Crystal Fighters: „Brexit niewiele zmieni”

Artykuł opublikowany 14 lutego 2017
Artykuł opublikowany 14 lutego 2017

Crystal Fighters od początku istnienia otaczała  aura tajemniczości. Zespół wydał trzy płyty i przez cały ten czas nie prostował domysłów fanów, którzy między innymi długo podejrzewali, że pochodzą z Hiszpanii. Zresztą to dla nich żadne wyzwisko: kochają po równo kulturę baskijską i brytyjską, nawet po szoku spowodowanym Brexitem.

cafébabel: No to powiedzcie mi, dlaczego wszyscy myśleli, że jesteście Hiszpanami?

Sebastian: Myślę, że to głównie dlatego, że czerpiemy sporo inspiracji z Kraju Basków i tak często o tym mówimy. Niektórzy nawet myśleli, że jesteśmy z Argentyny. Biedni dziennikarze…

cafébabel: Nawet Wikipedia myśli, że jesteście z Hiszpanii…

Sebastian: O, łał! To znaczy, w pewnym sensie to prawda, bo mamy w zespole trochę baskijskiej krwi. Nasza koleżanka z zespołu Laure znalazła książkę jej hiszpańskiego dziadka, która była swego rodzaju autobiografią napisaną w różnych językach. To w tej książce odkryliśmy nazwę Crystal Fighters. Jakieś okoliczne dzieciaki z pobliskiego miasta chodziły do lasu i urządzały tam imprezy, a dziadek Laury nazywał ich „Crystal Fighters”.

cafébabel: Kiedy wydaliście waszą drugą płytę Cave Rave, pojechaliście do Kraju Basków. Jak ta podróż was zainspirowała?

Sebastian: Odwiedziliśmy jaskinię Zugarramurdi. Jest dosyć znana, nawet baskijskie dzieciaki tam chodzą. To ogromna jaskinia, która jest ważnym dziedzictwem dla Basków. Jest ściśle związana z rytuałami; przypisuje się jej związek zarówno z pozytywnymi jak i negatywnymi wydarzeniami i stała się swego rodzaju celebrowaną częścią baskijskiego folkloru. Koleś, który znajduje się na okładce naszej pierwszej płyty Star of Love, Txatxo (dosłownie: „ogromna czarownica”), przechadza się po mieście w różnych ubraniach. Może nie wygląda to specjalnie hiszpańsko bo jest pewnie po części zainspirowane kulturą francuską.

cafébabel: I teraz jesteście bardzo przywiązani do tego folkloru. Nabrał on dla was niemal duchowego znaczenia…

Sebastian: W pewnym sensie tak. Nie ma to zbyt wiele wspólnego z Chrześcijaństwem, bo te tradycje wywodzą się z rzemieślniczych i rolniczych rytuałów. Na przykład w niektórych fabrykach używało się drewnianych kijów do gniecenia jabłek. A że to tak męcząca praca, robotnicy zaczęli wygrywać muzykę za pomocą tych kijów. Stała się to taka gra i dzieciaki też zaczęły w nią grać. Z tego wziął się instrument dziś w Kraju Basków nazywany txalapartas; gramy na nim na naszej płycie i na koncertach. To coś, co przejęliśmy od baskijskiej kultury podczas naszej trasy albo z czasów, kiedy mieszkałem tam przez pół roku. To bardzo społeczny sposób bębnienia. Trzeba polegać na sobie nawzajem, żeby stworzyć rytm. Bardzo fajnie jest tak grupowo grać.

cafébabel: Jesteście młodymi ludźmi przywiązanymi do dawnych rytuałów?

Sebastian: Nie jestem pewien, ale kiedy zakładaliśmy zespół, znaleźliśmy w sieci filmik, na którym  ktoś grał na txalapartas. To nas zaintrygowało, bo Kraj Basków kojarzył nam się (jak pewnie wielu ludziom) z silnym poczuciem niezależności i z nieco negatywną aurą. Wtedy odkryliśmy, jak niesamowicie bogata jest ta kultura… i zdaliśmy sobie sprawę, że możemy pokazać Kraj Basków od zupełnie innej strony. W pewnym sensie myślę, że właśnie dlatego nas tak ciepło przyjęli: bo docenili to, że jako ludzie „z zewnątrz” doceniliśmy ich kulturę. Oczywiście, ta historia ma też swój polityczny aspekt, na którym ciąży cień terroryzmu, ale mimo wszystko jest tu też piękna kultura, którą warto pielęgnować. To właśnie chcemy pokazać światu.

cafébabel: Kto był waszą pierwszą europejską muzyczną miłością?

Graham: Uwielbiamy Justice. Ale myślę, że bardziej zachwyciłem się jednak zespołami z lat 70., takimi jak Led Zeppelin. Teraz czasy się zmieniły, dla mnie liczy się już tylko minimal techno.

Sebastian: Ja za dzieciaka uwielbiałem całą muzykę dance z lat 90.

cafébabel: W jaki sposób zaczęliście produkować muzykę dance?

Sebastian: W klubach.

Graham: Kiedy zaczynaliśmy, byliśmy pod ogromnym wpływem muzyki dance. Na początku graliśmy tylko elektronicznie, dopiero później dodaliśmy gitarę.

cafébabel: Mieszkacie w Londynie i napisaliście o nim kawałek. Nadal kochacie Londyn, pomimo postępującej gentryfikacji i zamykania klubów?

Graham: Czy znasz jakieś miasto, w którym nie ma gentryfikacji? Ale może Londyn jest skrajnym przykładem. Dlatego wszyscy przenieśli się do Berlina, a teraz przenoszą się do Lizbony. A jeśli chodzi o kluby, to zamykają je z powodu dealerów. Ale życie zatacza koła, prawda? Może teraz żyjemy w trudnych czasach zamykania starych klubów, ale za 10 lat znów nadejdzie fala otwierania nowych.

Sebastian: Nicolaas Jaar powiedział, że nawet Drake robi muzykę house’ową, więc trudno jest mówić o housie ogólnie jako o gatunku. Nawet raperzy robią muzykę do klubów i współczesna scena muzyczna nie jest już taka, jak kiedyś. Kiedyś byli didżeje od robienia beatów i zespoły rockowe od robienia koncertów. To był nasz pomysł na początku: dodać didżejski smaczek do koncertów, ale też wprowadzić trochę energii zespołu do klubów.

cafébabel: Odczuliście jakieś konsekwencje Brexitu?

Sebastian: To bardzo przykre. Politycy i media kłamiący ludziom, wmawiający im coś, co nie jest prawdą. Prawicowe gazety takie jak Sun czy Mirror rozpisywały brednie, że jeśli nie zagłosujemy za Brexitem, ludzie stracą pracę. Tymczasem imigranci wykonują robotę, której nikt inny nie chce się podjąć, a politycy obiecują gruszki na wierzbie. Niewłaściwa strona zwyciężyła w tym referendum bardzo niewielką przewagą.

Graham: Dla mnie najbardziej przerażające w tym wszystkim jest to, jak Brexit obnażył zachodnią mentalność, i to nie tylko Wielkiej Brytanii. Wystarczy spojrzeć co dzieje się teraz w Stanach i Europie. Wszyscy okazują się egoistami. My oczywiście wszystkich postrzegamy jako rodzinę.

cafébabel: Gdzie byliście, kiedy dowiedzieliście się o Brexicie?

Sebastian: O 5 and ranem nie spałem i wciąż pracowałem and płytą. Wtedy siostra napisała mi smsa, żeby dać mi znać co się dzieje. To był szok.

Graham: Byłem w Londynie i to był totalny szok. Nikt nie wiedział, co się teraz stanie, a na końcu okazało się, że większość biorących udział w referendum miała ponad 65 lat. To gray vote. Jedna generacja wrobiła drugą.

cafébabel: Chwilę po referendum mnóstwo ludzi zaczęło pytać się googlować „co to jest Unia Europejska?”. Co dla was znaczy UE?

Graham: Jedność.

Sebastian: Wolny rynek, swoboda przemieszczania się. Brak granic na tej małej przestrzeni. Dobrze jest móc przemieszczać się pomiędzy kulturami i być częścią kontynentu, który wspiera bogatą różnorodność kultur i języków. Z jakiej racji te wszystkie korzyści miałyby wpaść w ręce jednej partii politycznej?

cafébabel: Jak, jako zespół, postrzegacie przyszłość Europy?

Graham: W tej chwili mamy poważne problemy i naprawdę musimy się obudzić.

Sebastian: Polityka to rozrywka dla lobby wojskowo-przemysłowego. Nawet ten Brexit – czy on naprawdę cokolwiek zmieni? Mam nadzieję, że nie, ale ludzie długo będą o tym mówić. Wiesz, za nagłówkami gazet wciąż jest ta masakra w Syrii, wycinki lasów w Ameryce Południowej, zanieczyszczenie środowiska i rzeź zwierząt…

Graham: W sumie bardziej dołują nas rzeczy, o których nie mówi się w wiadomościach. Wielka Brytania jest małą wyspą na ogromnej planecie, która ma o wiele większe zmartwienia.

cafébabel: A co mogłoby sprawić, żebyśmy się obudzili?

Graham: Szczerze mówiąc, to nie jest takie proste. Są bogaci ludzie tacy jak Bill Gates, którzy usiłują wprowadzić pewne niesamowite innowacje. Dobrze by było, żeby więcej polityków i rządów angażowało się w podobne inicjatywy, próbowało coś zmienić i było uczciwym wobec obywateli.

Sebastian: Korporacje również musiałyby zmienić swoją postawę. Istnieje wiele technologicznych rozwiązań, które mogłyby mieć zbawienny wpływ dla społeczeństwa. Ale ponieważ są kosztowne, nikomu nie chce się wydać pieniędzy na zamknięcie starych fabryk i wprowadzenie rewolucyjnych zmian przy użyciu systemów, które już są dostępne.

cafébabel: Są jakieś osoby, które symbolizują dla Was lepszą przyszłość dla Starego Kontynentu?

Graham: Muzycy tacy jak Lady Gaga mogliby mieć ogromny wpływ. Justin Bieber, Drake, Beyoncé... Nie należą do żadnych partii politycznych, ale mają moc dotarcia do wielu ludzi. Ich głosy są silniejsze, niż głosy wielu polityków i prezesów. Już wpływają na tak wielu ludzi.