Co słychać u naszych słowiańskich braci, czyli serbski turbofk. część 1.

Artykuł opublikowany 10 września 2007
opublikowano w społeczności
Artykuł opublikowany 10 września 2007
Powoli udaje nam się zapominać o disco polo. Z ulic zniknęły stragany z kasetami, w sali kongresowej nie odbywają się wielkie discopolowe gale, a działkowicze częściej relaksują się przy Ich Troje i Rubiku niż przy Boysach czy Shazzie. Muzyka, która święciła triumfy w latach 90, teraz słuchana jest w zaciszu domowym przez najbardziej zagorzałych fanów.
Nie można tego powiedzieć o jej bracie bliźniaku z południa Europy, czyli turbo-folku, który na Bałkanach, a szczególnie w Serbii zdaje się być ciągle dominującym nurtem muzycznym. Zarówno polskie disco polo, jak i serbski turbo-folk wywodzi się z muzyki ludowej. Jej potencjał komercyjny dostrzeżono w latach 80, wówczas u nas rozwinęła się tzw. „muzyka chodnikowa” i piosenka weselna, natomiast w Serbii tzw. „nowokomponowana muzyka ludowa”. Wkrótce uzupełniono je o instrumenty elektroniczne, zwłaszcza klawiszowe, a serbskie utwory dodatkowo wzbogacono o elementy muzyki cygańskiej, orientalnej i tureckiej (wielkim hitem m.in. okazała się przeróbka piosenki Tarkana „Kiss, kiss” w wykonaniu Jeleny Karleus). Disco polo szybko stało się zjawiskiem masowym, choć przyciągało głównie mieszkańców małych miasteczek, wsi lub miejskich dzielnic robotniczych. Oprócz programów Disco Relaks i Disco Polo Live, było niemal nieobecne w mediach. Inaczej jest z turbo-folkiem. Szybko stał się nie tylko elementem serbskiej kultury popularnej, ale i wciąż panującym gatunkiem muzycznym. Powstały stacje telewizyjne takie jak TV Pink, które do teraz nieustannie emitują muzykę turbofolkową. Siła tej muzyki jest tak wielka, iż wygrywa ona na listach przebojów z zachodnimi hitami, niejednokrotnie spychając na drugi plan rodzimy pop. Dawno temu ukształtował się swoisty styl życia wielbicieli turbo-folku. Seks, pieniądze i władza są jego głównymi wyznacznikami. Piosenkarki, kobiety-wampy, ochoczo odsłaniają pośladki i zakładają cekinowe staniki, a na scenie pojawiają się w obowiązkowych czerwonych lub brokatowych tipsach i ostrym makijażu. Teksty ich piosenek, w większości o miłości i seksie, są łatwe i przyjemne. Takie też ma być życie. W dużej mierze wynika to z tego iż podczas wojny domowej, muzyka ta miała rozweselać i odstresowywać Serbów. Wprawdzie disco polo było jednym z bohaterów kampanii prezydenckiej, ale na tym kończy się jego przygoda z polityką. Zupełnie inaczej było w przypadku turbo-folku, który swój sukces w dużej mierze zawdzięcza reżimowi Slobodana Miloševicia oraz wojnie domowej na Bałkanach. Piosenkarki swoim śpiewem wspierały walczących serbskich chłopców i dodawały otuchy kobietom, które na nich czekały w domach . Do teraz wykonawcy nie unikają patriotycznych wyznań, często pełnych nacjonalistycznych haseł. Choć wojna dawno się skończyła, turbo-folk nie umarł. Ci słuchacze, którzy dorobili się na wojnie często zamienili karabiny na zwykłe pistolety, inni po prostu pod wpływem amerykańskich filmów i zapragnęli wieść życie ich bohaterów. Stąd wśród fanów tej muzyki fascynacja luksusowymi samochodami, złotą biżuterią i markowymi ciuchami. Na „folkotekach”, których jest mnóstwo na Bałkanach w stroboskopach błyskają sygnety i czarne skóry bardziej lub mniej „sympatycznych” panów, którzy nie kryją fascynacji władzą. W tle wiją się długonogie piękności w minispódniczkach, które również pragną by ich życie, a przynajmniej młodość była jak najprzyjemniejsza.