Co wiesz o polskim kinie, Europo?

Artykuł opublikowany 21 lutego 2012
Artykuł opublikowany 21 lutego 2012
Spytaj jakiegokolwiek Włocha, jakich zna polskich reżyserów… Co usłyszysz w odpowiedzi? Banalnie proste: Kieślowski, Polański, Zanussi, Wajda, może nawet Skolimowski. Te osobistości gwarantują sukces każdej retrospektywy czy promocji nowego filmu albo przynajmniej dużą frekwencję na projekcjach, spowodowaną zwykłą ciekawością. Bądź co bądź nazwisko robi swoje…

Moje, już kilkumiesięczne, „rzymskie wakacje” pozwoliły mi zaobserwować ile osób przychodzi na pokazy filmowe i spotkania z reżyserami - polskimi rzecz jasna. Wnioski? To środowisko ograniczające się do pasjonatów, interesujących się kinem i śledzących festiwalowe nowości. Trochę większej publiczności można spodziewać się w przypadku znanej osobistości. Tak było podczas projekcji filmu Lecha MajewskiegoMłyn i Krzyż”, w ramach MedFilm Festival, podczas którego pokazywano również „Zew WolnościLeszka Gnoińskiego i Wojciecha Słoty.

Żeby zobaczyć coś polskiego w Rzymie, trzeba trochę poszperać, być na bieżąco z programami pokazów specjalnych i festiwali. Rozczaruje się jednak ten, kto spodziewa się produkcji reżyserów najmłodszej generacji, bo o takich nikt nie słyszał. W kinach natomiast, polskiego tytułu nie uświadczysz. Ostatnim polskim akcentem był „Rzeź”, Romana Polańskiego. Jedynym miejscem, gdzie można zobaczyć jakąś nowszą produkcję jest Instytut Kultury Polskiej, który organizuje przeglądy filmowe i spotkania z autorami. W nadchodzącym roku będzie również szansa na zapoznanie się z polskimi filmami krótkometrażowymi, a to dzięki Międzynarodowemu Festiwalowi Filmów Krótkometrażowych Arcipelago.

Młodzi nie ryby i swój głos mają

Szkoda, bo głos młodych twórców jest znaczący, niebanalny i doceniany na festiwalach zagranicą zarówno, jeśli chodzi o filmy krótkometrażowe („Porozmawiaj z nimAgaty Prętki, „ŚwiteźKamila Polaka, „Ognisty ptak” Andrzeja Gosienieckiego czy tegoroczna nominacja do SundanceOpowieści z chłodniGrzegorza Jaszczuka), jak i fabuły („Sala SamobójcówJana Komasy, „Erratum” Marka Lechkiego, „Galerianki”, „Baby bluesKatarzyny Rosłaniec, „Wszystko, co kochamJacka Borcucha, „Z miłościAnny Jadowskiej). Niestety, często ich dzieła pojawiają się i znikają bez echa albo docierają do niewielkiej liczby odbiorców. Powodem tego jest z pewnością brak odpowiedniej dystrybucji naszych filmów za granicą i ich nieobecność na festiwalach. Jeśli przyjrzymy się programom festiwali europejskich i światowych, możliwe, że nie znajdziemy żadnej najnowszej, rodzimej produkcji. Naszą piętą achillesową jest brak przemysłu promocyjnego i zawodów stricte związanych z promocją zagraniczną. Filmy europejskie mają zagranicznych koproducentów, agentów i dystrybutorów, którzy zajmują się tylko i wyłącznie promocją filmu poza granicami kraju. Film ukazujący coraz objawy "zakupoholizmu" wśród polskich nastolatek

W Polsce, największymi instytucjami, które się tym zajmują są Polski Instytut Filmowy i Stowarzyszenie Filmowców Polskich. Oprócz tego istnieje szereg prywatnych firm producenckich, dystrybutorów i studiów filmowych, których zadaniem jest pokazywanie naszej kinematografii światu. Ostatnio powstają również strony internetowe, których głównym celem jest promocja zagraniczna. Projekty dotyczą głównie filmów krótkometrażowych (www.polishshorts.pl) oraz dokumentalnych (www.polishdocs.pl). Portale powstały z inicjatywy PISF, Krakowskiej Fundacji Filmowej oraz Instytutu Adama Mickiewicza. Dzięki temu widać, jak wiele do powiedzenia mają młodzi ludzie i jak dużo projektów powstaje każdego roku. Znajdziemy tu również informacje dotyczące nagród dla polskich twórców na festiwalach i o kwalifikacjach na festiwale zagraniczne. 

Umiesz liczyć, licz na siebie

Jednak tak naprawdę, każdy młody reżyser sam musi postarać się o promocję. Tak było w przypadku Jana Komasy, który na festiwalu w Cannes znalazł światowego agenta, który zgodził się promować jego film pt. „Sala Samobójców”. Małgorzata Szumowska również przyznała, że kilka jej filmów powstało tylko dzięki międzynarodowym koprodukcjom. Według reżyserki, jedynym sposobem na wyrobienie sobie nazwiska, jest otworzenie się na nowe znajomości i, rzecz jasna, odwiedzanie jak największej ilości festiwali, bo najlepiej szukać dobrych kontaktów u źródła. To ważne, zwłaszcza w przypadku kina autorskiego, które nie posiada ogromnego budżetu na promocję.

Młode kino polskie chętnie podejmuje problemy społeczne - jak np. fenomen samookaleczania się zbuntowanych nastolatków.Zadaniem dziennikarzy i krytyków filmowych, jest natomiast regularne pisanie o tym, co nowego dzieje się w polskim filmie i szukanie możliwości, żeby artykuły pojawiały się w zagranicznej prasie i na portalach internetowych. Filmowcy są zgodni, że sukces zależy w dużej mierze od tego, na ile sami potrafimy się wypromować i ile mamy cierpliwości. Do wszystkiego trzeba dojść małymi krokami. Czasem młodzi zapaleńcy zapominają, że na laury trzeba sobie zasłużyć solidną pracą. Nic nam samo z nieba nie spadnie. Można poprzestać na narzekaniu, czego w Polsce nie ma albo skupić się na poszukiwaniu efektywnych rozwiązań.

Fot.: główna: dzięki uprzejmości Filmweb;  w tekście: galerianki: dzięki uprzejmości Filmweb; sala samobójców: dzięki uprzejmości Filmweb;  wideo: TheJudicool/youtube.com,  HDzwiastunyPL/youtube.com