Czarne złoto Morza Kaspijskiego

Artykuł opublikowany 12 stycznia 2006
Artykuł opublikowany 12 stycznia 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

W ciągu niecałych pięciu lat nowe bazy wydobywające ropę naftową mogą zdominować wydobycie w krajach basenu Morza Kaspijskiego. Olbrzymie rezerwy ropy i gazu, na których położone są te kraje mogą zmienić je w najważniejszych graczy na geopolitycznej scenie.

Platformy wydobywające ropę mogą się rozmnożyć w regionie Kaspijskim aż do rejonu Morza Śródziemnego. Złoża pokrywające 30% światowego zapotrzebowania na ropę i gaz znajdują się pod Uzbekistanem, Turkmenistanem, Kazachstanem, Kirgistanem oraz Tadżykistanem.

Te złoża to prawdziwa skarbnica – istnieje jednak jeden szkopuł: ich odległe położenie od klientów. W obliczu obecnego kryzysu naftowego Kaspijskie rezerwy będą bardziej wpływały na dynamikę świata, zmieniając obraz geopolityczny ostatnich trzech dekad. Nie jest tajemnicą, że ktokolwiek kontroluje wydobycie i transport węglowodorów z Euroazjatyckich krajów byłego ZSRR, będzie dzierżył w swoich rękach olbrzymią władzę dopóki jakiś sprytny i światły lider nie zdecyduje się skorzystać z alternatywnych form energii.

Kto przejmie kontrolę?

W bitwie rozpoczętej 11 września Stany Zjednoczone mają jedną wyraźną przewagę: nagle uzyskaną po Huraganie Katrina, który wywołał coś na kształt turbo reakcji w stosunkach między Stanami a Bliskim Wschodem. Na froncie naftowym, USA w pełni kontrolują Morze Kaspijskie, co jest jednym z wielu projektów Stanów ale wciąż istotnym i delikatnym tematem w Europie, zwłaszcza na poziomie strategicznym.

Zarejestrowana w Stanach wielonarodowa Korporacja Ambo (Albania, Macedonia, Bułgaria) buduje właśnie olbrzymi rurociąg. Jego 890 kilometrowy szlak będzie się zaczynał w Burgas i ciągnął przez Bułgarię i Macedonię, aż do Vlore w Albanii gdzie ropa będzie ładowana na amerykańskie tankowce wiozące ją do Rotterdamu a potem do Nowego Jorku i New Jersey. Aż do niedawna ten ambitny plan napotykał same problemy głównie ze względu na koszty jego prowadzenia oraz trudną sytuację polityczną na Bałkanach i Kaukazie. Teraz po serii katastrof naturalnych i osłabieniu dolara sytuacja sprzyja przyspieszeniu budowy rurociągu.

Ambo jest pośrednio związana z amerykańską siłą polityczno-militarną przez firmę Halliburton, której szefem był kiedyś amerykański vice-prezydent Dick Cheney. Halliburton, poprzez firmę pomocniczą - Brown & Root Services - już zarządza amerykańską bazą militarną Camp Bondsteel w Kosowie i czerpie korzyści z projektów odbudowy Iraku.

Interesy, które kręcą się wokół olbrzymiego kanału naftowego mają imiona amerykańskich potentatów paliwowych: BP-Amoco-Arco, Chevron oraz Texaco. Dodatkowo Ambo otrzymała już 900 milionów dolarów na inwestycje od amerykańskiej agencji rozwoju, oraz Korporacji Overseas Private Investment (w skrócie Opic), a także Eximbank i Credit Suisse First Boston. Szacuje się, że po zakończeniu budowy rurociągu będzie on transportował 750 tysięcy baryłek ropy naftowej dziennie.

Ropa dla wszystkich

Strategiczna rola Bułgarii i Rumunii (mających przyłączyć się do Unii Europejskiej w 2007 roku) a także Albanii i Macedonii ma duże znaczenie. Bułgaria i Rumunia położone są nad Morzem Kaspijskim, na potencjalnej drodze transportu ropy do Europy. Z chwilą gdy administracja Bush’a zdecydowała polegać mniej na źródłach ropy z krajów Opec, źródła Rosyjskie, Kaspijskie oraz te z Morza Czarnego nabrały na znaczeniu głównie dlatego że właśnie na nich teraz będą polegały Stany Zjednoczone.

Basen Morza Kaspijskiego ma jedne z największych źródeł ropy naftowej na świecie, zaraz po Arabii Saudyjskiej, Syberii i prawdopodobnie Iranie. Zgodnie z raportem Korporacji Unocal, jednej z ważniejszych amerykańskich firm naftowych, „całkowite rezerwy naftowe Morza Kaspijskiego mogą dochodzić aż do siedemdziesięciu miliardów baryłek. Niektórzy szacują tę liczbę aż na 200 miliardów. W 1995 roku, w tym regionie wydobywano jedynie 870 tysięcy baryłek dziennie. Do roku 2010, zachodnie firmy chcą zwiększyć produkcję do 4,5 miliona baryłek dziennie co oznaczałoby wzrost o 500% w przeciągu jedynie 15 lat!” To poważne liczby, nawet jeśli porównamy je z niedoścignioną potęgą naftową Arabii Saudyjskiej, której rezerwy opiewają na 260 miliardów baryłek, o dwa razy więcej niż jej główny konkurent, Iran, posiadający 133 miliardy baryłek.

I nawet jeśli Chevron, drugi co do wielkości amerykański koncern naftowy, ostrzega że „era łatwego paliwa się skończyła”, amerykańskie firmy grają ostrożnie, po cichu zawierając umowy z Bałkańskimi uniwersytetami na zaawansowane badania naukowe nad nowymi technologiami wydobywania i transportu w tych krajach.