Chorwacja: pociągi pełne uchodźców

Artykuł opublikowany 30 sierpnia 2016
Artykuł opublikowany 30 sierpnia 2016

W latach 90., podczas wojny na Bałkanach, tysiące chorwackich uchodźców tkwiło na chorwacko-serbskiej granicy. Podczas obecnego kryzysu uchodźczego, który ogarnął UE, teren ten ciągle jest kluczowym punktem: tysiące Syryjczyków uciekających przed rozruchami na Bliskim Wschodzie przechodzą przez obóz w Slavonskim Brodzie. Nowe życie pomaga im tam zbudować Lorena Franjkić, była uchodźczyni z Bośni.

Lorena Franjkić wychyla się ponad płotem i przewiesza plastikową torebkę na drugą stronę. Cztero- lub pięcioletnia dziewczynka zagląda do środka i przebiera w zawartości. Gdy Lorena pochyla się bardziej, żeby ułatwić dziecku dostęp do torebki, na jej jaskrawo pomarańczowej kamizelce widoczny staje się napis „Welcome”.

Dziewczynka wychyla głowę znad torebki. Przygląda się szmacianej małpce, którą wyłowiła, po czym marszczy brwi, wrzuca zabawkę z powrotem i ponownie chowa głowę w torebce. Po krótkim zamieszaniu dziewczynka znowu wyłania się znad torebki, trzymając w ręce lalkę i uśmiechając się. Lorena też się uśmiecha. Nie zadaje żadnych pytań, jak gdyby było normalne, że w temperaturze -1°C, w białym namiocie – w miejscu, o którym rodzice dziewczynki jeszcze przed godziną nie mieli pojęcia – małe dziecko wybiera zabawkę z worka na śmieci.

„Hani“ – mówi dziewczynka, z radością wskazując na lalkę w różowym ubranku. Inne dzieci również podchodzą, sięgają do torebki i wyjmują pluszowe misie, plastikowe krokodyle i małpki z aksamitu. Dziewczynka ponownie wynurza się z torebki, trzymając inną lalkę. „Kto to jest?” – pyta Sandra po arabsku. Ojciec Sandry jest Syryjczykiem, a matka Chorwatką. Kobieta pomaga uchodźcom, odkąd sama uciekła z Aleppo do Chorwacji. „Mama Hani” – odpowiada dziewczynka, a jej matka ostrzega ją, że musi wybrać między Hani a jej mamą, ponieważ nie mogą zabrać dwóch lalek w podróż. „Zaopiekuję się nimi!” – wykrzykuje dziewczynka i mocno przytula lalki.

Wspomniana dziewczynka należy do grupy 850 uchodźców, którzy po południu 25 stycznia 2016 przybyli pociągiem do obozu przejściowego dla uchodźców w Slavonskim Brodzie – mieście na granicy Chorwacji i Bośni i Hercegowiny. Jest to granica między UE i innymi europejskimi krajami. Uchodźcy podróżujący z Serbii koleją robią postój w Slavonskim Brodzie, gdzie rejestruje ich policja. Dopiero później mogą kontynuować podróż najpierw do Słowenii, a później dalej w głąb Europy.

Slavonski Brod stanowi jedynie krótki przystanek na ich drodze. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Republiki Chorwacji, które zarządza obozem, nie daje im wiele czasu na odpoczynek w trakcie długiej i nużącej podróży. Uchodźcy jednak twierdzą, że jest to najlepiej zorganizowany obóz na szlaku bałkańskim. Lorena rozdaje ubrania ułożone w stos. Młody mężczyzna prosi ją o ciepłe buty. Męskich butów zawsze brakuje, bo zapotrzebowanie na nie jest ogromne. Lorena musi wychylić się nad ogrodzeniem, żeby ocenić, czy mężczyzna rzeczywiście potrzebuje nowej pary.

Lorena nie czuje się dobrze z tym, że musi w taki sposób oceniać potrzeby innych ludzi, ale nie ma wyboru. Może się zdarzyć, że pojawi się ktoś, kto rzeczywiście będzie potrzebował tych butów, a ona nie będzie miała już nic. Jej praca zmusza ją czasem do podejmowania trudnych decyzji, ponieważ nie może pomóc wszystkim, którzy tego potrzebują. Satysfakcja jednak zwycięża – uśmiechnięte twarze dzieci, uchodźcy, podnoszący do góry kciuki i krzyczący „Wspaniale!” i wiadomości od tych, którym w końcu udało się dotrzeć do celu. Lorena jest wolontariuszką pomagającą wszystkim imigrantom, dla których Chorwacja stała się przystankiem na szlaku bałkańskim.

Gdy Lorena obserwuje dzieci, przypomina sobie, jak była w ich wieku i w ich sytuacji. Pamięta czołgi, mundury sił pokojowych ONZ i moment, w którym opuściła miasto w Bośni i Hercegowinie, w którym przedtem mieszkała. Miało to miejsce w 1994 roku, gdy miała zaledwie cztery lata. Wraz ze swoją matką pojechała do Niemiec autobusem dla uchodźców. Jej ojciec został w kraju i walczył podczas wojny. Pamięta zabawki, które dostała, a zwłaszcza małpkę, którą zabierała wszędzie ze sobą i białego klauna, który do dziś siedzi na jej biurku. „Jedyne, co moi rodzice mówili o wojnie, to: «Niech nigdy się nie powtórzy». Dopiero teraz, gdy widzę tych wszystkich ludzi, zdaję sobie sprawę, jak musiało być im ciężko i prawdopodobnie to z tego powodu nigdy o tym nie rozmawiają” – mówi Lorena. W 1997 roku wrócili z Niemiec i osiedlili się w małym dalmackim miasteczku w Chorwacji.

Na początku lat 90. Chorwacja przyjęła około 650 000 uchodźców, głównie z okupowanych terytoriów chorwackich, ale również z Bośni i Hercegowiny. Mniej więcej w tym samym czasie około 150 tys. osób uciekło z Chorwacji. Dwie i pół dekady później Chorwacja musi radzić sobie z kolejną falą uchodźców: „Gdybym podczas wojny była starsza, zostałabym aktywistką walczącą o pokój. Gdy zaczął się ten kryzys humanitarny, wiedziałam, że muszę pomóc, ponieważ w grę ponownie wchodzi ludzkie życie. Wiedziałam, że tym razem mogę coś zrobić” – tłumaczy Lorena.

Gdy we wrześniu 2015 roku Węgry zamknęły granicę z Serbią, uchodźcom z Bliskiego Wschodu nie pozostało nic innego, jak podróżować do Europy Zachodniej przez Chorwację. W rezultacie w połowie września tysiące ludzi zaczęło przedostawać się do Chorwacji. Podróżowali przez pola i małe wioski wzdłuż serbskiej granicy, gdzie ludność ma podobne wspomnienia dotyczące wojny w dawnej Jugosławii, jako że tereny te były okupowane przez serbskie wojsko.

Tam też zobaczyć można setki wyczerpanych i pozbawionych nadziei ludzi z plastikowymi torbami w dłoniach. W wioskach wzdłuż granicy dawni uchodźcy wyszli nowym naprzeciw, przynosząc im butelki z wodą i ubrania swoich dzieci. Kobiety częstowały słodyczami, a wolontariusze przygotowywali punkty, w których uchodźcy mogli naładować swoje telefony komórkowe. „Gdy my byliśmy w ich sytuacji, też polegaliśmy na pomocy innych. Dlatego jesteśmy w stanie zrozumieć, co czują ludzie, którzy teraz uciekają” – powiedziała nam kobieta z Tovarnika, miasteczka położonego najbliżej granicy.

Od początku kryzysu migracyjnego aż do momentu, w którym Lorena wyruszyła na pomoc uchodźcom w Slavonskim Brodzie, 650 000 uchodźców przekroczyło chorwacką granicę. Od tego czasu niemal wszyscy opuścili już Chorwację. Nie jest to kraj, w którym chcą zostać. Slavonski Brod jest obecnie jedynym miejscem w Chorwacji, do którego napływają uchodźcy. „Wszyscy chcą udać się do Niemiec. Jak w tym żarcie, w którym pewien Chorwat pyta Bośniaka, co by zrobił, gdyby zbliżał się koniec świata, a Bośniak odpowiada: «Zabrałbym swoja żonę i dzieci i wyruszył do Niemiec!»” – opowiada wolontariusz w Slavonskim Brodzie.

Chorwacja również nie jest krajem, w którym chcieliby pozostać młodzi ludzie, jak Lorena. Bezrobocie wśród młodych ludzi w kraju plasuje się na jednym z najwyższych poziomów w UE (na trzecim miejscu, zaraz za Hiszpanią i Grecją). 85% młodych Chorwatów zdecydowało się wyemigrować. Pokolenia, które dorastały w społeczeństwie ciężko doświadczonym przez wojnę i upośledzonym przez niski wzrost gospodarczy, utknęły w przedłużającym się kryzysie gospodarczym i rosnących nierównościach społecznych. Wielu znajomych Loreny, jak zresztą ona sama, studiuje za granicą. Do Slavonskiego Brodu przybyła z czeskiego Brna, gdzie podjęła studia socjologiczne. Ma zamiar kontynuować studia za granicą, ale później chce wrócić do Chorwacji. „Spędziłam semestr w Finlandii i uważam, że łatwo jest wieść beztroskie życie w tak dobrze zorganizowanym kraju. Ja jednak czuję się w obowiązku wspomóc moją społeczność. Chorwacja to moje pole walki” – twierdzi Lorena.

Wracamy do Zagrzebia. Pięciodniowa zmiana Loreny jako wolontariuszki dobiegła końca. Słuchamy wiadomości. W Chorwacji zmiany – nowy prawicowy rząd zastąpił poprzedni, lewicowy. Lorena obawia się, że zamknięcie granic dla uchodźców będzie jedną z pierwszych decyzji nowego rządu. Niepokoi się, że nacjonalizm i ksenofobia rozpowszechnią się na większą skalę. W swojej kampanii wyborczej nowy rząd zagrał kartą, która pogłębiła przepaść ideologiczną w społeczeństwie. „Poglądy ludzi w moim wieku okazują się bardziej tradycjonalistyczne i ograniczone niż osób z pokoleń przedwojennych. Dorastali oni w Chorwacji, która jest homogeniczna etnicznie i religijnie, więc nie są przyzwyczajeni do odmienności” – twierdzi Lorena. Zanim dotrze do Brna, gdzie czeka na nią mały klaun, który pocieszał ją przez ostatnie dwadzieścia lat, odkąd przybyła do Niemiec jako uchodźczyni, musi pokonać jeszcze setki kilometrów. Niedługo powróci do Slavonskiego Brodu, żeby jeszcze raz „powitać” nowych uchodźców w Europie.

---

Tekst: Barbara Matejčić

Zdjęcia: Matic Zorman

---

Poza stereotypami. Poza nienawiścią. Poza przeszłością. 25 lat po wybuchu wojny na Bałkanach projekt redakcji Cafébabel Berlin Balkans & Beyond ma na celu pokazać prawdziwe historie, które wspaniale ilustrują życie i sytuację polityczną w Bośni, Macedonii, Chorwacji, Kosowie, Słowenii, Serbii i Czarnogórze. Projekt finansuje Allianz Kulturstiftung oraz oddział Cafébabel w Niemczech. Społeczność Babel International udziela wsparcia duchowego.