jingming – 28-letni gwiazdor uchodzący w świecie chińskiej kultury pop za pisarza, w Europie byłby prawdopodobnie uznany za „plagiatora” (autor powieści o miłości dla nastolatków został oskarżony o plagiat, wykryty w aż 3 z jego powieści), w Chinach jest niemalże bohaterem. Czyżby z powodu 12 milionów euro, które zarobił od początku swojej kariery? Urzeczywistnienie „American Dream”? Chyba raczej „Chinese Dream” – czyli „live fast, love  hard” w azjatyckim sosie słodko-kwaśnym. O „europeizacji” przeciętnej chińskiej młodzieży raczej nie może być mowy. Dlaczego ? „Ponieważ Europa jawi się w oczach wielu Chińczyków jako kontynent intelektualistów, zbyt konserwatywny i zapatrzony w swoją historię” - donosi francuski  Courrier International. Jednym słowem – „nuda” .

Chiny przyciągają Europejczyków jak magnes

Być może na daleki wschód wywiódł ich Ryszard Kapuściński, być może Tiziano Terzani.. czy Bernardo Bertolucci swoim dziełem „Ostatni Cesarz”. Być może, ale czas zacząć nieco bardziej twardo stąpać po ziemii. Dane ekonomiczne nie przyprawiają bowiem Europejczyków o szczery uśmiech. Wręcz przeciwnie – wygląda na to, że coraz więcej z nas, młodych Europejczyków migruje do Azji w poszukiwaniu lepszych perspektyw finansowych. To dość ciekawy fenomen – oprócz większej liczby studentów pragnących zgłębiać kulturę i język azjatyckiego giganta, Chiny przyciągają coraz większą liczbę ciekawych świata absolwentów, którzy gorączkowo szukają rozwiązania na bezrobocie. Profesor Jing Men z Kolegium Europejskiego w Brugii szacuje, że podczas gdy liczba chińskich studentów w Europie wzrosła aż do 180 tysięcy, liczbę Europejczyków w Chinach szacuje się tylko na 18 tysięcy.

„Życie w chińskiej metropolii wcale nie różni się od życia w największych miastach zachodnich w takim stopniu, w jakim byśmy się tego spodziewali” - twierdzi Laurent.

Czy w Chinach można się poczuć jak u siebie w domu? Według analizy brytyjskiego „The Economist” – można. I to w dodatku aż w sześciu prowincjach Chin, które tygodnik, na podstawie poziomu rozwoju ekonomicznego – a więc i standardów życia, przyrównał do sześciu członków Unii Europejskiej, Tak też prowincja Fujian została określona „chińską Irlandią”, natomiast w Shanxi powinna panować ta sama atmosfera co na... Węgrzech. Chin nie można już kojarzyć z biednym państwem, gdzie uprawia się ryż i produkuje zabawki z nadrukiem made in China na masową skalę. Laurent, Belg, który przyjechał do Pekinu by odbyć kilkumisięczny staż w jednej z instytucji europejskiej, potwierdza, że po przyjeździe do Pekinu nie przeżył szoku kulturowego jakiego się spodziewał. „Życie w chińskiej metropolii wcale nie różni się od życia w największych miastach zachodnich w takim stopniu, w jakim byśmy się tego spodziewali” - twierdzi Laurent.

Kraj „raj”?

Nie do końca. O tym jak wielkie zniszczenie i degradację społeczeństwa niesie za sobą legendarny 10-procentowy wzrost gospodarczy („legendarny”, gdyż w całym roku 2011 chińskie PKB wzrosło o 9,2 procent) przekonał się Lu Guang – chiński fotograf, który dzięki cyklowi mocnych , szokująch zdjęć wykonanych w prowincji Heinan został laureatem nagrody World Press Photo 2004. Wystarczy przeczytać tylko urywki doniesień prasy międzynarodowej, by dowiedzieć się, że w stolicy Państwa Środka ludzie zaczynają umierać z powodu zanieczyszczenia środowiska. Nie raz władze pekińskiego lotniska odwołały loty z powodu intensywnej warstwy chemicznej żółci, która pokryła miast0 niczym mgła ograniczająca widoczność do kilkuset metrów. W 2006 roku, Chiny wyprzedziły Stany Zjednoczone w wyścigu państw emitujących największą ilość gazów cieplarnianych na świecie.

(Fot.: (cc) eddie/flickr.com)Mimo, że Chińska Republika Ludowa zdecydowała się podążać w stronę „łagodzenia” jej terminologii międzynarodowej (zastępując „pokojowy wzrost” hasłem „pokojowy rozwój”, a następnie „harmonią” – pachnącą niczym innym jak powiewem demagogii w wydaniu azjatyckim, Chiny wciąż zadziwiają cyframi zaczerpniętymi z ekonomicznych statystyk), zamiast podać rękę – rzucają rękawicę (W momencie, w którym Nicolas Sarkozy „zastanawiał się” nad tym, czy Chiny nie mogłyby pomóc Europie w kryzysie euro – Chińczycy poinformowali, że pomogą „przyjaciołom” z Europy, ale tylko w miarę ich możliwości – tj. „pomogą, ale nie uratują”). Czy ponad miliardowe mrowisko wypełnione przeważającą grupą pracusiów, będzie w stanie wejść w harmonijne relacje z „oburzonymi” Europejczykami? Chiny, póki co, zdają się stawiać na rozwój materialny, w zamian za ideowy. Wszystko wskazuje na to, że oprócz zmian w nazwiskach, XVIII zjazd Komitetu Centralnego komunistycznej partii ChRL, nie przyniesie żadnych zmian w obecnie panującej atmosferze - oprócz zmian w nazwiskach oczywiście.

Fot.: główna (cc) kevin dooley/flickr.com;  w tekście: (cc) Esparta/flickr.com; (cc) Stuck in Customs/flickr.com; (cc) eddie/flickr.com;