Corrida! Madryt kontra Katalonia

Artykuł opublikowany 24 października 2014
Artykuł opublikowany 24 października 2014

Katalonia od czterech lat kroczy po ścieżce, która ma doprowadzić region do uniezależnienia się od Hiszpanii. Jednak rząd federalny w Madrycie nie jest chętny do negocjacji. Jak zrozumieć całe to zmieszanie burzące spokój w słonecznym regionie Hiszpanii? Rozmowa z redaktorem organizacji Help Catalonia Jordim Mirem i Laią Balcells, profesor na Uniwersytecie Duke'a

W 2010 roku Hiszpański Trybunał Konstytucyjny uznał część artykułów nowego projektu Konstytucji Katalonii (Estatut d'Autonomia) za niezgodne z konstytucją. Wywołało to falę niezadowolenia w całej Katalonii, regionie od wieków odróżniającym się odmiennym językiem, polityką i tradycją kulturalną od reszty kraju, znanego dawniej jako Kastylia, czyli dzisiejsza Hiszpania. Oba regiony od wieków toczyły ze sobą liczne konflikty. Dziś, w czasach, kiedy spory rozwiązuje się bez użycia przemocy, lecz poprzez obywatelskie nieposłuszeństwo, Katalończycy postanowili upomnieć się o swoją niepodległość za pomocą demokratycznych i prawnych środków. Czym jednak zakończą się te starania nie wiadomo, bo prawo przemawia na korzyść instytucji, która nie widzi żadnych korzyści w doprowadzeniu do secesji.

Sprzeciw wobec marnowania podatków 

W dobie kryzysu gospodarczego, który w ostatnich latach pustoszy Hiszpanię, Katalończycy uważają, że istnieje wiele powodów, dla których ich region powinien uzyskać pełną odrębność. Spośród wszystkich regionów zjednoczonych pod hiszpańskim sztandarem, Katalonia osiągnęła największy sukces i stworzyła 

sobie status gospodarczej siłowni, którą madrycki rząd wykorzystuje na wszystkie możliwe sposoby, by uniknąć pogłębienia deficytu. Kwestia ta ma o tyle wielkie znaczenie, że rzeczony wynosi 90% PKBJordi Mir, redaktor organizacji dziennikarskiej Help Catalonia, mówi, że do rządu wędruje z Katalonii 16 milionów euro, czyli znacznie więcej niż z któregokolwiek innego regionu. Zaledwie znikoma część tej kwoty powraca do Katalonii. Dla wielu zirytowanych sytuacją Katalończyków, do których zalicza się mój rozmówca, te pieniądze marnowane są na sprawy małej wagi. W pewnych regionach Hiszpanii powstają „sześciopasmowe autostrady prowadzące z miasta o populacji sięgającej 3 000 mieszkańców do miasta liczącego 2 000 osób, a tu mamy autostradę dwupasmową między miastem z 100 000 mieszkańców i tym z 500 000 mieszkańców” - tłumaczy Jordi Mir. Do tego dochodzi jeszcze kwestia lotnisk i kolei. Mir podkreśla, że Hiszpania to drugi po Chinach kraj pod względem liczby pociągów szybkobieżnych. Kraj ma też dziesięciokrotnie więcej lotnisk niż Niemcy. Wiele z nich jest jednak zamkniętych i nigdy nie przyjęło nawet jednego samolotu. Inauguracja tych lotnisk to element wielkich wysiłków podjętych przez hiszpański rząd. Katalończycy woleliby sami korzystać z inwestycji, na które przeznaczane są ich pieniądze, szczególnie w dziedzinie edukacji i służby zdrowia. Czarę goryczy przepełnia fakt, że jako jedyne w Hiszpanii katalońskie autostrady są płatne.

Jednak to, czego naprawdę pragną Katalończycy to autonomia fiskalna - przywilej, z którego korzystają już inne regiony, jak Kraj Basków. Pozwoliłaby ona władzom regionu na samodzielne pobieranie podatków, przekazywanie ich części państwu hiszpańskiemu i prowadzenie inwestycji w zgodzie z własnymi potrzebami. To z kolei umożliwiłoby podejmowanie samodzielnych decyzji i oddaliłoby wrażenie, że katalońskie pieniądze są marnowane. Ale to tylko jedna z kwestii, których rząd w Madrycie nie zgadza się poddać dyskusji, dolewając tylko oliwy do ognia. Chęci współpracy w tym wszystkim nie widać a jednym z efektów obecnego stanu rzeczy jest to, że w ramach obywatelskiego nieposłuszeństwa kierowcy postanowili odmówić płacenia za przejazd autostradami.

Język kataloński jako narzędzie walki

Dumą Katalończyków jest ich język. To dlatego w latach 80. Katalonia wprowadziła do systemu oświaty serię reform, by ułatwić asymilację i integrację wewnątrz społeczeństwa katalońskiego osobom, które nigdy nie uczyły się lokalnego języka. Wiele szkół wybiera kataloński jako podstawowy język nauczania, powoli wprowadzając hiszpański jako drugi język. To jak najbardziej naturalne, że będąc jednocześnie hiszpańskimi obywatelami, mieszkańcy Katalonii władają oboma językami. Jednak fakt, że w 2010 roku Trybunał Konstytucyjny zakwestionował część artykułów z nowego Estatut d'Autonomia, otworzył furtkę dla zmian w legislacji dotyczącej nauczania języków. „Ludzie mogą zażądać, żeby ich dzieci uczęszczały do szkoły wyłącznie hiszpańskojęzycznej, a nie takiej, w której językiem nauczania jest kataloński” - mówi profesor Laia Balcells, rodowita Katalonka wykładająca nauki polityczne na Uniwesytecie Duke'a. „Ma to opłakane skutki dla integracji wewnątrz społeczeństwa katalońskiego” - dodaje.

Jordi Mir zwraca uwagę, że jednym z tych skutków jest zmiana postrzegania języka katalońskiego. „Dziś posługiwanie się językiem katalońskim to narzędzie walki. W niektórych przypadkach oświadczenie «nie mówię po katalońsku» stanowi niemalże manifest polityczny” - tłumaczy. To jakby wyzwanie rzucone jedności narodowej, do której wzywają zwolennicy federacji. Język to część tkaniny, z której uszyta jest tożsamość katalońska. To wszystko powoduje, że jeśli ktoś widzi zagrożenie dla języka katalońskiego, opowiada się tym samym za niepodległością regionu.

Toro!

Dla obrońców praw zwierząt to barbarzyństwo. Dla Katalończyków - symbol tradycji kastylijskiej, czyli coś odrębnego od ich tożsamości kulturowej. Dlatego w 2010 roku kataloński parlament zakazał walk byków w regionie na mocy ustawy, która weszła w życie dwa lata później. Jednak ponieważ corrida uznawana jest za kluczowy element hiszpańskiego dziedzictwa, zwolennicy federacji postrzegają kataloński zakaz jako cios wymierzony w tożsamość narodową. Dlatego w 2013 roku hiszpańska legislatywa przyjęła petycję w sprawie zniesienia zakazu. Od tego momentu kwestia prawomocności zakazu jest szczegółowo analizowana przez hiszpańskie władze. Celem tych działań jest wpisanie walk byków jako nienaruszalny element dziedzictwa narodowego. Faktom nie można jednak zaprzeczyć: zakaz walk byków został uchwalony na demokratycznych zasadach. Jeśli Katalończycy nie będą mieli wpływu na podobne kwestie i nie będą mogli decydować o tym, co dzieje się z ich podatkami lub jaka będzie struktura ich systemu oświaty, co pozostanie z demokracji w Katalonii? Niestety obecną sytuację regionu można przyrównać do starcia na arenie, gdzie kastylijski matador prowokuje katalońskiego byka